czwartek, 19 lutego 2015

O książce innej niż wszystkie

Mamy sporo książek. Książki do czytania przez rodziców lub ciocię, których Jagoda nie dostaje do ręki z powodu jej destruktywnych zapędów. Książki do oglądania przez Jagódkę (czytaj do rzucania, gryzienia, wyginania, rozrywania i wszystkiego co przyjdzie jej do głowy), których kondycja pozostawia wiele do życzenia. I jedną książkę, która potrafi zainteresować Jagodę przez czas dłuższy niż minutę. Przy której razem się bawimy, śmiejemy i uczymy.



Bravi Soledad "Księga dźwięków". Zanim ją kupiłam wyczytałam, że jest polecana już dla najmłodszych dzieci, że to światowy bestseller. W internecie znalazłam kilka zdjęć z wnętrza książki. Mówiąc szczerze nie zachwyciły mnie. Ale, że taka polecana - kupiłam.

Jagoda pokochała ją od pierwszego otwarcia. Bo każde otwarcie książki to inny obrazek i inny dźwięk. Nie, to żadna z interaktywnych książeczek. Te dźwięki wydajemy my. Co najlepsze zupełnie inaczej będzie naśladować krówkę mama, inaczej tata, a jeszcze inaczej babcia. Za każdym razem możemy tę książeczkę "czytać" inaczej. A dziecko będzie się śmiało z dziwnych dźwięków wydawanych przez rodziców. Z czasem zacznie kojarzyć daną ilustrację z powtarzającym się przy niej dźwiękiem. Kiedy będzie już starsze samo będzie naśladować dźwięki lub będziemy to robić wspólnie - dobra zabawa gwarantowana. Dźwięki, które wydajemy sami można też zastąpić szukając odpowiednich, realnych nagrań. Ale myślę, że zabawa nie będzie już taka fajna.

Nic dziwnego, że śmieszne dźwięki są w stanie zainteresować Jagodę. Nie wiem jaką magię ma w sobie ta książka, ale córeczka uwielbia ją także wtedy, kiedy ogląda ją sama, po cichutku. Nie wiem co ją tak fascynuje. Wielość stron, nieprzekombinowane obrazki, a może jeszcze co innego. W każdym razie, kiedy czeka nas np. wizyta u lekarza, dłuższa podróż, czy sytuacja, w której będę musiała ją czymś zająć, pakuję tę książkę do torebki.

Są dwie rzeczy, do których w książce mogę się przyczepić. Pierwsza "szpinak robi bleee". Ok, rozumiem, że szpinak dzieciom źle się kojarzy, ale po co od razu je do niego źle nastawiać? Zamiast "bleee", mówię wtedy "mniam". I po sprawie ;)
Druga rzecz to ilustracje. Przyzwyczajona do pięknych ilustracji w książkach z mojego dzieciństwa poczułam się zawiedziona, że te wyglądają jak narysowane przez dziecko. Tendencję taką zauważyłam w wielu innych współczesnych książkach dla dzieci. Czy taka jest teraz moda? Czy zamiast psa rodem z "Zakochanego kundla" lepiej zrobić brązową plamę z czterema liniami i językiem? Widocznie tak. Chyba nie rozumiem współczesnej "sztuki" ;)

Książkę polecamy całym sercem. A tym, którzy lubią robić coś samemu, proponujemy zrobienie kart samodzielnie lub nawet spięcie ich w książeczkę (bo wtedy jest dodatkowa frajda z przewracania stron). Wybrać odpowiednie obrazki, wydrukować i gotowe. Karty takie najlepiej zalaminować, żeby dziecko mogło je przeglądać bez naszego stresu o każdą stronę ;)











6 komentarzy:

  1. A moja uwielbia wszystkie książki nawet te które nie mają żadnych obrazków - przegląda je i po swojemu opowiada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jagoda też, tyle, że jej książki marnie kończą ;)

      Usuń
  2. co to za buciki ma Jagoda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jagoda ma na sobie skórzane paputki (http://allegro.pl/listing/user/listing.php?us_id=22551642). Polecamy :) Mam wrażenie, że w ogóle nie czuje, że ma coś na nogach, takie są mięciutkie.

      Usuń
  3. Moja córa tez uwielbia te książeczkę. Niestety jak na ksiazke dla maluchow ma fatalny sposob klejeni i juz rozpadla sie na 3 czesci plus okladka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. Nasza aktualnie też w dwóch częściach, a już raz ją wcześniej kleiłam.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...