piątek, 25 lipca 2014

Wyjazd z półroczniakiem

W poniedziałek ruszamy na 6 dni nad morze. Będzie to pierwszy raz Jagodzi w innym klimacie. Mało tego, to będzie pierwszy nocleg poza domem! Jestem więc pełna obaw. Włos na głowie jeży się także od ilości rzeczy niezbędnych do zabrania. Powoli zaczynam więc tworzyć listę. Może i któreś z Was się przyda.

1. Pieluchy i akcesoria do przewijania.
- pampersy. Mniej więcej wiemy ile nasze dziecko używa pampersów w ciągu dnia. Do tego dodajmy kilka "na zapas".
- chusteczki nawilżane do pupy
- przewijak. My mamy nadmuchiwany przewijak z Ikei. TAKI. Do tego zabieramy też jednorazowe podkłady do przewijania.
- puder i/lub krem. Co kto używa.
- woreczki na zużyte pieluszki.Żeby nie biegać z każdą sztuką.
2. Akcesoria do kąpieli i kosmetyki.
- wanienka. Posiadamy również dmuchaną, co pozwoli nam zaoszczędzić trochę miejsca. Kupiliśmy ją w Pepco.
- płyn do kąpieli/mydło. Zabieramy mini-produkt, by oszczędzić miejsce.
- ręczniki
- sól fizjologiczna i gaziki
- krem z filtrem UV. Do twarzy i do całego ciała.
- balsam do ciała. Choć na co dzień nie używamy może się przydać, gdy małą dosięgnie słoneczko. Również zabieramy mini-produkt.
- aspirator. Oby katarek się nie pojawił, ale przezorny ubezpieczony.
- szczotka do włosów
- nożyczki do paznokci. Czy waszym pociechą paznokcie też tak szybko rosną? My musimy obcinać co 4-5 dni.
- smoczek uspokajacz
- płyn do prania i płukania, szare mydło. Prania nie planujemy, ale przy ulewaniu Jagody ciężko coś takiego zaplanować. W razie czego zestaw mini-produktów do szybkiego prania.
3. Leki i termometr. Pamiętajmy o tych stosowanych codziennie (witamina D, leki używane na co dzień) oraz o jakimś środku przeciwgorączkowym w razie potrzeby (pfu, pfu). My zabieramy także żel na dziąsełka, bo chyba lada chwila pojawi się pierwszy ząbek ;) Jedzie z nami też zakraplacz do leków, z którym się właściwie nie rozstajemy. I Octenisept, także zapobiegawczo. Oczywiście zabieramy monitor oddechu. Koniecznie zabierzmy ze sobą książeczkę zdrowia dziecka, bo nigdy nie wiadomo, co nas spotka.
4. Kocyki, pieluszki tetrowe i flanelowe. Ponieważ Jagoda ulewa musimy wziąć ich większą ilość. Normalnie powinny wystarczyć 2-3 kocyki i kilka pieluszek.
5. Jedzenie.
- butelki. W naszym przypadku do podawania wody/soczku do picia.
- laktator. Pokarmu po nocy ciągle nadmiar.
- pojemniki na mleko. O ile ktoś ściąga i chce zostawić do przechowania.
- słoiczki (obiadki i deserki). Jagoda zjada jeden słoiczek obiadku i jeden deserku na dwa dni.
- kaszka
- łyżeczki i miseczka
- podgrzewacz
- śliniaki
- szczotka do mycia butelek i płyn
6.  Rozrywka. Czyli ulubione zabawki i puzzlowa mata piankowa, żeby mała miała gdzie trochę pofikać. My nie rozstajemy się z przytulakami, z którymi Jagoda zasypia.
7. Rzeczy największe, czyli wózek, łóżeczko turystyczne, namiot plażowy i chusta.
8. Suszarka! Niezbędna do uspokojenia.
9. Lampka (w naszym przypadku ledowa na baterie), żeby bez problemu trafić do dziecka w nocy.
10. Ubranka. Gdziekolwiek jedziemy i jakie wspaniałe nie byłyby prognozy pogody, przygotujmy się na każde warunki atmosferyczne. Body z krótkim rękawem, długim, krótkie i długie spodnie, sweterek, bluza, skarpetki, pajace do spania, czapeczki i co tam jeszcze komu potrzebne :)

Ogrom, prawda? A może jest jeszcze coś, co koniecznie powinniśmy zabrać? Jeśli dostrzegacie jakąś lukę dajcie znać :)

czwartek, 17 lipca 2014

Pierwsze dziecko w życiu psa

O psie marzyliśmy od zawsze. I ja i szanowny mąż. Ale jak tu mieć psa w wynajętym pokoju w mieszkaniu studenckim. Aż w końcu trafiliśmy na właściciela, który zezwolił. Warunkiem było to, by był mały. I tak kupiliśmy psa rasy Chihuahua.

Zefir stał się dla nas namiastką dziecka, o które bezskutecznie się staraliśmy. I tak, przyznam bez bicia, był rozpuszczany na każdym kroku i kochany z całych sił. Najbardziej lubi spędzać czas na naszych kolanach lub rękach, a kiedy nas nie ma kładzie się na naszych ubraniach.

Przez cały okres ciąży słyszałam od ludzi "dobra rada", co oznacza pies przy niemowlęciu. O tym ile problemów nas czeka, o tym, jaki będzie zazdrosny, jak będzie chciał pozbyć się dziecka. Niemal każdy przekonywał nas, że będziemy musieli się go pozbyć. Słuchałam po raz setny tego samego, myśląc, że nie ma możliwości byśmy pozbyli się Zefirka i mając wewnętrzną pewność, że Zef stanie na wysokości zadania i pokocha Jagodę równo mocno, a nawet jeszcze mocniej, jak nas.

Poczytałam trochę, porozmawiałam z osobami, którzy mieli psa, kiedy urodziło się im dziecko, a przede wszystkim posłuchałam rad naszych cudownych weterynarzy. Mąż zawiózł do domu pachnącą Jagodą pieluszkę Zefirowi jeszcze kiedy byłyśmy w szpitalu. Oczywiście Zefir zapoznał się z zapachem i położył na niej spać. Po powrocie do domu pokazałam Zefkowi Jagódkę i pozwoliłam mu ją obwąchać. Nasz piesek szalał ze szczęścia, że jego pani wreszcie wróciła do domu. Był także zainteresowany swoją małą panią.

W czasie pierwszych dni Zefir pilnował Jagody przez szczebelki łóżeczka. Wykorzystywał także okazje, gdy karmiłam ją piersią i dbał o to by znaleźć się wtedy na moich kolanach albo blisko nas (robi to zresztą do dzisiaj). Prawdziwa przygoda zaczęła się jednak, kiedy to Jagoda zaczęła się interesować pieskiem. Najpierw przyglądała mu się zdziwiona, chyba nie bardzo wiedząc "co" to takiego. Później obserwowała go, kiedy tylko pojawił się w jej polu widzenia. Z czasem zaczęła się do niego uśmiechać, mówić do niego, a nawet głośno śmiać. Jakieś 3 tygodnie temu ich relacje weszły w fazę dotyku. Jagoda aż się trzęsie by chwycić go za sierść. Oczywiście ciągnie przy tym Zefa. A on z anielską cierpliwością patrzy na nią, czasem ucieka, ale nigdy nie zrobił jej krzywdy.

Myślę, że mogę powiedzieć, że Zefir jest przyjacielem Jagodzi. Interesuje ją jak nikt inny. Potrafi ją uspokoić, gdy płacze i rozśmieszyć. Mam nadzieję, że wiele pięknych lat przed nimi i że nasza córeczka od maleńkiego przekona się, jak bardzo potrafi kochać pies. Być może kolejność powinna być odwrotna. Ale nasz przykład pokazuje, że nie taki diabeł straszny. O plusach kontaktu niemowlęcia z psem mówiła nam nawet położna w szkole rodzenia, zapewniając, że zmniejsza to ryzyko późniejszej alergii.

Drogie przyszłe mamy. Jeśli jesteście w takiej sytuacji, w jakiej byliśmy my, nie martwcie się. Przecież nasze psy to niezwykle mądre zwierzęta. Kochają nas, więc pokochają także maleństwo, które my kochamy. Jedyne, co musimy im dać to czas i ciepło. Bardzo staram się, by Zefir nie czuł się odtrącony i choć nie mamy już dla siebie tyle czasu, co wcześniej, codziennie pokazuję mu, że jest dla mnie równie ważny, jak przed pojawieniem się Jagody.

A poniżej kilka przykładów komitywy Zefir-Jagoda ;)

 Pierwszy dzień Jagody w domu

 Zefik pilnuje Jagódki

Byleby być blisko niej

Jedna z rozmów :)

sobota, 12 lipca 2014

Zapaść się pod ziemię..

Pamiętam pierwszy spacer. Jeszcze domu nie zdążyłyśmy opuścić, a Jagoda już zasnęła. Przespała całą drogę, wniesienie do domu i jeszcze pół godziny w pokoju. Kolejne były podobne. Aż nagle wszystko zaczęło się zmieniać. Z dnia na dzień jest coraz gorzej.

Pędzę z wózkiem, jedną ręką pchając, drugą wkładając smoczek. Powinnam mieć jeszcze trzecią do zabawiania grzechotką i czwartą do naciągania wciąż rozkopywanego kocyka. Nic nie działa. Dziecko płacze jakby je przypalali. Spojrzenia przechodniów mówią dosadnie za jaką matkę mnie mają. Najgorsze są oczywiście spojrzenia innych matek. Znacie to? Pewnie każdej z Was choć raz zdarzył się spacer, w czasie którego, chciałyście się zapaść pod ziemię albo chociaż znaleźć na odludziu.

Jagoda już w szpitalu otrzymała miano najgłośniejszego dziecka i z dumą dba, by tytułu tego nie stracić, a że głos ma donośny, a temperament dość nerwowy, wychodzi jej to świetnie. Płacz na spacerach zdarza się kiedy jest zmęczona i nie może zasnąć. Oraz natychmiast kiedy się obudzi.

Co zrobić w takiej sytuacji? Wypróbowałam kilka możliwości.
1. Uciekać do domu. Jak najszybciej udać się w stronę domu. Tam już dziecko jakoś się udobrucha. Po drodze starać się jak najbardziej minimalizować płacz. Gorzej jak do domu daleko..
2. Wyjąć z wózka. Działa zawsze. Tylko dziecko, jak każdy, szybko przyzwyczai się do dobrego i czasem wózek może okazać się w ogóle niepotrzebny na spacerach, bo małego delikwenta będzie trzeba cały czas nosić. Staram się nie stosować. Ewentualnie w sytuacjach ekstremalnych.
3. Zatkać usta butelką. Zazwyczaj mamy przy sobie wodę do picia, zwłaszcza w czasie upałów. Sposób u nas skuteczny na chwilę. Ale przecież nie można całej drogi przechodzić podając dziecku butelkę.
4. Zabawiać. Śpiewam, wydaje dziwne dźwięki, wyciągam grzechotki i zabawki. U nas metoda mało skuteczna.
5. Zainteresować czymś. Podejście kogoś do wózka, podniesienie oparcia, danie czegoś "nowego" do ręki. Często się u nas sprawdza. Zwłaszcza spotkanie znajomych. Jagoda, bardzo towarzyska dziewczyna, zaraz przestaje płakać.
6. Zignorować i udawać, że nikt nie słyszy. Kiedy Jagoda zasypia, wiem, że jedynym sposobem przetrwania płaczu jest ciągłe wkładanie jej smoczka, podawanie przytulanki i po prostu dalsza droga przed siebie.

A Wy, drogie Mamy, macie jakieś sprawdzone sposoby, jak radzić sobie w sytuacji kiedy mały terrorysta krzyczy wniebogłosy?

środa, 2 lipca 2014

Rozszerzanie diety przy karmieniu piersią

Dwa dni temu Jagódka skończyła 5 miesięcy. Dziś pierwszy raz podałam jej marchewkę. Ale po kolei.

Krótko przed skończeniem przez Jagodę 4 miesiąca życia przyszedł do nas poradnik Bobovity. Program 5 kroków rozszerzania diety. Przeczytałam od deski do deski. Teoretycznie wszystko jasne, ale jak już wejść w szczegóły to nie do końca. Karmiąc mlekiem modyfikowanym nie ma żadnych wątpliwości. Wszystko rozpisane co do tygodnia. Ale przy dziecku karmionym piersią rozpoczynają się schody..

Według zaleceń dziecko karmione piersią powinno być na mleku matki do ukończenia 6 miesiąca życia. Ale można również rozszerzanie diety przyspieszyć. Od skończenia 4 miesiąca życia powinno jednak otrzymywać gluten w postaci kaszki dodawanej do posiłków. Jakich posiłków pytam? Przeczytałam poradnik jeszcze raz, w końcu napisałam do "eksperta" Bobovity, który przyznał mi rację. Podawanie glutenu kłóci się z ideą wyłącznego karmienia piersią przez pierwsze pół roku. Napisał mi, żebym podawała zupkę jarzynową (a gdzie wprowadzanie pojedynczo każdego z warzyw?) i do tego dodawała kaszkę lub ewentualnie kaszkę bezmleczną rozpuszczoną w niewielkiej ilości wody podawała na łyżeczce i później karmiła piersią. Oczywiście zdecydowałam się na opcję drugą. I tu kolejne schody, bo nigdzie nie mogłam znaleźć kaszki bezmlecznej. Jak to później przemyślałam to w sumie logiczne, że nie ma jej w sklepach, bo po co kupować osobno kaszkę i mleko modyfikowane, jak można mieć to w jednym opakowaniu. Ale że ja miałam robić ją na wodzie znów miałam problem. Zdecydowałam się więc na tradycyjną kaszkę mannę. Gotowałam pół łyżeczki w niewielkiej ilości wody, podawałam Jagodzie łyżeczką i karmiłam piersią.

Jagoda jedząca kaszkę

Dalej nie rozszerzając diety zaczęłam dawać Jagodzie marchewkę i jabłuszko "do polizania". Tylko po to, żeby poznawała ich smak. Oczywiście była zachwycona :)
 "Liżąca" marchewkę Jagoda

W międzyczasie nasilała się chęć Jagody do "normalnego" jedzenia. Niemal chciała nam je ściągać z talerzy. Po wczorajszej konsultacji z pediatrą dziś podałam jej pierwszą marchewkę. Oczywiście mój mały Jadek był zachwycony :)
Nasza pierwsza marcheweczka

Teraz powoli będziemy dalej eksperymentować z warzywkami, później owocami i kaszkami. Nie chcę się jednak spieszyć. Wiem, że mamy na to czas. Powiem jednak szczerze, że jako osoba karmiąca piersią czułam się nieco pominięta we wszelkich poradnikach. Niby jest to forma promowana, ale wszystkie wzorce przygotowane są szczegółowo pod dzieci na mleku modyfikowanym i z moich rozmów z mamami wynika, że to nie tylko moje odczucie. Kolejny dylemat - jak zacząć podawać dziecku inne posiłki niż mleko dopiero gdy skończy pół roku skoro wtedy należy już dziecku podawać mięso? A kiedy wtedy podać to, co powinno być po drodze? Nie chciałam jednak robić wszystkiego w pośpiechu i zacząć dawać Jagodzie inne posiłki zaraz w dniu, w którym skończyła 4 miesiące, bo chyba nie bez powodu zaleca się karmić piersią do szóstego.

Wiele jest dylematów w życiu matki. Zwłaszcza, gdy zostaje się nią po raz pierwszy.  Zewsząd zasypują nas sprzeczne informacje. Podejmujemy decyzję odnośnie szczepień, sposobu żywienia dziecka. Wszystko to może zarzutować na jego późniejszym życiu. Staram się przemyśleć dobrze każdą decyzję. Pewnie analizuję wręcz do przesady. Wy także? ;)

PS. Dziś mamy pierwsze Jagodowe imieninki :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...