sobota, 12 lipca 2014

Zapaść się pod ziemię..

Pamiętam pierwszy spacer. Jeszcze domu nie zdążyłyśmy opuścić, a Jagoda już zasnęła. Przespała całą drogę, wniesienie do domu i jeszcze pół godziny w pokoju. Kolejne były podobne. Aż nagle wszystko zaczęło się zmieniać. Z dnia na dzień jest coraz gorzej.

Pędzę z wózkiem, jedną ręką pchając, drugą wkładając smoczek. Powinnam mieć jeszcze trzecią do zabawiania grzechotką i czwartą do naciągania wciąż rozkopywanego kocyka. Nic nie działa. Dziecko płacze jakby je przypalali. Spojrzenia przechodniów mówią dosadnie za jaką matkę mnie mają. Najgorsze są oczywiście spojrzenia innych matek. Znacie to? Pewnie każdej z Was choć raz zdarzył się spacer, w czasie którego, chciałyście się zapaść pod ziemię albo chociaż znaleźć na odludziu.

Jagoda już w szpitalu otrzymała miano najgłośniejszego dziecka i z dumą dba, by tytułu tego nie stracić, a że głos ma donośny, a temperament dość nerwowy, wychodzi jej to świetnie. Płacz na spacerach zdarza się kiedy jest zmęczona i nie może zasnąć. Oraz natychmiast kiedy się obudzi.

Co zrobić w takiej sytuacji? Wypróbowałam kilka możliwości.
1. Uciekać do domu. Jak najszybciej udać się w stronę domu. Tam już dziecko jakoś się udobrucha. Po drodze starać się jak najbardziej minimalizować płacz. Gorzej jak do domu daleko..
2. Wyjąć z wózka. Działa zawsze. Tylko dziecko, jak każdy, szybko przyzwyczai się do dobrego i czasem wózek może okazać się w ogóle niepotrzebny na spacerach, bo małego delikwenta będzie trzeba cały czas nosić. Staram się nie stosować. Ewentualnie w sytuacjach ekstremalnych.
3. Zatkać usta butelką. Zazwyczaj mamy przy sobie wodę do picia, zwłaszcza w czasie upałów. Sposób u nas skuteczny na chwilę. Ale przecież nie można całej drogi przechodzić podając dziecku butelkę.
4. Zabawiać. Śpiewam, wydaje dziwne dźwięki, wyciągam grzechotki i zabawki. U nas metoda mało skuteczna.
5. Zainteresować czymś. Podejście kogoś do wózka, podniesienie oparcia, danie czegoś "nowego" do ręki. Często się u nas sprawdza. Zwłaszcza spotkanie znajomych. Jagoda, bardzo towarzyska dziewczyna, zaraz przestaje płakać.
6. Zignorować i udawać, że nikt nie słyszy. Kiedy Jagoda zasypia, wiem, że jedynym sposobem przetrwania płaczu jest ciągłe wkładanie jej smoczka, podawanie przytulanki i po prostu dalsza droga przed siebie.

A Wy, drogie Mamy, macie jakieś sprawdzone sposoby, jak radzić sobie w sytuacji kiedy mały terrorysta krzyczy wniebogłosy?

9 komentarzy:

  1. Franek na początku też przesypial cały spacer i powoli to się zmienia. Dziś tez prawie biegiem wracalam ze spaceru a akurat przy twoim domu musialam wziąć go na ręce bo młody smoczka nieakceptuje ;/ Franek choć ma dopiero miesiac to nie lubi leżeć na plasko i spacery najlepiej wychodza w foteliku samochodowym doczepianym do wózka :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A takie przyjemne były kiedyś spacery, prawda? Mi raz mała zaczęła płakać koło Rossmanna i aż do domu nie przestała :/ W foteliku nie jeździła, bo mamy pożyczony Graco, a wózek X-lander, więc adaptery nie istnieją :P Dzisiaj przesadziłam Jagodę do spacerówki. Zobaczymy jaki będzie efekt..

      Usuń
    2. Pożyczony fotelik? Ja bym w życiu nie chciała używanego fotelika. Nawet jeśli wiem skąd, że prawie nowy i wiem nie że był wypadkowy. Mimo wszystko nie naraziłabym dziecka na takie coś. Takich rzeczy się nie pożycza. Tu jesteś niby taka świadoma do przesady analizujesz jedzenie a nie boisz się wozić dziecka w pożyczonym foteliku. A skoro pożyczony to trzeba oddać i jeszcze może 3 dziecko wykorzysta? A później się słyszy o wypadkach i o tym, że fotelik nie uratował..nie dziwię się.

      Usuń
    3. Nie boję się wozić dziecka w pożyczonym, bo niby czemu? Jest od mojej przyjaciółki, więc wiem, co się z nim działo, ile i w jaki sposób był używany. I tak, pewnie będzie w nim jeździć 3 dziecko, bo go sprzeda razem z wózkiem. A Ty dla każdego dziecka kupowałaś/będziesz kupowała nowy fotelik? (nie wiem, który czas jest dobry, bo nigdy się nie podpisujesz..)

      Usuń
    4. Bo niby temu, że pewne rzeczy się niszczą, mogą się poluzować, wyciągnąć i nie zareagować w prawidłowy sposób po prostu w czasie wypadku. Pewne rzeczy się zwyczajnie zużywają i narażasz dziecko! Nie rozumiem Cię, piszesz, że nie oszczędzasz na dziecku, kupujesz monitor oddechu (który umówmy się urządzeniem pierwszej potrzeby nie jest- ludzie którzy nie mają kasy nie kupują monitora) a nie zapewniasz podstaw! Ciekawe czy jak będziesz miała wypadek (czego nie życzę wiedząc o foteliku) i Jagodzie coś się stanie to czy też napiszesz do eksperta Bobovity że nikt Cię teraz nie wspiera. Materacyk też pewnie masz pożyczony bo nieważne że obsikany po kimś i wyleżany skoro od przyjaciółki i wiesz, że jest ok. A pampersy susz na słońcu. To tak gadka bez najmniejszego sensu. Gdzie myślenie, gdzie bezpieczeństwo? Poczytaj na necie o fotelikach!

      Usuń
    5. Nie wzięłam fotelika ze śmietnika nie wiedząc co się z nim wcześniej działo. I nie, nic nie jest wyciągnięte, czy zniszczone. Proszę.. jedyne co mogłoby być wyciągnięte to pasy, które nie wiem z jaką siłą i jak długo musiałyby być ciągnięte by coś się z nimi stało.. Foteliki nie są dopuszczane do użytku na kilka użyć! A ten był użyty tylko kilkanaście razy.
      Dla mnie monitor był rzeczą pierwszej potrzeby i całe szczęście, że go kupiłam. Nie będę się tłumaczyła z tego na co wydaję pieniądze. Każda matka sama podejmuje te decyzje.
      A tak w ogóle.. Post nie dotyczy używanego fotelika tylko spacerów.

      Usuń
  2. U nas nigdy nie było problemów ze spacerami. Ale wiem, że są dzieci które od samego początku nie przepadają za głębokimi wózkami, może spacerówka będzie lepsza :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że "koleżanka" pisząca o pożyczonym foteliku przesadza i to ostro. Fakt, Jagodowa Mama jest przewrażliwiona i wiele nazbyt analizuje, ale nie sądzę, by pożyczenie fotelika od przyjaciółki było wielką zbrodnią. Co o tym sądzą inne Mamy?

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę również że przesadza.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...