wtorek, 10 lutego 2015

Rodzić po ludzku.. przez cesarskie cięcie

Pierwsze urodziny Jagody przywoływały w ostatnim czasie wiele pięknych wspomnień. Niestety, wraz z nimi pojawiały się też te, o których wolałabym nie pamiętać. Jednym z nich była forma jej narodzin.

Wiele mówi się o warunkach, w których kobiety rodzą. O tym, by zapewnić im intymność, o obecności ojca dziecka. Kobiety mają wizję swoich porodów, w czasie których towarzyszy im relaksująca muzyka, panuje spokój. Tamtego dnia zazdrościłam nawet tym kobietom, które rodzą naturalnie w obskurnych salach w świetle jarzeniówek. O ile tylko towarzyszył im przy tym mąż, a później kładziono im ich dziecko na piersi.




Fakty:
- jedynie nikły procent cesarskich cięć jest wykonywanych na prośbę rodzącej, w większości państwowych szpitali nie istnieje nawet taka możliwość,
- rekonwalescencja po cesarskim cięciu jest znacznie dłuższa niż po porodzie naturalnym,
- w niewielu placówkach w Polsce istnieje możliwość obecności przy cesarskim cięciu ojca dziecka,
- u kobiet, które urodziły poprzez cesarskie cięcie znacznie częściej dochodzi do pojawienia się depresji poporodowej.

Pamiętam kiedy zawieziono mnie na blok operacyjny. Na korytarzu ktoś z personelu pytał mnie o to, czy jestem uczulona na jakieś leki i ile jakich kroplówek dziś dostałam. To był cały wywiad. Ktoś inny narzekał, że jeszcze jedna operacja, a już tak późno. Byłam tego dnia ostatnia.

Anestezjolog kazał mi usiąść wyginając kręgosłup w koci grzbiet. Narzekał, że nie robię tego dość mocno, ale ogromny brzuch znacznie utrudniał tę czynność. Znieczulenie bolało, ale nie tak mocno, jak to, co działo się później. Dwukrotne poszerzanie nacięcia, duszenie na brzuch. Przez kilka minut czułam, jakby coś rozdzierało mi wnętrzności. I w końcu usłyszałam ten upragniony dźwięk. Jej płacz. Tata go nie usłyszał. Nie nasłuchiwał pod drzwiami. Był trzy piętra wyżej w ogóle nie wiedząc co się z nami dzieje. Tylko tam, w korytarzyku przy windzie, można mu było czekać na informację, że został ojcem.

Pokazali mi ją na chwilę. Na jedną krótką chwilę. Tylko dlatego, że szczęśliwym trafem była wtedy na dyżurze położna, którą znałam. Za ten jej dyżur tego dnia będę dziękować Bogu całe życie. Widziałam Jagodę przez kilka sekund. Płakałam ze szczęścia, że jest już ze mną. Powiedzieli mi ile waży i mierzy. I zabrali. Nie było dane mi jej dotknąć, pogłaskać. A jej nie było dane poczuć jedynej osoby, którą znała. Jedyne, co mnie wtedy pocieszało, to fakt, że razem z nią odeszła znana mi położna.

Nie wiem, ile czasu mnie zszywali. Nie pamiętam z tego prawie nic, poza tym, że wszyscy pocieszali mnie, że mimo, iż jest ruda, jest piękna. Nie rozumiałam dlaczego to robią. Chciałam, żeby była ruda.

Po skończonym zszywaniu wywieźli mnie na korytarz. Nie, nie było żadnej sali pooperacyjnej, żadnej osoby monitorującej mój stan. Byłam na pustym korytarzu pod salą operacyjną. Pamiętam, że było mi strasznie zimno. I że się bałam. Bałam się, że o mnie zapomnieli, bo wydawało mi się, że leżę tam wieczność, a przez cały ten czas nikt się na tym korytarzu nie pojawił. Byłam przecież ostatnia tego dnia. Bałam się też o Jagodę. Nie wiedziałam, czy wszystko z nią dobrze ani jak długo już płacze za swoją mamą.

W końcu pojawił się lekarz. Spytał, czy wszystko dobrze i powiedział, że zadzwoni po kogoś, żeby po mnie przyjechał. Znów czekanie. Pojawiła się wątła salowa i jeszcze bardziej wątła położna, które wspólnymi siłami jakoś przełożyły mnie z jednej kozetki na drugą. Pojechaliśmy na oddział. I znów dziękowałam Bogu za znajomą położną na dyżurze. Pozwoliła wejść do mnie na chwilę mężowi, a później przyniosła nam pokazać Jagodę i dała mi ją do nakarmienia. Gdyby jej tam nie było mój mąż nie mógłby mnie już zobaczyć, a Jagodę wziąłby na ręce dopiero po naszym powrocie do domu. W szpitalu, w którym rodziłam nikt z odwiedzających, również tatusiowie, nie mógł wchodzić na sale. Wyjątkiem byli ojcowie po zakończonym porodzie (tylko naturalnym!). Oni mogli spędzić z partnerką i dzieckiem pierwsze 3 godziny. Zupełnie tak, jakby kobieta po cesarskim cięciu nie potrzebowała swojego partnera. A myślę, że potrzebowałam go nawet bardziej. Nie mogłam siadać ani nawet unosić głowy. Nie mogłabym więc zająć się Jagodą nawet przez te kilka minut, które z nami spędziła. Wtedy pierwszy raz poczułam się gorsza. Później czułam się tak jeszcze wiele razy.

Na wieczornym obchodzie lekarz zaaplikował mi ogromną dawkę środków przeciwbólowych ze słowami "Damy zaraz tyle, żeby już w nocy nie trzeba było podawać". Zostawili mi nerkę w razie wymiotów. W ciągu minuty cały pokój zawirował, a ja zupełnie nie wiedziałam co się dzieje. Pamiętam, że myślałam tylko o tym, żeby nie wymiotować, bo niby jak miałabym to zrobić na leżąco bez podnoszenia głowy? Później dowiedziałam się, że podali mi silny lek narkotyczny. Choć wcale o niego nie prosiłam.
Chciałam spać, ale ostre oświetlenie w sali nie zostało zgaszone. Dzwonek przywołujący pielęgniarkę znajdował się wysoko ponad moją głową, jego dosięgnięcie z pozycji leżącej było niemożliwością. Aż do rana nikt nie przyszedł sprawdzić, czy nie dzieje się ze mną coś niepokojącego.

Jagodę przynieśli mi jeszcze raz w nocy na karmienie. Zostawiona sama sobie, a w dodatku nie mogąc się jeszcze podnosić, nie poradziłam sobie z zadaniem.

Tak wyglądał mój poród. Nie było męża. Nie było dziecka na piersi. Był pusty korytarz, strach, tęsknota za córeczką, którą nie miałam czasu się nacieszyć.

Później jeszcze wiele razy poczułam się gorsza. Zarzucana przez inne mamy opisami porodów, zdjęciami z pierwszych wspólnych chwil, artykułami krzyczącymi, że dzieci urodzone przez cesarskie cięcie mają utrudniony start, że będą w przyszłości niepewne siebie, a w szkole pojawią się problemy z nauką. Czułam się gorsza za każdym razem, kiedy pytana o poród odpowiadałam cesarskie cięcie, a mój rozmówca kiwał z politowaniem głową. I wtedy kiedy lekarze, czy fizjoterapeuci zrzucali winę na problemy, z którymi borykamy się do dziś, właśnie na sposób narodzin.

Czy jestem gorszą matką dlatego, że urodziłam w ten sposób? Nie. Nikt nie dawał mi wyboru. Wybór był tylko taki, jeśli chciałam by moje dziecko zdrowe przyszło na świat. Nie. Nie skazałam swojego dziecka na to, by miało w życiu trudniej. Dlaczego więc cały czas inni starali się mnie wpędzić w poczucie winy?

Rodzić po ludzku przez cesarskie cięcie, czyli jak? Nie domagam się przyjemnej atmosfery, czy pastelowych ścian. To operacja. Musi być pewien rygor. Ale niech tata będzie, jeśli nie w sali, to chociaż obok niej. Niech ma szansę usłyszenia, że został tatą nie z ust lekarzy, ale z ust wydającego pierwszy płacz dziecka. Niech urodzone maleństwo, jeśli tylko nie ma żadnych komplikacji, również może otrzymać ukojenie na piersiach swojej mamy. Lub chociaż być blisko niej. Niech tata będzie przy swojej kobiecie, kiedy będzie już przeniesiona na salę. I będzie potrzebować jego obecności, wsparcia lub chociaż podania wody. Niezależnie od formy porodu każda rodząca przeżywa to samo. I tak samo ma prawo do bliskości męża i swojego dziecka. Nie chcę przez ten post użalać się nad sobą. Chcę jedynie pokazać problem i to, że wszystkie matki powinny być traktowane tak samo.

116 komentarzy:

  1. Mam 25 lat, urodziłam się przez cesarskie cięcie i nie można o mnie powiedzieć ani żebym miała przez to problemy w życiu, problemy zdrowotne, była niepewna siebie albo żeby nie szło mi w szkole - szło znakomicie, a swoją pewnością siebie mogłabym obdarować jeszcze dwie osoby. Jak dla mnie takie teorie to dopisywanie "prawdy" do pojedynczych przypadków w których się ona sprawdza, nie ma się co nimi przejmować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem urodzona przez CC. I również nie miałam takich problemów. Ja za bardzo nie przeżywałam tego, że urodziłam w ten sposób, ale zwyczajnie czułam się gorsza. Nie sama wewnętrznie, ale ponieważ inni mi tak mówili.

      Usuń
    2. Ja nawet kiedyś usłyszałam jak jakaś matka opowiadała, że jej kilkuletnie dziecko przeklina bo lekarze przy porodzie przeklinali.... a więc takie gadanie, że poród i ta cała otoczka wpływa bezpośrednio na późniejsze życie dziecka to teorie dla totalnie niemyślących ludzi. Na dziecko ma wpływ późniejsze wychowanie i bliskość rodziców, a sam poród i pierwsze miesiące "kasują się" w pamięci dziecka.

      Usuń
  2. Ja nie narzekałam. Wychodzi na to, że co szpital to inna polityka. Rodziłam w państwowym i nie miałam zakazu odwiedzin, mało tego położne chyba się cieszyły, że przychodzą ludzie do pomocy i one same nie muszą ciągle biegać do położnic. Młodą mogłam od razu na pooperacyjnej położyć sobie na brzuchu, oczywiście ktoś mi ją położył, bo ja byłam cała odrętwiała. Ja także urodziłam się poprzez cc i także nie czuję się gorsza, nikt też nigdy nie dawał mi tego do zrozumienia. Zawsze się śmieję, że dzieci urodzone przez cc są "cesarske" :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, w dużej mierze to kwestia szpitala.

      Usuń
  3. Ja również rodziłam przez cc. Ale to co opisałaś u mnie zupełnie inaczej wyglądało. Nie czułam żadnego szarpania podczas operacji itp. Mój lekarz ciągle zagadywał, personel tak samo. Mąż stał pod drzwiami sali operacyjnej i słyszał pierwszy krzyk córki. Pokazali mi ją na chwilę, ale była wcześniakiem, więc dla mnie było zrozumiałe, że muszą ją szybko zabrać do inkubatora. Opieka pooperacyjna była na prawdę niczego sobie. Cały czas przez 24h opiekowała się mną i dwiema innymi kobietami po cc jedna i ta sama położna.Co chwilę leki, ciśnienie itd. Można by tak wymieniać i myślę, że każdy przypadek jest inny. Dodam, że rodziłam w państwowym szpitalu i nie miałam opłaconej położnej ani lekarza. A szpital wojewódzki nie cieszy się pozytywnymi opiniami rodzących - jednak kobiety które ze mną rodziły były tam z wyboru i każda z nich była zadowolona. A co do poczucia "gorszej matki" również pojawiło się przez chwilę. Miałam wrażenie, że coś mnie omija.... ale to również związane było z niemożnością karmienia piersią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałaś świetną opiekę. Super, że są takie szpitale! U mnie na szczęście nie było problemu z karmieniem, więc chociaż jeden problem spadł wtedy z głowy :)

      Usuń
  4. Smutne to wszystko. Ludzie potrafią zmienić tak piękne chwile, cud narodzin, w koszmar. Ale Jagodzia wszystko wynagradza każdego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
  5. OOooo matko gdzie Ty rodziłaś dziecko? Bo to co opisałaś to normalnie jak opis porodu w jakimś trzecim świecie brzmi :/ Miałam dwie cesarki i każdą wspominam super. Byłam bardzo zadowolona, ze będę rodzić w ten sposób bo najbardziej na świecie bałam się niedotlenienia przy porodzie naturalnym. Mąż był obecny cały czas i nie było z tym żadnego problemu, dzieci po wyjęciu z brzuszka wycałowałam, a potem cały czas były ze mną na sali pooperacyjnej. Opieka medyczna rewelacja,dodam, że nikogo sobie nie opłacałam. Aż mi skóra cierpnie jak sobie pomyślę, że w XXI wieku dochodzi jeszcze do takich sytuacji, jak Twoja. Po takim cesarskim cięciu rzeczywiście nie trudno o depresję poporodową i pozostałe doelgliwości, które opisałaś. Ja po swoich cesarkach czułam się świetnie i fizycznie i psychicznie. Nikomu nie życzyć takich doświadczeń jak Twoje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po cesarce też czułam się dobrze. Bardziej było to ciężkie wydarzenie psychicznie. Wspaniale, że Twój mąż mógł być przy Tobie!

      Usuń
  6. Ja akurat miałam cc super. Pełna opieka, super lekarza i to był zwykły szpital a nie żadna prywatna klinika. Kwestia chyba miejsca. Ale co mnie uderzyło w tym co napisałaś... Nie rozumiem dlaczego czułaś się gorsza? Czy to naprawdę na takie znaczenie jak dziecko się dostanie na świat? Moim zdaniem żadne! Słyszałam te mity że dzieci trzeba rodzic naturalnie bo tych z cc nie kocha się tak bardzo (powiedziane przez moją koleżankę która następnie obie córki urodziła przez cc i sie zamknęła). A ten pomysł że dziecko będzie miało problemy w szkole? To zwykłe pierdoloty wypowiadane nie wiadomo przez kogo i po co! Mój syn ma 4 lata i nie widzę żeby miał jakiegokolwiek problemy! Wręcz przeciwnie czytamy metodą Domana, samodzielnie wykonuje dość skomplikowane ćwiczenia grafomotoryczne. Nie czuj się gorsza. Jagoda to Twoje szczęście i ważne że jest cała i zdrowa. I nic się nie liczy. A juz napewno nie jakieś przedpotopowe myslenie. Dzisiaj kobieta ma wybór. Ja nie chciałam rodzic naturalnie. Po prostu. I na szczęscie mój syn ułożyl się tak, że poród naturalny nie był możliwy. Na szczęcie- nie wiem co jest takiego fajnego w wyciskaniu przez dziurkę od klucza arbuza! Pamiętaj też że nie każdy poród naturalny jest cudowny. Moja kuzynka rodziła 16 godzin i miała 2 godziny skurczów partych bo mały zaklinował jej się i nie można juz było zrobić cc. I mało sie oboje nie przekręcili. Więc przy obu porodach jest ryzyko. Nie rozumiem jednak jak można wierzyć w te bajki. Czy nawet je powtarzać! Pózniej kobiety wierzą w takie bzdety i są depresje. Bo nie karmi a powinna bo nie urodzila naturalnie a powinna. Co z tego że powinna...Kurde aż się wkurzyłam...Jagodowa Mamo mam nadzieję, że nie wierzysz w te bzdury i nie masz do siebie żalu. Nie powinnaś. O byćiu dobrą matką nie świadczy to jak się urodziło dziecko i czy karmi się je piersią a to jak się odnosisz do dziecka i jak je wychowujesz. A czytając Cie regularnie widzę że Jagoda to Twoje największe szczęście i tego się trzymaj kochana!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Argumentu o tym, że te dzieci są mniej kochane jeszcze nie słyszałam. Ale już się pojawił w komentarzu niżej ;)
      Nie mam do siebie żalu. Wolę mieć dziecko nawet z jakimiś dolegliwościami, ale żywe i względnie zdrowe niż zapierać się, że urodzę naturalnie i (nie daj Boże) je stracić.
      Dziękuję za ciepłe słowa :*

      Usuń
    2. Koleżanką z dołu się nie przejmuj. Są takie typy i tyle. Nie warto nawet odpowiadać na takie komentarze. Ja też słyszałam, że nie jestem prawdziwą matką bo nie karmiłam. Bo dzieci nie mają takiego kontaktu z matką. Cóż na bliskość z moim synem nie narzekam i nie dam sobie wmówić że jestem złą matką. Ty też sobie nie pozwól. Sama wiesz co czujesz i nikomu nie musisz nic udowadniać. A takie komentarze bardzo często mówią matki które mają ze sobą problem. Chcą się poczuć lepiej, że to niby one są takie super a Ty nie bo nie karmisz. Każdego dnia dziękuję za moje dziecko i rozumiem Cię doskonale. Musisz ubrać pancerz "przeciwgłupotny" i tyle!

      Usuń
    3. Karmienie i sposób porodu to chyba dwa ukochane dziedziny, w obrębie których można się pastwić nad matką. Karmiłam piersią przez 10 miesięcy. 6 miesięcy to była walka. Jagoda w ogóle nie chciała pić. Doszło do tego, że w ciągu dnia nie piła niczego. Czy czułam niesamowitą więź? Czułam. Przez te pierwsze 4 miesiące kiedy było dobrze. I czasem też później nocami, kiedy wtulała się we mnie i piła. Czy czuję tę niesamowitą więź teraz karmiąc butelką? Czuję :) Chciałam karmić dłużej, ale ile można walczyć z własnym dzieckiem? Wyszło nam to na dobre. Jagoda, która nie chciała w ogóle pić teraz aż śmieje się w głos na widok butelki. Mogłaby tylko tym się żywić. Skończyły się łzy i jej i moje przy karmieniu.

      Usuń
    4. Żal mi tej kobiety skoro nie będzie kochać swojego maleństwa po CC przecież w większości przypadków to konieczność a nie wybór w moim przypadku tak było ale też rodziłam naturalnie i w obu przypadkach pierwsze noce spędziłam z dzieckiem po CC było o wiele trudniej cewnik i ten ból nie mogłam usiąść ale malutka leżała obok mnie więc śmiało mogłam ją nakarmić nie wstając no i miałam wspaniałą położną która przychodziła do nas przez całą noc i pytała czy ją zabrać albo pomóc ale nie było to konieczne:-) kocham swoje dzieci najbardziej na świecie bez względu na to w jaki sposób przyszły na świat:-)

      Usuń
  7. A ja się niezgodzę..to nie jest naturalne. Gybym rodzila tak to pewnie tez miałabym depresje. Czulabym sie gorsza kobieta ktora nie potrafi zrobic tego czego oczekuje od niej natura. To smutne i przykre. Powinnas pojsc do jakiegos lekarza moze da sie cos zrobic zebys kolejne dzieci rodzila naturalnie. Zobaczysz ze jest roznia. I tez uwazam ze dzieci z cc nie kocha sie tak mocno. Bo nie przezylas tego bolu i cierpeinia to przyszło zbyt latwo. I takie dzieci maja utrudniony start w szkole. Zwykle sa nieco opoznione i nie mają takiego kontatku z matkami. A kolezance ktora pisala o przedpotopowym mysleniu proponuje zglebic literature na temat tego ze dzieci z cc po prostu sa mniej kochane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, właśnie przez takie stereotypy kobiety po cesarskim cięciu wpędzane są w depresje. U mnie wcale nie przyszło łatwo. Dwa dni wywoływania, cesarskie cięcie bardzo bolesne w trakcie jego trwania. Nie przyszłoby mi nawet do głowy, że sposób narodzin mojej córeczki mógłby wpłynąć na to, jak bardzo ją kocham.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Zbieram szczękę z podłogi... Koleżanka chyba z autopsji napisała, wyczuwam w jej wypowiedzi wyraźny kompleks braku matczynej miłości.

      Usuń
    4. O rany..... przepraszam, ale czytając powyższy komentarz współczuję dzieciom tej matki.... Moja córka też przyszła na świat przez cc i nie sądzę, że gdyby urodziła się w sposób naturalny mogłabym ją kochać bardziej, bo bardziej już chyba nie można. Moje dziecko bardzo szybko zaczęło chodzić, mówiła szybciej niż rówieśnicy....wiele można o niej powiedzieć, ale z pewnością nie to, że jest opóźniona.....a na kontakt z dzieckiem trzeba pracować, to nie przychodzi razem z narodzinami czy raczej (o zgrozo) ich rodzajem. JAGODOWA MAMO najważniejsze jest to co Ty czujesz i jak Ty odbierasz rzeczywistość, a nie jak kreują ją inni. Nawet jeśli kobieta z wyboru rodzi przez cc, to jest Jej wybór i nikt nie ma prawa jej oceniać!!!!

      Usuń
    5. Dwoje Moich dzieci (3 lata różnicy) kochanych bardzo urodziłam przez CC, w szpitalu miałam super opiekę, mąż był tuż obok i po porodzie widział nasze dzieci i to on pokazał mi że dzieci są zdrowe. Nie czuję się z Tym gorsza czy inna. Po prostu tak chciał mój organizm zrobiłam tak jak musiałam. Wiedziałam od momentu wiadomości o ciąży. Czy dzieci są nie kochane? W żadnym wypadku, mam dwoje wspaniałych dzieci, kochanych bezgranicznie, za których zdrowie i życie oddałabym swoje. Jak można powiedzieć że kocha się mniej, a nie nosisz ich przez 9 miesięcy pod swoim sercem. Totalna głupota ludzka i dziwie się że to pisze kobieta. Jagodowa Mamo trzymaj się cieplutko, nie słuchaj tylko kochaj swoje jak najbardziej bo to Twoje . Głowa do góry i żadnej depresji bo po co?

      Usuń
    6. Rodzilam metoda cc i na pewno nie wplynelo to na "wielkosc moich uczuc do dziacka" piersia tez karmilam krotko a jednak moja wiez z dzieckiem jest ogromna kolezanki wyzej chyba poprostu rodzice nie kochali i dlatego uwaza ze takie rzeczy o czym kolwiek swiadcza.

      Usuń
    7. Moja Córeczka też przyszla na świat po cc i jest wspaniałym dzieckiem , Kochanym przez wszystkich Jen bliskich ! A ja osobiście czuje się wspaniałą Mamuśka :)

      A autorce owego komentarza życzę aby jedno dziecko (o ile może jeszcze ;) ) urodziła przez cc i dopiero wtedy się wypowiedziała .

      Pozdrawiam wszystkie Mamuśki . :)

      Usuń
    8. Kurcze - autorka komentarza to chyba jakieś kompleksy ma faktycznie. Rodziłam przez CC, ale nie zgodzę się, że kochałabym syna bardziej gdybym rodziła naturalnie. Oczywiście czasami mam ochotę go wysłała na księżyc (gdy dokazuje), ale gdy nie ma go choc 1 dzien przy mnie to czuję się jak bez ręki.
      Mówi się, że największa więź buduje się pomiędzy matką a dzieckiem w trakcie karmienia piersią. Ja syna niestety karmiłam przez 4 miesiące, bo oboje tego nie lubiliśmy. On tego, że nie leci, ja tego że on się demerwuje, że nie leci. Ale teraz, półtora roku po porodzie mamy ze sobą bardzo dobry kontakt.
      I drogi Anonimie - nie pozowle mówic że moje dziecko jest opóźnione!!!!!
      Gabi

      Usuń
    9. Bez bólu po cc? Pani nie wie, co pisze. Cesarka umowiona na 10rano, o 1 w nocy skurcze. Dziecko zbyt duże, biodra za wąskie, mała nie ma szans się urodzić naturalnie. Brak wolnych łózek, cc nie mozna przeprowadzić wcześniej. Skórcze bolą tak samo, jak przy naturalnym. Operacja fakt - zazwyczaj nie boli, ale po? Ciężko usiąść, wstać, podnieść dziecko. Sala pooperacyjna w moim przypadku to szatnia lekarzy (!!!). Po porodzie naturalnym kobiety narzekaja na szwy załozone po nacięciu, po cc boli caly brzuch i wszystkie flaki w środku, nieporównywalne. A dziecko jest tak samo wyczekiwane, obojetne jak się urodzi. Kinga

      Usuń
    10. Aż żal wielki czytać takie bzdury! To do jakiej kategorii zaliczamy się ja i mój syn, skoro 7,5 godziny rodziłam naturalnie a skończyło się na cesarskim cięciu, bo był źle ułożony? Jesteśmy pół lepszymi a pół gorszymi? A dodam, że moje dziecko jest prymusem w szkole, zdobywa nagrody w konkursach. Jagodowa Mamo nie czytaj nawet takich bzdur, nie ma co sobie nerwów szarpać! Mama jest mamą, nie ważne jak urodzi, przeważnie nie od niej to zależy. A co do warunków Twojego porodu, to bardzo mi przykro, ale postaraj się zapomnieć o tych smutnych doświadczeniach i ciesz się cudną córeczką!

      Usuń
    11. Jak to dzieci urodzone przez cc są mniej kochane? Ja kocham swoje Dziecko z całego serca i jest dla mnie najważniejsze na świecie. A cc niekoniecznie jest fanaberią mamy,a wskazaniem medycznym bez którego dziecka mogłoby nie być na świecie.........

      Usuń
    12. Uf dziewczyny, cieszę się, że mamy takie podobne zdania w tej kwestii :)

      Usuń
    13. Pani widocznie doznała ogromnej emocjonalnej krzywdy ze strony własnych rodziców. Własne kompleksy i tego typu traumy należy leczyć u psychologa a nie kosztem innych ludzi. Jak można wpaść na pomysł stopniowania miłości do dziecka? To swego rodzaju patologia emocjonalna. Jestem przerażona, że tacy ludzie wychowują dzieci... Pani potrzebuje profesjonalnej pomocy bo już sam fakt pojawienia się w Pani głowie takiej teorii jest niepokojący. Każda normalna matka kocha swoje dziecko najbardziej na świecie bez względu na to w jaki sposób się urodziło.

      Usuń
    14. Urodziłam dziecko przez cc na Cito oderwanie się łożyska i co jestem gorsza bo ratowalam życie dziecku? Nie życzę sobie aby kto kolwiek mówił ze moja córcia jest opóźniona czy mniej kochana! I chciałabym zauważyc ze nie wiadomo co komu pisane a może pani dziecko będzie bandyta czy prostytutka? Hm? I co fajnie to brzmi? A ten komentarz świądczy o kompleksach które próbuje pani zatuszować obwiniajac innych! Życzę powodzenia i jakiejś porządnej terapii najlepiej u PSYCHIATRY!!!

      Usuń
    15. Wszystkie 3 urodzone córki przez cc - za każdą oddałabym swoje życie. Kocham je miłością szczerą i nieograniczoną. Moje dziewczynki są zdrowe, silne, zdolne. uważam ze należy walczyć ze stereotypami.

      Usuń
    16. Kobieto z ciemnogrodu ja też miałam CC i moja córeczka jest dzieckiem inteligentnym i rozwijającym się ponadprzeciętnie. Natomiast co do miłości sposób porodu nie ma na to najmniejszego wpływu! Ja za moją córeczkę życie bym oddała bez zastanowienia a niektóre matki rodzące naturalnie swoje dzieci porzucają gdzie popadnie więc nie wciskaj ludziom kitu a my kobietki rodzące przez CC walczmy ze stereotypami!

      Usuń
  8. A na dowod ze mam racje to pewnie dlatego jagoda jest taka chora i musisz ja rehabilitowac. Takie dzieci z cc tak maja mnostwo problemow sama pisalas ze bylas w gabinecie intergacji senorycznej. A taka terapia senoryczna nie obejmuje dzieci z naturalnego porodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak tu nie wpaść w depresję?
      Z tego co wiem, problemy z integracją sensoryczną dotyczą dzieci także po porodzie naturalnym.

      Usuń
    2. Cycki mi opadły...z wrażenia, a na usta cisną się brzydkie słowa.

      Usuń
    3. Jagodowa mamo ten Anonimowy ktos wypisuje takie pierdolety ze az oczy puchna. Jestem mama 2 dzieci z cc. Kocham nad zycie moje skarby i mimo iz z cc to nic im nie jest. A tym bardziej nie odstaja od swoich rówieśników. Ten Ktos wypisujac takie bzdury nie ma doswiadczenia z cc lub samo jako dziecko z cc zostalo przez rodzicow odrzucone i na dodatek spadły na nia wszystkie te rzeczy o których pisze, bo inaczej skad taka teoria ???? Masakra

      Usuń
  9. Kochana ja również miałam cc, odbyła się w NT - samą cc wspominam super, mili lekarze, anestezjolog super. Koszmar dopiero zaczął się dzień po narodzinach - a winne były oczywiście położne, nikłe zainteresowanie itp.!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, matki są pozostawiane samy sobie. Często nie wiedzą jak nakarmić dziecko, jak zmienić pieluchę.. Wszystko zależy od ludzi, na jakich trafimy. Czasem były naprawdę wspaniałe położne, czasem takie, które widziałam jedynie na obchodzie i przez cały dzień nikt się nie pojawiał.

      Usuń
  10. Matko jedyna!!!
    Jagodowa Mamo takie komentarze od razu powinnaś usunąć jak tej pani na początku, co za ciemnogród!!!
    No normalnie cisnienie mi skoczyło, ja rodziłam zarówno przez CC jak i SN i co w zwiazku z tym mniej kocham jedno dziecko?
    Co za kretynizm!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie nie wiem, jak można stwierdzić, że kochałoby się mniej, jeśli nie ma się porównania..

      Usuń
  11. Ja rodziłam cesarką w 2012. Oprócz tego, że tata mógł wejść na salę poporodową do mnie pocałować mnie w czoło, a córeczkę miałam przez całe szycie (później nie widziałam jej 12h, pierwszy raz piersią nakarmiłam ją dopiero po 2 dniach od porodu, bez mojej wiedzy karmili ją sztuczną mieszanką, a każdą moją nieudolną próbę karmienia wielkimi piersiami komentowano), za to "uruchomienie" odbywało się niezgodnie ze wskazaniem, bo nikt nie był łaskaw sprawdzić, dlaczego rodziłam przez cesarkę (rozejście spojenia łonowego wyszło tego dnia, co cesarka) i dostałam opieprz od położnych, że rodzina powinna była mi zapewnić zanim wstałam pas ortopedyczny (miło wiedzieć w połowie sali w drodze do umywalki, nie wiedząc nawet, co to jest to cholerne rozejście spojenia i o czym świadczy, o niczym nie zostałam poinformowana, dopóki nie wróciłam do domu i nie włączyłam internetu).
    A z doświadczeń - mój brat urodzony w 6 miesiącu przez cesarkę jest całkowicie zdrowy, zawsze miał świadectwa z czerwonym paskiem, założył własną firmę informatyczną, ćwiczy na siłowni.
    Ja urodzona naturalnie o czasie w wieku kilkunastu lat zachorowałam na niedoczynność tarczycy i chorobę Hashimoto, od dziecka mam problem z nadwagą, przez tarczycę przerodziła się w otyłość, przez co zawsze miałam problemy z koncentracją - byłam dobrą uczennicą, ale nigdy nie miałam świadectwa z paskiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Straszne. Chyba przed udaniem się do szpitala powinnyśmy się dowiedzieć o wszystkie możliwe komplikacje i same wiedzieć, co musimy zrobić. Ostatecznie założyli Ci ten pas?

      Usuń
  12. rowniez rodzilam przez CC dwa razy oczywiscie nie na zyczenie bo wolalabym naturalnie pierwszy porod w szpitalu specjalistycznym w Gliwicach to bajka... mimo komplikacji, mialam duza pomoc ze stron pielegniarek i lekarzy, dziecko odrazu przytulilam wszystko w jak najlepszym porzadku. Drugi w Chorzowie- troche gorsze warunki i opieka, podczas ciecia czulam bol i ciagniecie ale po mojej reakcji podali mi silniejsze srodki i bylo ok. odrazu tez pokazli mi dziecko i zawolali meza, nie mam zadnej traumy i ogolnie bylo ok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, chyba w moim przypadku anestezjolog uznał, że nie trzeba interweniować :/ Powiedział mi, że czasem tak jest, że znieczulenie NIE DO KOŃCA DZIAŁA :/

      Usuń
  13. Ja, choć mój poród zaczął się w niezwykle dramatycznych okolicznościach, po tym wszystkim cieszę się, że wyglądał, jak wyglądał - cesarka w pełnej narkozie i doba wybudzania się z niej. Także nie mam żadnych negatywnych wspomnień z tego etapu porodu, bo nie mam żadnych;) Co się zaś tyczy pomocy potem, to też nie najlepiej to wspominam, szczególnie brak jakiejkolwiek pomocy położnych. Byłam w zasadzie przez kilka dni w stanie szoku, bo mój poród mógł się skończyć śmiercią dziecka, a także i moją, nie potrafiłam się odnaleźć, karmić piersią, nic i zostawiono mnie samej sobie, co skończyło się poważnym zapaleniem piersi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całe szczęście, że wszystko dobrze się skończyło! U mnie też było już blisko zapalenia piersi, na szczęście wtedy trafiłam na dobrą zmianę położnych.

      Usuń
  14. rodziłam w styczniu w 2104 roku miałam cesarkę poprosiłam o nią bo nie wyobrażam sobie porodu naturalnego.
    lekarze świetni, opieka, rewelacyjna, ojciec dziecka mógł uczestniczyć w CC , zaraz po urodzeniu zawołali Go i miał mała cały czas ze sobą, ja po CC była sali a przy mnie pielęgniarka następnie, otrzymałam jedynkę w sensie pokój i przy mnie była cały czas córka i jej tata nie był żadnego ale:) hmmm byłam przez 9 miesięcy prywatną pacjentką ordynatora tego szpitala tzn oddziału ale widziałam że inne pacjentki i ich maluchy też miały świetna opiekę :)
    co do zebrania sie po CC pierwszy dzień najgorszy ale w 3 dniu wypisałam sie bo mała była gotowa do wyjścia a p o CC powinno sie zostać 4 dn wiec musiałam na własne żądanie i tak naprawdę juz 23 dobie było bardzo OK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To obie mamy maleństwa ze stycznia 2014 :)

      Usuń
  15. takie rzeczy to chyba tylko w Polsce. To jakies rzeznie nie szpitle....chociaz wszystkie moje znajome z Polski ktore rodzily przez cc nie narzekaly...nie wiem gdzie Ty trafilas.
    Mieszkam w niemczech. Tutaj jest prawo wyboru jak chcesz rodzic. Idziesz na wieczor informacyjny do szpitala ktory wybierasz...poznajesz polezne lekarzy sale porodowki lazienki itd.
    po 321tyg meldujesz sie w szpitalu i w zaleznosci jaki porod wybierasz tak rodzisz. Cala Twoja rodzina moze byc z Toba ciagle. Ojciec przy cesarce tez...nie ma mowy o takich warunkach jakie opisujesz...to jakas paranoja...
    Tutaj srodki przeciwbolowe, masaze, homeopatia i akupunktura sa na porzadku dziennym przy normalnym porodzie..

    ja mam termin na 30kwietnia. Boje sie strasznie chyba jak kazda kobieta ale juz teraz wiem ze chyba tak strasznie w porownaniu z tym co tam sie dzieje nie jest....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem od znajomej, że w Niemczech są wspaniałe warunki. Myślę, że choćby takie samo zapoznanie się z personelem i szpitalem wcześniej, już zmniejsza stres. Trzymam kciuki za szczęśliwe rozwiązanie :)

      Usuń
  16. Może gdyby bardziej świadomie wybrała Pani szpital byloby inaczej. Nie wszędzie tak jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybrałam lekarza kilka lat temu. Naturalnym było dla mnie, że będzie prowadzić moją ciążę. Niestety przez to zostałam skierowana do szpitala, w którym on pracuje.

      Usuń
  17. Hmm...ja też nie mogę powiedzieć złego słowa na cc....jeśli każda "cesarka" ma tak wyglądać jak moja - moge urodzić jeszcze dziesięcioro....:) Czytając Twój artykuł byłam w szoku, bo ja miałam zupełnie na odwrót...rzeczywiście jedyne niemiłe wspomnienie to zastrzyk znieczulenia, kiedy stres paraliżował mnie na tyle, że nie mogli się wkłuć...potem wszystko poszło w przyjemnej, miłej atmosferze - anestezjolog głaskał mnie po policzku, lekarz, aby rozładować stres w trakcie operacji, opowiadał zabawne historię...po wszystkim dali mi synka na buziaczka i zabrali go do mierzenia, ważenia uprzednio wołając mojego męża, aby był przy tej, jakże ważnej chwili:) Jak lekarze skończyli, zawieźli mnie na sale pooperacyjną i za jakieś 20 min przywieźli mi synka, który został już ze mną do wypisu:) Po kilku godzinach przyszła pani pielęgniarka, która zaczęła uczyć mnie karmienia piersią...także ja mam zupełnie inne wrażenia z cc i ani przez moment nie miałam zawahania, że jestem gorszą matką ponieważ urodziłam przez cc..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie czułam się gorsza dopóki inni nie zaczęli mi wmawiać, że tak jest

      Usuń
  18. Gdyby sobie Pani zadała trud i sprawdzila jak to wygląda w szpitalach w Pani okolicy to by bylo inaczej. Teraz to narzekać na siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zadałam sobie trud, ale do tego szpitala dostałam skierowanie od mojego lekarza.

      Usuń
  19. Czytam już kolejny wpis o tym jak ciężko kobietą po CC. Wydaje mi się, że nie wiadomo jakby pięknie CC przebiegało, to zawsze znajdzie się ktoś kto będzie miał zastrzeżenia. Dlaczego ojciec nie może być na sali? Bo to operacja jak każda inna! W celu zachowania higieny nie wpuszcza się więcej osób niż to konieczne. Zimno po operacji to tez norma po narkozie. Dlatego nie szukajcie dziury w całym, poród to nie tęczowa kraina z dobrymi wróżkami. Sama też miałam CC i uważam ze bylo lepsze rozwiązanie niż naturalny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisałam, że chciałabym, żeby ojciec mógł być chociaż pod salą. Zimno to jedynie opis sytuacji, nie narzekam na to. Wiadomo, że żaden poród nie jest przyjemnością.

      Usuń
  20. Witam, mam na imie Anna i w wieku 43 lat urodzila sie moja Thea w 32 t.c przez c.c. Czytajac Twoj artykul niezmiernie mi przykro, ze masz za soba takie doswiadczenia, poniewaz ja mam zupelnie inne wspomnienia. Moze dlatego, ze mieszkam na stale w Norwegii i rodzilam w szpitalu uniwersyteckim w Oslo. Lezalam 4 tygodnie w szpitalu z zatruciem ciazowym, kiedy to nad ranem, lekarze zdecydowali zakonczyc ciaze cesarskim cieciem. Lekarz przyszedl, wytlumaczyl cierpliwie, co sie bedzie dzialo, pozniej przewiezli mnie na intensywna, gdzie musieli ustabilizowac mi cisnienie, wszystkie pielegniarki przedstawily sie, powiedzialy, ze teraz jetem pod ich opieka, tlumaczyly, co robia, przepraszaly, za bol wbijanego kolejnego wenflonu. Jedna glaskala mnie po twarzy, mowiac ze wszystko bedzie ok. Na sali, lekarz wytlumaczyl, co beda robic po kolei, kiedy anestezjolog wbijal znieczulenie, pielegniarka trzymajac mnie za rece pomagala mi sie wygiac. Kiedy uslyszalam Mala, po chwili ja zobaczylam, dotknelam, polozyli mi ja, ale pozniej zabrali, pielegniarka wytlumaczyla, co beda robic malej Thei. Tata byl u Maej 20 minut, pol godziny od urodzenia. Mnie zszywali, zeby bylo wygodniej, nie szyli mnie tylko zakladali zszywki, ktore zdjeto mi 5 dni po zabiegu. Kiedy przewieziono mnie do sali pooperacyjnej, przez caly czas czuwala nade mna pielegniarka, takze w nocy spala kolo mnie na fotelu, sprawdzajac co chwile, czy czegos mi nie trzeba. Kiedy znieczulenie przestalo dzialac, pielegniarka pytala sie czy nie chce leku przeciwbolowego i ze proponuje niewielka ilosc morfiny, wyjasniajac jakie skutki uboczne moga sie pojawic. caly czas, ktos kolo mnie byl. Na drugi dzien bylam juz u Malej, tyle ile chcialam. W nocy poniewaz jej nie karmilam, przyszla pielegniarka z pytaniem czy wyrazam zgode na karmienie Thei mlekiem innej matki przebadanym oczywiscie i sprawdzonym, poniewaz nie chca jej podawac sztucznego pokarmu. Wszystkie pielegniarki usmiechniete, kazdy z personelu, z ktorym mialam stycznosc gratulowal coreczki, lekarz prowadzacy uscisnal i ucalowal z gratulacjami. Bylam w szoku, ze tak mozna. Kiedyjuz bylam na chodzie, moja Mala byla caly czas ze mna, mialysmy jednoosobowy pokoj, pielegniarki dbaly, zeby nam niczego nie brakowalo. Pampersow, srodkow higieny, nawet ciuszkow. Natomiast pielegniarki z oddzialu noworodkowego cierpliwie tlumaczyly, co i jak. Kazde badanie jakie miala zrobione Thea, lekarz omawial, mowil na czym bedzie polegalo i co badamy. Reasumujac, naprawde tutaj czulam sie jak gosc specjalny, ktos naprawde przez ten cudowny moment narodzin WAZNY, moze NAJWAZNIEJSZY, kiedy moje i corki potrzeby byly na pierwszym planie. Nauczona doswiadczeniem z polskich szpitali (mam 16 i 14 letnie corki) czulam sie momentami niezrecznie, ze ktos np. cala noc czuwa nade mna. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niesamowite warunki. Dobrze, że w innych krajach jest tak pięknie :)

      Usuń
  21. mamy nie myślcie tylko o sobie pomyślcie również o dziecu i jego przyszłości...naturalny poród jest o wiele zdrowszy dla wszystkich, a że boli...coś za coś. Dzieci po cc maja więcej problemów w nauce, mowie, z ruchem i rozwoje, w odbieraniu świta przez bodźce których nie doznał bo był wyjęty z brzuszka mamy a sam nie pokonał tej drogi. jak czytam o świetle, muzyce i wszystkim to myślę sobie: jakie te baby w moim wieku są głupie i słabe. Dodam , że urodziłam 2 córki porodem naturalnym i wcale nie było to miłe, wręcz przeciwnie bo to moje najgorsze chwile w życiu, ale za to wiem że jestem mocna dziewczyną , która sobie z wszystkim poradzi. pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja urodzilam swoje dwie corki naturalnie, nie zaluje, przyjscie na swiat Thei za pomoca c.c to nie bylo moje widzi mi sie, albo ze jestem glupia, czy slaba. To byla kwestia zdrowia, albo tez zycia mojej corki i mojego. Co do rozwoju, to nie bylam bym tak kategoryczna w opinii.

      Usuń
    2. Nie każda kobieta może urodzić naturalnie więc proszę nie robić z kobiet które rodzą przez cc wyrodnych, wygodnych i złych.

      Usuń
    3. Nie wierze, że w dzisiejszych czasach są jeszcze tak głupie kobiety, które twierdzą, że skoro urodziły naturalnie są lepsze od kobiet rodzących przez cc! Naprawdę jesteś taka głupia, że jesteś przekonana, ze można rodzić tylko naturalnie zawsze i wszędzie a cc to kaprys rodzących?! Naprawde nie zdajesz sobie sprawy, że nie zawsze jest to możliwe? Pomijam tutaj względy zdrowotne matki jak np wady wzorku, padaczka czy inne dolegliwości uniemozliwiające poród sn, Nie wiem czy wiesz ale kobieta niska z wąskimi biodrami nie jest w stanie urodzić dziecka ważącego 4kg bo mogło by jej połamać miednicę i same nie przeżyć porodu gdyby na siłę próbowała je urodzić. Poza tym nie wiem w jaki sposób poród sn może byc zdrowszy? Jest ogromne ryzyko niedotlenienia w trakcie przedłużającego się porodu sn i to ma być zdrowsze? Albo w jaki sposób kobieta ma urodzić dziecko ułożone pośladkowo? Jesteś taka mądra bo u Ciebie obyło się bez powikłan? Ja prawie 30 lat temu przyszłam na świat przez cc. W ostatniej chwili bo do końca lekarze byli przekonani, ze młoda i zdrowa to urodzi naturalnie. A ja owinięta pępowiną dusiłam się. Po przyjściu na świat otrzymałam 2 punkty Apg. To cud,że nic mi nie jest i nie doszło do żadnych powikłan. Nie miałam żadnych problemów z mową, nauką ani ruchem i rozwojem. Dzisiaj jestem mikrobiologiem i i raczej nie mam problemu z odbiorem świata przez bodźce, których nie doznałam kiedy nie uddało mi się wyjść przez drogi rodne mojej matki. Współczuje Ci z cąłego serca Twojego podejścia do tej kwestii i Twoim dzieicom tak ograniczonej matki. Przepraszam, że sie uniosłam na początku ale jak czytam takie brednie to po prostu słowa same cisna sie na usta

      Usuń
    4. Zgadzam sie z przedmowczynia w 100% :D

      Usuń
    5. Wolę by ktoś uznał mnie za słabą kobietę (choć wyboru nie miałam), ale mieć ŻYWE dziecko.

      Usuń
    6. w takim razie kim ja jestem skoro rodziłam 18 godzin naturalnie a w rezultacie i tak skończyło się cc z powodu braku postępu porodu??? Czy moje dziecko jest mieszańcem? a ja w połowie dobrą a w połowie złą mamą? I czy jednego dnia kocham moje dziecko a drugiego nie kocham??? Ludzie w jakim świecie żyjecie. To jakieś brednie są! Ma problemy, gorzej się uczy? Moje dziecko ma 5 lat w życiu antybiotyków nie brało, rzadko choruje a w przedszkolu wszystkie panie ją chwalą i ktoś mi będzie wciskał że dzieci z cesarskiego cięcia są gorsze? Zastanówcie się zanim coś głupiego napiszecie cóż mi zostaje, chyba tylko współczuć dzieciom tych matek które mają tak staromodny pogląd na sprawę a Was mamuśki rodzące przez CC gorąco pozdrawiam. Kaśka mama najukochańszej córeczki urodzonej przez CC!!!

      Usuń
  22. Ja miałam dwie cesarki pierwszą wspominam dużo gorzej niż drugą. Wszystko działo się szybko ponieważ odklejało mi się łożysko było po 3 nad ranem i cale cięcie trwało max 30 min. Żle wspominam tylko panią anestezjolog która na moją prośbę żeby zadzwonić do męża skwitowała ,, po wszystkim zadzwonimy, żeby oni się tak nami przejmowali jak my nimi...'' Dziecko położyli na chwile mi przy policzku mogłam obserwować jak mierzą ważą no potem wiadomo zabrali. Kiedy byłam na sali porodowej już po cesarce mąż był przy mnie kursując miedzy oddziałem noworodkowym a mną. Przygotowanie do tzw. uruchamiania ciała wspominam strasznie... nie potrafiłam wstać siadać nic...a leki przeciwbólowe na nic się zdały. 2, roku póżniej rodziłam po raz drugi już w innym szpitalu i jestem bardzo zadowolona...Fachowa opieka wszyscy mili życzliwi podczas cięcia zespół rozmawiał ze mną , a kiedy syn przyszedł na świat dostałam go do pocałowania i zobaczenia...Podczas gdy ja byłam zaszywana mój mąż przez godzinę kangurował naszego syna. Potem zajeły się nim położne a mój mąż był ze mną na sali poporodowej (pooperacyjnej) Leki przeciwbólowe dostawałam na tyle mocne że już w nocy po 12 godzinach od porodu mogłam zająć się sama synem, a necałe 24 h po porodzie sama wstałam wzięłam prysznic i funkcjonowałam normalnie sama byłam zdziwiona i zaskoczona tym gdyż po pierwszej cesarce chodziłam tydzień wpół zgięta nie wspominając że mąż w nocy podawał mi dziecko do karmienia bo sama nie byłam w stanie wstać. Miesiąc po cesarce już spałąm na brzuchu a po pierwszej przez 6 mscy nie mogłąm bo tak mnie bolał brzuch...Reasumując ja swoje cesarki wspominam dobrze a drugą to nawet bardzo dobrze i samo cc i opiekę nad moim małym synkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co za anestezjolog :/ Chyba nią mąż się nie przejmuje skoro tak mówi :P

      Usuń
  23. Rodzilam przez cc dwa razy.W tym samym szpialu w Toruniu.Za pierwszym razem meza nie bylo ze mna bo pracowal za granica ale za drugi byl i przytulal synka od razu po urodzeniu.Mnie przywieziono na sale pooperacyjna gdzie czekal na mnie maz z synkiem i tych chwil nie zapomne do konca zycia :) cudowne,niezapomniane,wzruszajace...maz mogl zostac tak dlugo jak chcial i pomagac mi a wlasciwie opiekowac sie malenstwem bo ja nie moglam z wiadomych przyczyn.Wspominam porod bardzo dobrze....lekarz ktory mnie znieczulal byl caly czas blisko i uspokajal mnie gdy sie niepokoilam zanim uslyszalam ten piekny dzwiek placzu dziecka,potem przytulanie synka (w miare mozliwosci oczywiscie)na sali operacyjnej,cudowne polozne na oddziale po ktore nawet nie trzeba bylo dzwonic bo co chwila ktoras zagladala czy w czyms nie pomoc chociaz byl ze mna maz...chociaz nie rodzilam naturalnie uwazam ze moj porod byl cudowny,magiczny i wszystkim przyszlym mamom zycze takiego :) Serdecznie pozdrawiam i dziekuje personelowi ze Szpitala na Bielanach w Toruniu....jestescie WIELCY!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie męża brakowało mi najbardziej. Jagoda płakała cały czas, a ja byłam zdana sama na siebie, choć ledwo się ruszałam :/

      Usuń
  24. Ja miałam dwie cesarki. I naprawdę nie rozumiem wypowiedzi w stylu "mogła wybrać sobie inny szpital", "szukanie dziury w całym" itp. Są różne sytuacje, różni ludzie - lekarze, położne, czasami różne dni (nawet Ci najlepsi nie są zawsze aniołami). A czy "godnych" warunków traktowania nie można domagać się w każdym miejscu i szpitalu! Każdy ma prawo podzielić się swoimi odczuciami i jeśli nie są przesadzone (a w tym wypadku chyba nie były - mąż miał być przynajmniej za drzwiami, a nie koniecznie w sali) to nie można ich krytykować i obrzucać błotem!!! Chcesz to podziel się swoją odmienną historią. I tyle !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oto mi właśnie chodziło w tym wpisie. O godne warunki w każdym miejscu, niezależnie od sposobu rodzenia.

      Usuń
  25. Czytam i nie mogę uwierzyć. Nie spotkałam się z czymś takim. Wśród moich koleżanek/znajomych jest bardzo dużo matek, które nawet przekazały swojemu lekarzowi pokaźną kwotę w kopercie ze wskazaniem na cesarkę i to nie tylko od nich słyszałam ile cesarka ma zalet:mniejszy ból, brak powikłań w miejscach intymnych, malutka blizna, bezpieczniejszy poród dla dziecka. Przykro, że czułaś się napiętnowana, ale nawet nigdy przez myśl mi nie przeszło, że matka czy juz nawet dziecko jest gorsze ze względu na poród jaki przeszło. Dla mnie cesarka to przede wszystkim operacja i to poważna, ale w moim kręgu cesarka funkcjonuje jako luksus, troszeczkę drogi, ale też jako wybór kobiety, bezpieczniejszy i bez powikłań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba zależy to od otoczenia. Ale wystarczy przeczytać niektóre komentarze tutaj, żeby zobaczyć, że nie wszyscy myślą tak, jak my..

      Usuń
  26. Czytając to zastanawiam się czy Pani aby nie rodziła w Gdyni??? Przeżyłam dokładnie to samo!!!! Mąż został dosłownie wyrzucony z oddziału zaraz po cc, a na drugi dzień słyszałam tylko " A Pan dokąd?! Tam nie można wchodzić!!!! " Po czym położna weszła do sali spytała o nazwisko i położyła reklamówkę pod łóżkiem.... Jednak to jest w nic w porównaniu do tego co przeżyłam po cc błagając 3 godziny o dziecko i słysząc w odpowiedzi nie ma teraz czasu, mamy za duży przemiał, a kiedy już jedna z położnych mi ją przywiozła, postawiła obok mojego łóżka wózek i wyszła nie zważając na to,że moje dziecko zanosiło się od płaczu, a ja nie mogłam nawet wyciągnąć ręki aby je pogłaskać.... Serce do tej pory mi pęka i za każdym razem kiedy o tym wspomnę tule moją już teraz 8 miesięczną córeczkę jakbym chciała wynagrodzić jej pierwsze godziny życia, które były za pewnie dla niej tak traumatyczne jak idla mnie. Od płaczu dostałam takich bóli głowy, przy których silna migrena jest niczym, pod prysznic musiałyśmy iść same, nawet nikt nie spytał czy w jakiś sposób pomóc, a nie muszę chyba pisać jaki był to wysiłek 12 h po operacji wstacć i iść samemu pod prysznic.... koleżanka obok prosiła 2 godziny o coś przeciwbólowego dosłownie wyjąc z bólu, a usłyszała tylko, że przesadza i trzeba to znieść... Mogłabym tak pisać do wieczora bo sytuacji było tyle, że nie jestem w stanie o nich zapomnieć....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam aż łzy w oczach czytając te komentarz. Bo tak dobrze wiem, co czujesz. Ktoś zafundował naszym dzieciom okropne pierwsze godziny na tym świecie :(
      Niestety nie rodziłam w Gdyni. To tylko świadczy o tym, że takich miejsc jest więcej :(

      Usuń
    2. Ja rodziłam i miałam cc w Gdyni..... :(

      Usuń
  27. Szerze współczuję takich przeżyć.Musi to być kwestia szpitala i jego pracowników, niestety jeśli się tego nie przejdzie na własnej skórze, nie ma się pojęcia co nas czeka. Nie da się wybrać "lepszego" szpitala, jeśli wcześniej nie miało się doświadczenia w tym konkretnym, lub ktoś z bliskich znajomych nie polecił. Ufamy lekarzom i położnym i liczymy, że nas nie zawiodą w takich chwilach i niestety bywa z tym rożnie. Przykre dla Rodziców, że przyjście na świat ich Dziecka, ten najpiekniejszy moment musiał być zaburzony przez sztywne zasady, obojetność, przedmiotowe traktowanie...o takich miejscach, lekarzach, pielęgniarkach czy położnych powinno się mówić, ku przestrodze. Żeby inni mogli się uchronić. Jesli to w ogóle możliwe, bo ile pacjentów tyle opinii.
    Miałam dwa cięcia cesarskie - w odstępach 8 letnich. Nie czuję się z tego powodu gorsza, choć, faktycznie odnoszę wrażenie, jakby inni uważali to za coś gorszego, że nawet to nie jest poród...mniejsza z nimi, niech każdy rozlicza siebie.
    Moja druga cesarka - odbyta prawie dwa miesiące temu była cudownym przeżyciem, choć strasznie się bałam. Mąż był od momentu gdy dostałam znieczulenie i mnie połozyli na stole, do samego końca, siedział przy mojej głowie, głaskał mnie, robił zdjęcia naszej córeczce, która zaraz jak tylko zobaczyłam po narodzeniu zabrano dosłownie na 5 minut, potem położna przytuliła mi maleństwo do twarzy, mogłam je wycałować...Opieka wspaniała, anestazjolog cały czas czuwał, pielęgniarka również była przy mnie, miałam mdłosci, podstawiała mi nerkę kiedy było trzeba, mówiła do mnie. Na sali pooperacyjnej przystawiono mi córkę do piersi i została tak ze mną juz do wieczora.Wtulone w siebie byłyśmy przez cały dzień jej ciałko przy moim Rodziłam przed południem, wieczorem wstałam na polecenie lekarzy (z resztą chciałam juz bo mnie nosiło). Owszem ból po cesarce jest przykry. Ale przez 2 doby dostawałam środki przeciwbolowe, jesli tylko ich potrzebowałam, w trzeciej dobie wyszliśmy do domu. Po tygodniu juz byłam w pełni sprawna. Takich porodów życze każdej przyszłej mamie. Nie płaciłam za operację, nie opłacałam położnych, wszystko na NFZ. Tak jak powinno być.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że nie wszędzie tak to wygląda. To właśnie trochę tak ku przestrodze.

      Usuń
  28. Jestem bardzo zdziwiona tym, z czym się spotkałaś. To jakaś rzeźnia a nie szpital... ja rodziłam dwa miesiące temu w Warszawie przy Starynkiewicza i może sam wygląd szpitala to pozostawia wiele do życzenia, ale jest w środku mimo wszystko schludnie, czysto i personel cudowny! Miałam duże problemy w ciąży i byłam zmuszona rodzić przez cc. Szpital jaki wybrałam moge polecić każdej przyszłej matce i jeżeli zdecyduje się na kolejne dziecko to także wybiorę tę placówkę. Z tego co słyszałam w tym Szpitalu można rodzić przez Cc także na życzenie. Poród był dla mnie przerażajacy, bałam się strasznie jak weszłam na sale operacyjną trzęsły mi się ręce i nogi, ale personel starał się być dla mnie wyrozumiały, mój partner czekał przez salą. W momencie, gdy wyciągnięto moją córeczkę ze mnie, przystawili mi ją do twarzy na chwilkę, później wykąpali, ubrali, powiedzieli ze ma 10/10 na chwilkę znów do twarzy mi ją przytulono i poinformowano że zabierają ją do tatusia przed salą. Po zszyciu zostałam przewieziona na salę po operacyjną, pielegniarki wszystko mi tłumaczyły, zajmowały się jak trzeba, powiedziały mi co podają i po co, kiedy kolejny lek dostanę, kiedy jedne przeciwbólowe przestawały działać, wystarczyło powiedzieć to pielegniarce. wieczorem pielegniarka pomogła mi się wykąpać, zaniosła moje rzeczy do sali w której miałam być z córka, moje dziecko miała niską glukozę wiec nie mogłam jej miec przy sobie w pierwszych godzinach, ale za to zarówno tatuś jej jak i pielegniarki informowały mnie co się z nią dzieje. Matki które miały dziciaczki na sali, to nimi zajmowały się pielegniarki. Bedąc w tym szpitalu nie musiałam sie kompletnie niczym przejmować. Lekarze i pielegniarki wszystko mi tłumaczyli, kiedy jakie badanie bedzie miał moj dzieciaczek, wszystkiego za mnie pilnowano. Polecam 100% i przykro mi, że miałaś tam taką traumę, Ja według wielu matek też jestem wyrodna, bo nigdy nie bede mogła rodzić naturalnie, ani karmić piersią swojego dziecka. Nie rozumiem tej głupiej nagonki, wybaczcie, ale co kogo obchodzi jak karmisz swoje dziecko i rodzisz, wazne by było zdrowe, szczęśliwe i kochane! Przepraszam za wszystkie błędy ale pisane na szybko kiedy córeczka śpi ;-) Pozdrawia mama dwu mięsiecznej Zuzanki! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam to pisanie, kiedy dziecko śpi ;) Cieszę się, że masz dobre wspomnienia. Niestety tak, przeżyłam traumę. Przez kilka miesięcy myślałam, że nigdy nie zdecyduję się na drugie dziecko. Teraz, gdy emocje powoli opadają, zaczynam o tym nieśmiało myśleć.

      Usuń
  29. Dziewczyny rada na przyszłość : Podała mi ją moja lekarz ginekolog, powiedziała że jeżeli tak bardzo boję się porodu naturalnego to mogę udać się na wizytę do psychiatry, który wystawia odpowiednie zaświadczenie z treścią m. in. że boję się porodu naturalnego i przez to mogę nie współpracować z lekarzami podczas rodzenia dziecka, co moze skutkować tym i tym. Musiałam tak zrobić przy swoim porodzie, ale dzieki temu zaswiadczeniu urodziłam dziecko przez CC mimo że dłuzej się dochodzi do siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam o takiej możliwości. Ja jednak chciałam rodzić naturalnie. Niestety się nie udało.

      Usuń
  30. Ja jak pomyślę o swoim cesarskim cięciu to płakać mi się chce :(. Urodziłam w styczniu tego roku, do szpitala trafiłam 5 stycznia ze względu na cukrzycę ciążową insulinozależną. Mój synuś był ułożony miednicowo więc nastawiałam się na cesarkę, jednak lekarz prowadzący mówił, że będziemy tak długo czekać aż się nie obróci. Jestem alergikiem i w badaniach wyszło że jestem uczulona na leki znieczulające więc idąc do szpitala wzięłam te wyniki i poinformowałam lekarza, który wezwał do mnie anestezjologa - temu jednak się nie spieszyło i szedł do mnie 3 dni, kiedy już dotarł zobaczył wyniki powiedział, że nie wie jakie ewentualnie znieczulenia może mi podać i musi skonsultować się z innymi lekarzami. Po 3 godzinach wrócił i oznajmił, że nadal nic nie wie (to kto ma wiedzieć?),Następnego dnia podjęto decyzję, że jak coś to mogę przyjąć znieczulenie krzyżowe. Termin miałam na 17 stycznia, jednak 10 rano nieco pobolewał mnie kręgosłup w lędźwiach więc poinformowałam o tym lekarza na obchodzie - ten kazał mi pokazać KTG z wieczora i rana po czym dosłownie rzucił nim o ścianę o orzekł, że tu się nic nie dzieje ale jak chcę to mam przyjść na badanie - więc wzięłam szlafrok i poszłam- Okazało się że poród się zaczął kazano mnie przygotować do cesarki wbito mi wenflon a wiedzieli że mam reakcje alergiczną na kontakt z igłami, plastikiem, lateksem itp, i mój organizm toleruje takie rzeczy max do 5 min. ale nikt tego nie wziął do siebie do porodu jechałam razem z łóżkiem bo dostałam silnego krwotoku i 9 wbitymi wenflonami z odczynami zapalnymi. Na bloku operacyjnym powiedziano mi, że mnie nie pokroją ponieważ zginęły moje dokumenty dotyczące znieczulenia i grupy krwi (które oczywiści dostali) powiedziałam, że na zewnątrz stoi mój mąż i ma moją książeczkę honorowego dawcy krwi i tam jest grupa, a oni mi że nie ma tam peselu i że to nie jest ważne (PŁAKAĆ MI SIĘ CHCIAŁO). w końcu urodziłam a raczej wyciągnęli ze mnie mój skarb - pomyślałam że już teraz może być tylko lepiej - a jednak nie. Po 2 godzinach od cesarki przyszła położna nie pytając czy jest ktoś ze mną dała mi młodego na klatkę i powiedziała, że nie ma czasu i poszłą (nawet do piersi mi go nie przystawiła, a przecież po cesarskim cięci nie można podnosić głowy przez 12 godz. i wstawać przez 24 godziny) . Kiedy schodziło mi znieczulenie dostałam tramal w zastrzyku na który też jestem uczulona moja reakcja była taka, że dostałam takiego ciśnienia oblały mnie poty, że położne wystraszyły się i wyzwały, że nic nie powiedziałam, a w dokumentach mieli wszystko no ale cóż. Mój mąż dzielnie czuwał przy nas w dzień bo nikt z położnych nawet do nas nie zajrzał w nocy łaskawie przyszła położna i wyzwała mnie że zakrwawiłam całe łóżko, że w nocy nie ma salowych i teraz ona musi to sprzątać :(. PŁAKAĆ MI SIĘ CHCE JAK SOBIE O TYM WSZYSTKIM PRZYPOMNĘ!!! Na początku nie miała pokarmu dostawiałam młodego do piersi ale nic nie leciało położna nie chciała dać mleka żeby go dokarmić w 3 dobie kiedy moje dziecko lało mi się przez ręce, kiedy miałam już siły żeby zrobić małą aferę okazało się, że moje dziecko jednak jest niedożywione ponieważ jest za duży ubytek wagi - ale jak prosiłam o mleko tłumacząc, że u mnie jeszcze nic nie leci to przecież byłam głupia i gdzie tu było - RODZENIE PO LUDZKU?!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje wspomnienia są jeszcze gorsze od moich :( Przeszłaś przez prawdziwy koszmar. Jedyne pocieszenie to, że nasze maluszki są teraz z nami. Brak słów na personel tego szpitala.

      Usuń
  31. Ja urodziłam dwoje dzieci prze c.c., w dwóch różnych szpitalach, różnych miastach. Wszystko wyglądało zupełnie inaczej... Lekarze, położne, pielęgniarki - "ludzcy", mili, serdeczni. Pamiętam, że się bardzo bałam, zwłaszcza drugiego c.c., bo wiedziałam już,, jak to wygląda. Niepotrzebnie, bo oprócz bolesnego wkłucia w kręgosłup, celem znieczulenia, cała reszta przebiegała dobrze. Widziałam dzieciątko, całowałam, mąż powitał córeczkę poza salą operacyjną, w momencie gdy mnie zszywali. Był ze mną na sali, byliśmy razem z dzieckiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozostaje mi liczyć, że następnym razem też lepiej trafię :)

      Usuń
  32. Zaczną od tego że mój syn przyszedł na świat przez CC. Przez całą ciążę nastawiałam się na poród naturalny, z mężem czytaliśmy książki o domowych porodach i o tym jak sprawić aby był on łatwiejszy/bardziej fizjologiczny. Niestety po 24h od odejścia wód rozwarcie było na 3/4 . Anestezjolog odmówił znieczulenia ze względu na czas i na rosnące parametry stanu zapalnego. Mi również do dziś towarzyszy poczucie ''jestem gorsza'' niż tysiące matek które dały radę. Nie brałam nawet pod uwagę CC!!! Do dziś mam irracjonalne poczucie winy i wstydu...przeświadczenie że jako kobieta zawiodłam. Spotkałam się z komentarz em personelu- poddała się pani, albo była pani zbyt leniwa... Dziecko zobaczyłam ok.2-3h po porodzie. Leżałam na sali z kobietą rodzącą naturalnie, która opowiadała ciągle o tym że urodziła sama 4kg synka. Teraz 2lata od porodu jestem w ciąży i mam nadzieję że tym razem uda nam się urodzić naturalnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę Ci tego! Trzymam kciuki za szczęśliwe rozwiązanie :)

      Usuń
  33. Ja także urodziłam córkę przez CC. Nie czuję się z tego powodu gorsza. Powiem więcej, drugie dziecko też będę rodzić przez CC, ale tym razem z własnego wyboru. Jeśli mam wybierać pomiędzy bólem towarzyszący przy SN, a bólem po CC, to wybieram to drugie. Córkę rodziłam naturalnie 10h, po odejściu wód zdecydowano o CC. Moje doświadczenie jest pozytywne. Na samej sali operacyjnej mili ludzie, rozmawiali ze mną,a jedna z pielęgniarek trzymała mnie za rękę. Po wyjęciu dziecka przyłożono mi ją kilkukrotnie do twarzy. Minus taki, że przez kolejne 12h nie widziałam małej. Natomiast mąż mógł być z nią w tym czasie. Stał także za drzwiami podczas operacji i słyszał pierwszy krzyk dziecka. Po ubraniu dziecka od razu zawieziono ją do męża. Opieka pooperacyjna - nie mogę nic złego powiedzieć. Ja osobiście bardzo dobrze zniosłam CC, po 12h opiekowałam się dzieckiem i normalnie chodziłam. Niejedna koleżanka, która urodziła przez SN nie mogła siadać i chodzić przez 2 tyg. Ja nie miałam takich problemów. Nie widzę także związku pomiędzy tym jak dziecko zostało urodzone, a rozwojem. Moje dziecko wyprzedza w rozwoju niejedno urodzone przez SN. Jest mądra, radosna i odważna. Nie ważne czy SN czy CC, cud narodzin jest w jednym i drugim przypadku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to. Dziecko to cud, nieważne jak urodzone. Szkoda, że tak wiele osób twierdzi inaczej..

      Usuń
  34. Przesyłam Ci wirtualne wsparcie. I dziękuję za ten wpis. O tym się nie mówi, ale kobiety po cc często przechodzą przez to co Ty. Chodzi mi o emocje. Ja miałam cesarkę idealną. Wszyscy byli mili, mówili co się ze mną dzieje i tłumaczyli wszystko o co tylko zapytałam. A i tak bardzo ciężko przeżyłam to, że to była cesarka w 30 tygodniu. Gdybym do urodzenia wcześniaka miała sobie dołożyć coś takiego co Ty przeżyłaś to nie dałabym rady. Jesteś bardzo dzielna. Ale jak to matka, trzeba tak dla dziecka. Nie w każdym szpitalu tak jest. U mnie położne były co najmniej 2 razy w ciągu nocy. Światłem my zarządzałyśmy. I mąż nie tylko mógł wejść, ale też położna kazała mu zostać, żeby mnie wspierał przy uruchomieniu. Pomagał mi też wziąć prysznic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj ciężka była ta walka z emocjami w pierwszych tygodniach. Właśnie męża i jego pomocy najbardziej mi brakowało. Choćby do podania dziecka.

      Usuń
  35. Urodziłam się przez CC. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z dyskrymianacją z tego powodu. Ba! - wiele moich znajomych nawet nie obchodzi, w jaki sposób się urodzili. Nie istnieje pojęcie " gorsza, bo cc/ lepsza bo sn".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że w Twoim otoczeniu tak jest :)

      Usuń
  36. Popłakałam się :-(. Też urodziłam przez CC bo nie było innej opcji. Najpierw usłyszałam że dziewczynka a potem "jaka ona ruda" a ja marzyłam o rudej rezolutnej Hani i taką los mnie obdarował. Zostawili mnie na stole bo poszli obejrzeć rude dziecko - nie to nie było 30 lat temu a 3 nie całe. Potem jednak było to czego Ci zabrakło: Młoda wyjechała do taty i z nim czekała na koniec operacji. Potem leżała noc mi na piersi a mąż był z nami. To nas kosztowało w państwowym szpitalu nie mało ale było. I tak: doradca laktacyjna z politowaniem kiwała głową bo moje problemy przez CC, neurolog i reh Młodej też winili mnie - tak to odbierałam - za CC. O depresji nie wspomnę. A to wszystko tylko dlatego że chciałam mieć zdrowe dziecko. Smutne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też czułam się obwiniana, choć nie mówili tego wprost. A przecież o życie i zdrowie dziecka chodziło.
      PS. Rude są cudowne :)

      Usuń
    2. Moja tez rudzielec, przepiekna :D

      Usuń
  37. Wszystko zależy od szpitala i podejścia lekarzy i położnych. Ja miałam cc z wyboru i nie do końca, ponieważ leżałam 3 dni w szpitalu państwowym, gdzie bardzo naciskali na poród naturalny, mimo że córka miała być powyżej 4 kg, morze oksytocyny bo już grubo po terminie byłam i nic! w końcu na patologię co bym sobie jeszcze poleżała...wykończona i zrezygnowana wypisałam się i pojechałam do prywatnego szpitala na cc i to była najlepsza decyzja jaką (na szczęście) mogłam podjąć, córka 4,730 lekarz powiedział, że i tak bym jej nie urodziła naturalnie bez komplikacji, mąż stał za drzwiami i filmował wszystko, bo drzwi były szklane, więc poniekąd mógł w tym uczestniczyć, mogliśmy na siebie spoglądać :) "małą" dostałam do wyprzytulania, zszyli mnie chyba w 15 minut i też zaraz ją przejęłam od męża, rekonwalescencja ? u mnie nawet takie pojęcie nie istniało, jak tylko odzyskałam czucie wszystko robiłam sama, przy znieczuleniu, którego nawet nie poczułam pomagała mi położna, która mnie zgięła i przytuliła, poza tym była cały czas przy mnie żeby mnie uspokajać, duszenie o którym pani pisze to najprawdopodobniej tzw. "chwyt Kristellera" zakazany i karany! stosowany przy porodach naturalnych jak i cesarkach. Ogólnie cc wspominam bardzo dobrze, przy drugim dziecku nawet nie biorę pod uwagę innego rozwiązania. Jedyne co mnie boli, to fakt, że za takie warunki, wydawałoby się ludzkie, musiałam słono zapłacić i nie wszystkich na to stać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto wie, co to było. Strach się bać :(

      Usuń
  38. Ja też miałam dwie cesarki z córką musiałam mieć a z synkiem na własne żądanie i powiem że ja byłam bardzo zadowolona z cesarskiego cięcia :-) teraz córcia ma 9 lat a synek 4 latka są zdrowe, szczęśliwe :-) Nie prawda że dzieci rodzące się przez cc są gorsze i mają problemy z nauką .Ja jestem zadowolona z cc i jak koleżanki się pytają jak lepiej rodzić ja polecam cesarkę:-) Pozdrawiam Ps. Jak kiedyś będę miała trzecie dziecko na pewno tez wybiorę cc a żądanie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszą mnie takie pozytywne historie :)

      Usuń
  39. Rodziłam 2 lata temu w szpitalu państwowym przez cc.Było niemal tak samo, z tym, że o leki przeciwbólowe musiałam się upominać. Położne opryskliwe, nikt nie kwapił się, żeby choćby pomóc mi wstać z łóżka. Nikogo z rodziny nie wpuszczali na oddział, bo była epidemia grypy. Tuż po porodzie dali mi syna do wycałowania (30 sek.) i tyle go widziałam. Dzwonek przyśrubowany do ściany metr nad moją głową. Nikt nie przyszedł, nie sprawdził czy żyję, czy już wyprzągnęłam. Następnego dnia doczołgałam się dziecka i wzięłąm go na salę. Przyszła położna, żeby niby pokazać mi jak mam dziecko karmić. Nie byłam w stanie nawet wziąć go na ręce, bo miałam pełno wenflonów i posiniaczone, pokłute ręce. Stwierdziła, że moje piersi nie nadają się karmienia i nic z tego nie będzie. Na tym pomoc się zakończyła.
    Teraz znów jestem w ciąży (termin we wrześniu), ale tym razem wybieram się do "najlepszego szpitala w Polsce". Niby warunki jak w hotelu, ale zobaczymy jak to będzie w praktyce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki za szczęśliwe rozwiązanie! A co to za najlepszy szpital? ;)

      Usuń
  40. To i ja napiszę. Pierwszy poród - trudny, długi, przez błąd lekarzy zakończony cc. Krzyki i wyzwiska lekarzy pod moim adresem, bo NIE WSPOŁPRACOWAŁAM przy próbie znieczulenia zewnątrzoponowego. Znieczulenie ogólne, maż mógł trzymać synka tylko przez chwilę, potem został wyrzucony ze szpitala ( noc). Dziecko dostałam po 6 godzinach. Nikt nie umiał mi powiedzieć gdzie synek był, czy był karmiony, czy przewijany... Doszły problemy zdrowotne moje (mikrowylewy w mózgu, pzrez to m.in problemy z mową i podwójne widzenie) i dziecka ( niedotlenienie i skutki tego :objaw zachodzącego słońca, osłabione napięcie mięśniowe - rok szukania diagnoz i rehabilitacji). Pobyt w szpitalu - koszmar. Przy drugim dziecku "postarałam się" o niezbędne zaświadczenia do cc, żeby uniknąć zagrożenia życia i zdrowia drugiego dziecka. I tu przyłożyłam się i poszukałam szpitala, w którym traktują rodzące przez CC PO LUDZKU!!!! Na sali operacyjnej dostałam moją ukochaną córeczkę od razu na piersi i już nie oddałam nikomu. Wszystkie "formalnośći" odbyły się później, na spokojnie. Brakowało tylko męża na sali operacyjnej (co było do niedawna praktykowane w tym szpitalku, ale niestety ze względów higienicznych zaprzestano. Jednak CUDEM było dla mnie znalezienie miejsca gdzie umożliwi mi się kontakt skóra do skóry jeszcze podczas zaszywania brzucha. Cudowna położna cały czas asekurowała dziecko, bo miałam tylko jedną rękę wolną:) NIkt mi córci nie zabrał, na wszystkich pomiarach, badaniach, szcezpieniach byłam z dzieckiem. NIezapomniany, piękny czas narodzin mojej córeczki...Także MOZNA.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to właśnie chodzi. Wystarczy trochę dobrej woli personelu.

      Usuń
  41. W odróżnieniu od większości z Was rodziłam naturalnie, choć też nie bez komplikacji. Mój maluch musi być teraz rehabilitowany, choć na szczęście to nic poważnego. Jak jednak widać, dzieci mogą mieć problemy też po porodzie naturalnym. Później na poporodówce leżałam z dwoma dziewczynami po CC. Ja przy nich byłam w rewelacyjnej kondycji. Byłam przerażona, widząc ich cierpienie. Nie mogły narzekać na opiekę, bo ta była na wysokim poziomie, ale i tak było im nieporównanie ciężej niż mi. Po tym doświadczeniu wcale nie uważam, że CC to ta łatwiejsza opcja, wręcz przeciwnie. Wszystkie trzy miałyśmy problemy z karmieniem, więc to też nie zależy od typu porodu (wszystkie moje znajome po naturalnym miały taki sam problem). I jestem pewna, że wszystkie trzy tak samo kochamy nasze szkraby.
    Dziwi mnie wartościowanie kobiet na lepsze i gorsze z powodu typu porodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takiego wartościowania nie powinno być. I właśnie na to chciałam zwrócić uwagę tym tekstem.

      Usuń
  42. A gdzie rodziłaś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałam tam rodzić ponieważ moja gin tam pracuje, ale postanowiłam w Tomyślu - położne niektóre masakra.

      Usuń
  43. A ja rodzilam 3 x przez cc, ostatni przezylam strasznie gdyz mialam zaplanowany termin, widzial jak sie dymek unosi od lasera. Najbardziej bolalo mnie szarpanie, czlam jakby mieli mi serce wyrwac. Po operacji nie moglam dostac malej do karmienia dopiero po dwoch dniach jak bylam tylko na paracetamolu, teraz juz wien ze mozna karmic, ale tam polozne mowily ze nie. Mimo to udalo sie i cycujemy pol roku :)

    OdpowiedzUsuń
  44. Ja mam całkiem inne odczucia. Skurcze miałam "tylko" 3 godziny i modliłam się żeby mi zrobili cesarkę. Na szczęście tam na górze usłyszeli moje błagania i w tym samym momencie przyszła do mnie położna z tym całym wywiadem:) Jak tylko usłyszałam "cesarka" to już przestałam się bać i wiedziałam że będzie wszystko dobrze, później poszło jak z płatka, miejsce znieczulenia było najpierw znieczulone cieniutką igłą (jak u dentysty), oczywiście w czasie operacji nic nie czułam, pielęgniarka trzymała mnie za rękę, nie było też żadnego przyduszania brzucha, wszyscy byli bardzo weseli i mili na sali. Kiedy wyciągnęli moją córeczkę, od razu mi ją pokazali, pocałowałam ją i zabrali ją do mycia, mierzenia i ubierania, w ogóle jakoś się tym nie przejmowalam po prostu wiedziałam że tak trzeba, a ta jedna doba rozłąki na pewno nie będzie miała wpływu na nasze relacje. Ja szczerze mówiąc czułam się wyróżniona mając cesarkę, po pierwsze kobiety, które rodziły normalnie narzekały że nie miały kiedy odpocząć po porodzie bo od razu dawali im dziecko, a ja miałam dobę na dojście do siebie, po drugie jak szłam do ubikacji i słyszałam jęki kobiet, które się załatwiały, a ja mogłam swobodnie załatwić sprawę bez żadnego dyskomfortu, a co do dzidziusia to jak mi ją dali po tej dobie to nie było żadnego problemu z karmieniem piersią (karmię ją do dziś, a ma 2 latka :) ), ani mi ta rana w żaden sposób nie przeszkadzała w zajmowaniu się nią. Przecież kobiety rodzące normalnie też mają dużą ranę, a ja wolę mieć jednak na brzuchu niż tam, to prawda że dlużej się goi, ale dla samego komfortu porodu i psychicznego zdecydowanie wybieram cesarkę. Wiem jedno, że zależy dużo od Twojego nastawienia psychicznego, ja bardzo bałam się porodu naturalnego i marzyłam o cesarce, dlatego gdy moje marzenie się spełniło to już wszystko mi się podobało, nawet pielęgniarki i lekarz się dziwili, kiedy nie chciałam dostać kolejnej dawki znieczulenia, bo najzwyczajniej w świecie nic mnie nie bolało. Rodziłam w Kluczborku, woj. Opolskie szczerze polecam, rewelacyjna opieka (jak w prywatnym szpitalu) i jedyny szpital na opolszczyźnie gdzie dają znieczulenie do porodu naturalnego na życzenie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  45. Ja mialam dwie cesarki w Polsce teraz czeka mnie trzecia w Niemczech. Jesli chodzi o cc w Polsce to moje wspomnienia jak na taki rodzaj porodu sa wspaniale. Ciecia byly zaokanowane, lekarze wpaniali anastazjolog wyluzowany dowcipny zasypywal mnie zartami na rozluznienie. Moj maz stal poza sala operacyjna widzac wszystko przez szybe, a kiedy wyciagneli dzidziusia uczestniczyl w pierwszych badaniach po urodzeniu. Mnie zszyli bardzo sprawnie i szybko. Tez lezalam na korytarzu pod sala ale tylko godzinke po operacji caly czas byl przy mnie maz. Dzidziusia nie dostalam do diebiebo moje oba chlopaki urodzili sie zmarznieci i ddohrzewali sie dobe w inkubatorku:). Cala noc ktos co dwie godziny zagladal do mnie i mierzyl cisnienie i pytal czy boli. Maz przychodzil po 10 tej codziennie a lezalam 7 dni( standard no w niektorych szpitalach trzymaja 3 doby). Maz uczyl sie kapac przewijac podawal mi dzidzie do karmienia. Jestem w szoku jak czytam to co piszesz Jagodowa Mamo. Wspolczuje ze rodzilas w tsk kosmicznym szpitalu. U mnie oddzial polozniczy i noworodkowt kolorowy dwa lozka w kazdej z kolorowych sal. Piloty przy lozku gdyby cos zaczynalo sie dziac. Rodzilam w Powiatowym Szpitalu w Pyskowicach na ślasku. Opieka super. Urodzilam dwojke dzieci przez cc i uwazam ze nie moglam i sobie i im zafundowac lepszego przyjscia na swiat. Na porod naturalny nigdy bym sie nie zdecydowala patrzac na to ile sie teraz slyszy o powiklaniach i bledach lekarzy. Pozdrawiam wszystkie mamy ridzace przez cc i zycze samych milych wspomnien.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...