sobota, 11 marca 2017

Blogerka - matka idealna.. którą ja nie jestem

No to zniknęłyśmy. Na pół roku. Przyznam szczerze, że powody tej ciszy były dwa. Nowa praca, która bez reszty mnie pochłonęła, ale też niechęć, która nagle zrodziła się we mnie do tego wirtualnego świata.




Pisząc bloga chcąc nie chcąc stałam się częścią blogowych światów, od których oczekuje się pewnych rzeczy. Przede wszystkim bycia online. Odpowiadania na wiadomości i pytania wszelakie począwszy od tych typu, gdzie kupiłaś tą bluzkę, a kończywszy na tych dotyczących poważnych problemów wychowawczych. Nie będę przed Wami udawać, że jestem ekspertką od wszystkiego, bo w żadnej dziedzinie nie czuję się ekspertem, więc zawsze odpowiadając na Wasze pytania, zaznaczałam, że to tylko moja opinia oparta o moje przemyślenia, czy doświadczenia. I zawsze takie odpowiedzi będziecie ode mnie dostawać. Nie traktujcie ich, jako wyznacznik tego, jak powinnyście postąpić. Zawsze powtarzam, że w wychowaniu kieruję się intuicją połączoną z pamiętaniem o najważniejszych dla mnie wartościach. Zaczęłam mówić "nie" wszechwiedzącym blogerkom, które to nawet jeśli coś uda im się zupełnym przypadkiem osiągnąć, tworzą wpis o tym wielkim osiągnięciu tytułując go np. "jak nauczyć dziecko ..." "jak ... dziecko w jeden dzień". Umówmy się, nie ma złotego przepisu, który sprawi, że Twoje dziecko, tak jak dziecko tej blogerki, porzuci pieluchę w jeden dzień, albo zacznie jeździć na dwukołowym rowerku od pierwszego wejścia na niego. Jestem pewna, że gdyby sama autorka wpisu, jak coś zrobić od razu i natychmiast, która taką cudowną metodę wymyśliła, spróbowała jej na innym dziecku, poniosłaby klęskę. To poczucie wszechwiedzy matek, dzielących się nią na prawo i lewo spowodowało na tyle wielkie zniechęcenie, że nagle zapragnęłam się odłączyć.

Bycie online to jednak nie tyle wiadomości, pytania i dzielenie się wiedzą. To przede wszystkim ciągłe dzielenie się swoim życiem. Dodawanie wpisów, zdjęć i filmików dokumentujących niemal każdy krok. Przez jakiś czas patrzyłam na to, zadając sobie pytanie, dlaczego ludzi interesuje to, co inna osoba, całkiem zwyczajna, bo przecież bloger to normalny człowiek, je na śniadanie, co kupiła w supermarkecie, jaką bluzkę przymierzała w sklepie itd. Ostatnio przez chwilę uczestniczyłam w relacji live na instagramie jednej lubianej przeze mnie blogerki i przecierałam oczy z niedowierzaniem. Jej czytelniczki zadawały jej pytania typu: "jaki był Twój ulubiony przedmiot w szkole?", "co lubisz jeść na śniadanie?", "jakie seriale polecasz?". Przecierałam oczy z niedowierzaniem zastanawiając się, po co komuś taka wiedza. Dlaczego ważny miałby dla mnie być ulubiony przedmiot w szkole tej osoby 20 lat temu? Przyznam Wam szczerze, że nadal nie znajduję w tym sensu, ale obserwując Internet widzę, że pragnienie by wiedzieć wszystko o wszystkich staje się coraz większe. Zerkam na instastory tworzone przez blogerki, które dokumentują każdy swój krok, wstawiając na bieżąco zdjęcia lub filmiki opatrzone dodatkowo godziną,  w której to robią. Albo pieprzą o głupotach z zacisza swoich łazienek. Ale chyba jeszcze bardziej niż to, że to robią dziwi mnie to, że tak wiele osób to ogląda i uważa, że jest to super. Nie chcę nikogo obrażać swoim zdaniem, być może mój umysł nie jest w stanie pojąć tej fajności, ale w moich standardach dzielenia się życiem osobistym jakoś się to nie mieści.

Rosła we mnie ta niechęć do całej otoczki blogosfery, która akurat przypadła w momencie, w którym naprawdę całkowicie angażowałam się w pracę i potrafiłam nie uruchamiać komputera przez kilka dni, co siłą rzeczy sprawiało, że nie byłam na bieżąco ani online. Nie planowałam znikać. Samo tak wyszło. Blog zawsze miał być przyjemnością, a nie wiszącym nade mną obowiązkiem, mówiącym, że MUSZĘ napisać coś nowego. Dodatkowo nagle, z dnia na dzień, z matki będącej w domu, stałam się mamą z etatem plus nadgodzinami. Czasu dla Jagody miałam drastycznie mniej, a ten, który miałam żal mi było marnować na komputer czy robienie zdjęć.

Dlaczego więc piszę teraz? Bo co jakiś czas wysyłałyście mi sygnały, że tych wpisów Wam brakuje. Że w jakimś stopniu były dla Was cenne, że identyfikowałyście się z moimi poglądami. Więc umawiam się z Wami. Będę pisać. Pewnie nie regularnie, bo nie na siłę. Nie będę Was zanudzać wpisami w stylu "byle by coś wrzucić", bo za bardzo Was szanuję, żeby tak marnować Wasz czas. Będę pisać, kiedy będę miała Wam coś sensownego do powiedzenia - przynajmniej sensownego w moim mniemaniu, bo w Waszym już może niekoniecznie ;) Będę się dzielić swoją prywatnością na tyle, na ile ja uważam, że to jest ok. Bo ani własne życie, ani tym bardziej dziecko nie powinno się stawać produktem, który sprzedajemy w sieci.

Do zobaczenia niebawem!

2 komentarze:

  1. czesc Jagodowa mamo wiem ze pytanie nie na czasie ale kupilam wozek quinny zapp xtra2 i dokupilam torbe podrozna do tego wlasnie modelu i nie moge sobie poradzic:) jak tobie sie to uadalo da sie caly wozek a nie tylko rame upchnac w torbie? blagam pomoz bo sie koncze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj niestety nie pomogę, bo takiej torby nie mam i nie stanęłam nigdy przed takim wyzwaniem ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...