wtorek, 27 stycznia 2015

Gdy taty nie ma

Od początku stycznia jesteśmy z Jagodą same. Tata wyjechał w przymusową, miesięczną delegację. Wraca na dniach, tak by (mam nadzieję) zdążyć na jagodowy roczek.




Teoretycznie dla Jagody niewiele się zmieniło. Ze względu na pracę taty, nigdy nie widywała go zbyt często. Ale jednak były wspólne wygłupy, nawet jeśli tylko w niedzielę. Tak się wygłupiać  i wymyślać kolejne rzeczy wywołujące głośny śmiech Jagodzi, potrafi tylko tata.

Jagódka jest jeszcze za mała, żeby zdawać sobie sprawę, co się dzieje. Nie wiem, czy dostrzega, że go nie ma. Ale jak tylko udaje jej się zobaczyć tatę na skypie (a zdarzało się to w niedziele, bo w pozostałe dni już spała) uśmiecha się do monitora, wydaje okrzyki radości i macha do niego rączką. Jestem bardzo ciekawa jej reakcji kiedy tata już wróci. Spodziewam się ogromnej radości z jej strony, której nie mogę się już doczekać.

Jak na złość, na czas nieobecności taty przypadło wychodzenie zębów, katar i kaszel u Jagódki. Wizyty u lekarza, dodatkowe sprawy do załatwienia. Jagoda zaczęła też protestować przy czynnościach, które nigdy nie były problemem, takich jak branie witamin czy mycie zębów. Posiłki nie smakują. Kojec parzy. A jeszcze jagodowy roczek trzeba było zorganizować. W styczniu przypadał też roczek kuzyna Jagody, na który pojechałyśmy same. Zły moment na wyjazd. Ale nie oszukujmy się, każdy byłby zły. Samotne mamy, chylę czoła przed Wami!

Na co dzień nie doceniam tak roli taty w wychowaniu Jagody. To ja jestem przez większość czasu z nią. To na mnie spoczywają decyzje dotyczące jej wychowania, leczenia, odżywiania itd. Mąż się do tego za bardzo nie wtrąca, a kiedy pytam go o zdanie, mówi, że przecież ja wiem najlepiej. To ja zauważam, kiedy ubrania robią się za małe i biegam po sklepach w poszukiwaniu kolejnych. To ja wybieram zabawki, które chcę kupić, analizuje dobre i złe strony wózków, robię rozeznanie wśród fotelików samochodowych. Mimo to, tata jest gdzieś tam obok. Nawet jeśli tylko przytaknie, nawet jeśli się zgodzi z moim zdaniem, to jest, dając mi poczucie, że wychowanie dzieli się na dwoje.

2 komentarze:

  1. Hmmm, no współczuję tego wyjazdu taty, bo mój mąż też miewał delegacje co prawda trochę krótsze bo np tygodniowe ale za to częściej. Z tego powodu gdy pojawiło się drugie dziecko postanowiliśmy, że musi zmienić pracę bo potrzebuje go tu na miejscu każdego dnia chociaż przez kilka godzin popołudniu kiedy wróci z pracy. Chociaż przez większość dnia tak samo jak Ty sama zajmuję się dziećmi, to kiedy mąż wraca do domu to on przejmuje dzieciaki, a ja w tym czasie ogarniam dom lub po prostu mam czas dla siebie. Trochę nie wyobrażam sobie takiej sytuacji jak u Ciebie, że mąż w ogóle nie wykazuje zainteresowania i zaangażowania mówiąc Ty wiesz najlepiej. Teraz to jeszcze nie jest trudne kiedy dziecko jest takie małe, ale co będzie potem gdy zacznie dorastać? Ze wszystkim będzie przychodzić do Ciebie bo tata powie idź do mamy niech ona zadecyduje albo w ogóle do taty nie pójdzie bo to Ty będziesz podejmować wszelkie decyzje. Wydaje mi się choć mogę się mylić, że od samego początku wszelkie decyzje odnośnie dziecka powinny być podejmowane wspólnie ale tak naprawdę wspólnie. Tata choć to oczywiste, że spędza z dziećmi mniej czasu to powinien być tak samo zaangażowany w wychowanie i opiekę nad dzieckiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, tak powinno być. Ale jak widać rzeczywistość często mija się z oczekiwaniami :/

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...