piątek, 1 maja 2015

15 miesiąc życia. Nasz kwiecień.

"Kwiecień-plecień, bo przeplata". U nas kwiecień przeplatał dobre i złe chwile. Jagoda z każdym dniem coraz mądrzejsza, ale i coraz sprytniejsza. Pierwsze piękne, ciepłe dni i spędzanie czasu na dworze. A z drugiej strony nagła choroba, która dopadła nas oczywiście w najmniej odpowiednim momencie.




Jagoda zaskakuje mnie każdego dnia. Tym co potrafi. Tym, czego uczy się sama jedynie na nas patrząc. Zastanawiam się skąd ona to wie, a ona po prostu obserwuje i powtarza. Jej codziennym rytuałem jest teraz karmienie naszego psa dwa razy dziennie. Przynosi pojemnik z karmą pod jego miskę i czeka aż mu nasypiemy. Sama daje mu też różne przekąski.

Jagoda biegnie do swojego krzesełka i czeka, by ją do niego włożyć, kiedy widzi, że kończę szykować dla niej śniadanie. Kiedy jest głodna lub chce pić woła "nu nu". Klepie się po brzuszku kiedy coś jej smakuje, kiedy karmię ją za wolno pcha moją rękę w stronę miseczki. Jeśli coś jej nie odpowiada odpycha talerzyk z jedzeniem i zaciska usta. Coraz częściej je już samodzielnie próbując nałożyć jedzenie na łyżeczkę i trafić nią do buzi.

Jagoda stała się sprzątaczem doskonałym. Każdego dnia obowiązkowe porządki. Ma swoją własną małą szufelkę i zmiotkę. Zamiata dosłownie wszystko, zaczynając od prania, czy telewizora, a na Zefirze kończąc. Widząc, że my wycieramy coś często ręcznikami papierowymi, ona sięga po chusteczkę i wyciera nią podłogi. Dobrze, że takie pozytywne rzeczy naśladuje ;)

Nadal chodzenie i bieganie jest tym, co lubi robić najbardziej. Godzinami mogłaby też stać w oknie i wypatrywać naszych małych sąsiadek, które wręcz uwielbia. Gdy tylko się pokazują za oknem macha do nich, śmieje się i uderza w szybę jeśli jej nie zauważą. Kiedy spotykamy się na dworze zaraz chce do nich biec, a one witają ją okrzykami "Cześć Jagoda". Moje dziecko zdecydowanie jest istotą stadną. Uwielbia kiedy jest w okół niej dużo ludzi, a najlepiej kiedy są to dzieci.

W kwietniu nie wszystko było jednak takie piękne. Dopadło nas choróbsko, którego nie mogliśmy się pozbyć. Chorowaliśmy wszyscy, łącznie z psem. U Jagody jelitówka ciągnęła się przez 6 dni. Nerwy, bezradność. W końcu dostaliśmy skierowanie do szpitala, bo była już na skraju odwodnienia. Pani doktor dała mi czas do wieczora, żebym postawiła ją na nogi. Naprawdę stawałam na rzęsach, żeby przemycać jej wodę i lekarstwa i udało się. Uniknęłyśmy szpitala, choć pytanie "jechać już, czy jeszcze nie jechać?" zadawałam sobie w głowie tysiące razy. Kiedy Jagodzie zaczęły wracać siły pojawił się wilczy apetyt, który trwa już tydzień i ciągle nie mija. Teraz wszystko związane jest z jedzeniem. Na spacer zabieramy torbę zapasów jedzenia i picia. A ona zjada więcej ode mnie.

Wczoraj kontrolowaliśmy u naszego ortopedy stópkę Jagody. Na tą chwilę wszystko jest dobrze (pozostały nam jedynie drobne korekty, jednak są to rzeczy, z którymi spokojnie można żyć) i nie są już konieczne kolejne kontrole o ile nic nas nie będzie niepokoiło. Hura! Warto było wziąć się od razu do pracy. Rehabilitować, zgodzić się na gipsy. Przetrwać co najgorsze, kiedy była jeszcze mała, bo teraz w gipsach nie potrafiłabym jej sobie wyobrazić.

Rozpoczął się maj. Liczymy na piękną pogodę i wiele radosnych, wspólnych chwil na słońcu. Czego i Wam życzymy :)



 






1 komentarz:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...