poniedziałek, 15 lutego 2016

Jak zmieniło się moje podejście do wychowania przez dwa lata macierzyństwa?

Jako pedagog i wieloletnia niania sądziłam, że mama wszystko ułożone w głowie. Wiedziałam, jak chcę, by było, co jest dla mnie priorytetem w procesie wychowania. I pewnie Was nie zdziwię, gdy powiem, że rzeczywistość brutalnie zweryfikowała moje piękne plany wychowawcze?



Moje dziecko, przez pierwsze lata życia, miało nie spożywać cukru, co przede wszystkim wiązało się z brakiem słodyczy w diecie, ale też nie piciem słodkich soków (o napojach gazowanych nie wspomnę), unikaniem jogurtów owocowych itp. Przyznam się do sukcesu w kwestii napojów - Jagoda pije tylko wodę. Nawet jak dam jej do picia coś innego to próbuje i prosi o wodę. Ale w kwestii jedzenia... Najpierw w czasie jelitówki poszłam na ustępstwa pozwalając jej na biszkopty i herbatniki, z którymi przemycałam lekarstwa. Później zgodziłam się na domowe ciasta i dobrej jakości lody latem. I choć mówiłam wszystkim o moim podejściu do słodyczy goście i tak przywozili małej słodkie. Prawdziwe apogeum słodkości nastąpiło w czasie świąt, a z jego skutkami prowadzę nierówną walkę do dziś. Mimo to, mogę się pochwalić, że Jagoda nadal nie zna smaku landrynek czy batoników. Choć ugięłam się w kwestii słodyczy nadal staram się je wybierać mądrze, więc pocieszam się myślą, że może nie jest tak źle i nie poległam całkowicie?

Moje dziecko miało nie oglądać bajek. I cóż, łatwo było się tym szczycić do czasu, aż nie nauczyła się ich sama włączać. Nawet odłączenie telewizora od prądu nie stanowi dla niej problemu. Nadal staram się kontrolować ile bajek Jagoda ogląda oraz przede wszystkim, co ogląda. Najczęściej włączam jej bajkę na Youtube albo TVP ABC.

Konsekwencją niepożądanych zachowań miała być zawsze rozmowa o nich. I rozmowa jest ok, ale dopiero, gdy emocje miną. W czasie furii słowa nie docierają. Kiedy robi coś na złość nam lub demonstruje swoje niezadowolenie np. poprzez rzucanie zabawek, najlepiej sprawdza się tu wysłanie, dosłownie na chwilę, do drugiego pokoju. Oczywiście po kilkukrotnym słownym upominaniu, które nie przyniosło skutku. Po chwili przychodzi, przytula nas na przeproszenie i bawi się dalej, już spokojnie.

W mojej wizji macierzyństwa miałam mieć dużo czasu i wymyślać setki kreatywnych zabaw oraz robić do nich pomoce. I co? I poszłam do pracy zanim Jagoda skończyła osiem miesięcy, a na te kreatywne zabawy coraz częściej brak czasu, o pomocach, czy dekoracjach nie wspominając.

Osoby bezdzietne chętnie udzielają rad dotyczących wychowania. I burzą się na słowa "nie masz dzieci, więc nie masz o tym pojęcia", "porozmawiamy, jak sama będziesz miała dziecko". Sama chętnie udzielałam dobrych rad, bo przecież byłam nianią. Ale wtedy wracałam wieczorem do domu i miałam czas dla siebie. Nawet kiedy dziecko było wyjątkowo marudne, wiedziałam, że ten dzień się skończy, a ja zastanę w domu ciszę i święty spokój. Łatwo dawać rady kiedy to nie my nie przesypiamy nocy, jemy w pośpiechu i nawet do toalety idziemy w asyście dziecka. Mamy posiadające dwójkę dzieci często mówią do mam jedynaków "zobaczysz jak urodzisz kolejne" i też mają rację! Dopiero znalezienie się w jakieś sytuacji udowodni nam, jak będzie. Bo plany w pewnych kwestiach to tylko plany. Charakter i temperament naszego dziecka skutecznie je zweryfikuje.

A czy coś się nie zmieniło w moim podejściu do wychowania? Bardzo wiele rzeczy, na szczęście tych dla mnie priorytetowych. Nie ma w naszym domu przemocy ani fizycznej, ani psychicznej, co oznacza, że nie ma nawet małych klapsów. W wychowaniu kieruję się intuicją i radością mojego dziecka, a nie wzajemnie wykluczającymi się radami z książek. Jagoda jest dla mnie numerem jeden i to do niej dostosowuje swoje plany, a nie odwrotnie. Nadal stawiam na bliskość, wspólne spędzanie czasu i szczerość (wpis o tym, jak ważne jest mówienie prawdy tu).

1 komentarz:

  1. Na pewno takie doświadczenie zmienia perspektywę :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...