wtorek, 17 czerwca 2014

Dzień z życia mamy a idealne macierzyństwo

Post miał być wczoraj, ale wieczorem sił zabrakło. Bo nasz wczorajszy dzień wyglądał tak..

Pobudki co kilka minut od północy do drugiej. Później sen do 6 rano. Dla mnie jedyny sen. Nakarmienie, a później marudzenie Jagody. Bieganie co chwilę do łóżeczka skończyło się zabraniem do łóżka. Półgodzinna drzemka Jagody - zdążyłam wstawić pranie. Dalsza część marudzenia. Rehabilitacja. Rozwieszenie prania. Spacer. Marudzenie. Obsikanie wszystkiego podczas zmieniania pieluchy. Po wzięciu na ręce w celu zmiany podkładu zrobienie kupy na mnie, na siebie, na podłogę, na ubranka. Spacer i krzyczenie w niebogłosy. Znów wyszłam na złą matkę. Prasowanie. Jedzonko z marudzeniem i kolejny spacer z częstymi pobudkami i płaczem. Kąpiel i zasypianie na szczęście bez większych problemów.

Tak nam mija dzień za dniem (oczywiście nie codziennie zostaje obsrana z góry do dołu). I czasem myślę sobie, że przecież to nie tak miało być! Nie to widziałam w telewizji, nie o tym czytałam w książkach, nawet nie o tym uczyłam się na studiach. Przecież dziecko miało spać, jeść, a kiedy tego nie robi śmiać się radośnie. Spacery miały być bajką. Wspólnie spędzany czas idyllą, w czasie której przytulamy się, uśmiechamy i razem oglądamy książeczki.. W upalne dni miałyśmy rozkładać koc w parku i znów się śmiać. Nie było mowy o płaczu!

Matki w amerykańskich filmach spotykają się z przyjaciółkami, a ich dzieci siedzą grzecznie w wózeczkach. Chodzą z nimi na jogę! Ja boję się z Jagodą wejść na szybkie zakupy do sklepu w obawie przed atakiem histerycznego płaczu.

Dlaczego wizja macierzyństwa tak bardzo odbiega od rzeczywistości? Dlaczego nic nas na nią nie przygotowuje? Ani media, ani rodzina, ani nawet szkoła rodzenia? Dlaczego kobiety boją się mówić, że nie jest tak idealnie? Dlaczego wchodząc na facebooka widzę zdjęcia uśmiechniętych dzieci koleżanek i posty, w których zachwycają się swoimi dziećmi? Czy nie można powiedzieć: kocham swoje dziecko, ale czasem mam dosyć?

19 komentarzy:

  1. Alleluja! Nareszcie ktoś napisał to co czuję 100% matek! Tak! Mam dwoje dzieci (2 i 5) i bardzo ich kocham ale tak mam dość i nie uważam, że jestem złą mama! Zła matka dla mnie krzywdzi swoje dziecko i nie zapewnia mu opieki. A ja nie jestem maszyną tylko człowiekiem. Czasem mam wrażenie, że o tym się zapomina. Gdy urodziłam pierwszą córkę wszyscy mówili "Ale musisz być szczęśliwa!" A ja nie byłam. Byłam mleczarnią, opiekunką, nocnym markiem, robotem kuchennym, żłobkiem, lekarzem i ogólnie wielofunkcyjnym robotem. Ale nikt nie widział we mnie kobiety. Tak każda z nas na pierwszym miejscu jest kobietą nie matką. Matką żadna z nas się nie rodzi. I uważam, że powinnyśmy głośno mówić o tym, że jest zle i kiepsko! Byłoby mniej rozczarowań, porzuconych dzieci i kobiety z depresją miałyby wsparcie. To temat rzeka ale masz absolutną rację! Pozdrawiam Judyta!

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj...to samo myślałam sobie po porodzie. Miało być tak pięknie...a tu nie dość, że depresja to jeszcze dziecko wcale nie okazało się takie idealne :) I nikt mnie cholera jasna przed tym nie ostrzegł. :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba po cichu większość z nas myśli podobnie..

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana ja miałam dokładnie takie same ,,pretensje" do koleżanek, które już mają starsze dzieciaki. Pytałam dlaczego nikt nic mi nie powiedział? Usłyszałam,że o takich rzeczach się nie mówi, bo i tak nie zrozumiesz jak nie masz dziecka a poza tym po co straszyć? W sumie to się z tym zgadzam. Nic by to nie zmieniło , i tak chciałabym dziecko i pewnie i tak było by mi ciężko. Jedyne co mnie wkurza to to że właśnie ludzie mówią tylko o tym co dobre,że na fcb właśnie same roześmiane pysie . Ale z drugiej strony Krzysiowa też taka była. Była potwornie zmęczona,a jednak baardzo szczęśliwa i nie miała potrzeby narzekać , więc może są i takie egzemplarze:)? A Ty jesteś bardzo dzielna, masz z Jagodą trudniej przez Jej problemy ze zdrowiem, a i tak sobie radzisz. A i pamiętaj,że z dnia na dzień będzie lepiej. U mnie po 4miesiącu było już z górki:) Teraz nawet myślę o drugim:) Tylko czasami jak sobie przypomnę te początki...Mariankowa z podaj dalej

    OdpowiedzUsuń
  5. mnie sie wydaje ze wierzenie telewizji i reklamom jest naiwne i glupie..kto w to wierzy? chyba oczywiste ze decydujac sie na dziecko 2 pierwsze lata to katastrofa pod kazdym wzgledem.. i cudowne bieganie z usmiechem w reklamie to bzdura..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chodzi mi tylko o reklamy, wiadomo, że im się nie wierzy. Chodzi mi o idealną wizję macierzyństwa pokazywaną nie tylko w mediach, ale także przez znajomych. Tylko jedna osoba powiedziała mi wprost: było przesrane.

      Usuń
  6. Mnie się wydaje, że znajomi mówią, że jest cudownie bo albo tak faktycznie jest (dzieci są różne moja pierwsza córka rozbójnik jakich mało- nieprzespane noce, choroby, koszmar a druga ideał- śpi, spokojna itp) albo po prostu boją się, że ktoś zarzuci im że są źli. Żadna znana mi mama nie przyznała się, że jest jej źle. A jedna mi nawet powiedziała, że poród to mistyczne cudowne przeżycie! Co za bzdura! Dla mnie to teksańska masakra piłą mechaniczną! I nic w tym mistycznego. A masz chociaż wsparcie w mężu? Jak on sobie z tym radzi? Bo najgorsze jeśli jeszcze mąż nie widzi problemu i nie ma w nim wsparcia. U mnie z tym właśnie różnie bywało. Jak u Ciebie? Judyta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, wydaje mi się, że to, że nie jest idealnie to coś, do czego broń boże nie można się przyznać. Jeśli to zrobisz jesteś złą matką. Nawet jeśli każda inna myśli dokładnie tak samo.
      Mąż ze wszystkim uważa, że nie ma problemu, że przesadzam, że wymyślam itd..

      Usuń
  7. Ja zawsze mówię, że jeśli ktoś chce mnie uważać za złą matkę to proszę bardzo. Są ludzie którzy lubią sobie podnieść samoocenę gnębiąc innych. Jeśli chce poczuć się lepiej bo powie, że jestem zła to ok. Ja o tym zapominam a ta osoba nich sobie siedzi i myśli. Co do męża..mój też był taki. Wszędzie ja widzę problem, inni sobie radzą, nie jesteś pierwszą matką, przesadzasz. Pracuję głównie w domu więc niestety na mnie spadają wszystkie obowiązki. Ale czasami muszę wyjść lub wyjechać. Kiedyś mój mąż stwierdził, że przesadzam. Musiałam wyjechać. Został z córką (wtedy jedną jeszcze) 4 miesięczną. Po powrocie zastałam pobojowisko. Pampersy wszędzie, syf, brud, masakra. I błagalny wzrok męża że nigdy więcej nie powie, że przesadzam albo że nic nie robię w domu. Od tej pory po prostu mi pomaga i wierzy. Może swojemu zrób taką szkołę? To pomaga:) A u mnie dziś dzień wyglądał następująco. Wstałam (mąż pojechał z rańca do firmy- tak to jest jak się ma własną działalność) mleko dla małej i śniadanie dla mnie i dla starszej. Po śniadaniu mycie obu. Chwila zabawy i sprzątanie. Usiłuję umyć włosy- myję je na raty bo obie czegoś chcą. Rozstrzygam spory wracam do mycia- młodsza chce siku. Od razu przebieranie bo niewytrzymała (włosy sterczą idiotycznie). Kończę myć włosy, szybki makijaż, ubieramy się na spacer. Też na raty. Gonię obie po domu. Młodsza nie chce się ubrać. W końcu po 40 minutach wychodzimy z domu. Nie mam juz ochoty na spacer. Humor wraca mi po chwili. Po powrocie obiad- w międzyczasie wyrywam kredki, przyprawy, talerze które dziewczyny notorycznie wyciągają gdy gotuję. Mąż wraca. Dziewczyny wiszą na nim więc mam chwilę spokoju. Po obiedzie zabawa- po niej sprzątanie, łagodzenie sporów, mycie, sikanie, przebieranie, czytanie. Każdej muszę poświęcić czas. Trochę ciastoliny druga maluje farbami. Sprzątanie. Wieczorna kąpiel, kolacja i spać. Tak to mniej więcej wygląda. Taki stan jak u Ciebie będzie utrzymywał się do roku. Później będzie bardziej kumata i pójdzie gdzie chce. Po drugim roku życia zaczynasz wracać do życia. A męża proponuję ustawić i pokazać mu, że to nie takie łatwe. Inaczej dojdzie do konfliktów wiem co mówię bo przez to przeszłam. A jak zdrowie malutkie? Wszystko już ok? Judyta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadal rehabilitujemy. Jagoda coraz bardziej się buntuje przy ćwiczeniach. A dziś przechodziła sama siebie z ulewaniem. Tracę już nadzieję, że to minie.. :/
      Męża chciałam tak ustawić. Nie żeby wyjechać, bo na to bym się nie odważyła, ale chociaż zostawić go na kilka godzin. Ale jakoś nie umiem tego zrobić Jagodzi. Jak wychodzę się wykąpać to zawsze jak wracam siedzą albo przed telewizorem albo przed komputerem :/ Nie umie jej ogarnąć przez pół godziny, a co dopiero dłuższy czas..
      Przy dwójce to widzę, że dopiero jest zadyma!

      Usuń
  8. A to bym uprowadziła Twojemu mężowi pilota do tv i zabrała komputer. Czasem myślę, że faceci nie zdają sobie sprawy z tego jaką krzywdę robią dzieciom. Nie mówię o bajce przed snem itp. Ale o oglądaniu telewizji z niemowlakiem. Mąż mojej przyjaciółki też oglądał z synkiem ciągle telewizor i dziecko w nocy często się budziło. Bardzo przeżywał wszystko co widział. I musieli zrobić normalnie detoks od tv. A wtedy krzyki wrzaski itp. Wiem, że to najłatwiej. Puścić bajkę ale chyba tym Twoim mężem trzeba by było mocno potrząsnąć! Mąż mojej koleżanki w dodatku zdziecinniał i nie miała w nim oparcia. Wybacz, że tak piszę nie znam Was ale wydaje mi się, że faceci czasami nie mają mózgów. Judyta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faceci.. Temat rzeka. Ja już do swojego męża dawno straciłam siły..

      Usuń
  9. Pewnie zostanę skrytykowana ale co tam... Ja mam takie wrażenie, że od początku jesteś Jagodą "rozczarowana". Widzę wyraźne, że matki dzielą się na te co właśnie, nie są do końca zadowolone, nie tak to sobie wyobrażały i na takie, które po prostu są zwyczajnie zadowolone. Zdradzę Ci tą tajemnicę, czemu część mam nie opowiedziała Ci "jak to jest na prawdę".
    Nie dla tego, że one nie doświadczają trudności, nie i nie dla tego, że czasem nie wystawiłyby swojego dziecka na balkon, nie zamknęłyby go bez wyrzutów sumienia. Chodzi o to, że one pomimo tego widzą więcej radości z macierzyństwa. Nie ma mam, które nie dostają w kość. Ale są mamy, których ciepłe nastawienie i świadomość, że każdy zły stan przemija daje im siłę i one nie kłamią chodząc uśmiechnięte ze swoimi dziećmi na rękach. One nie zależnie od proporcji gorszych dni do lepszych widzą więcej tych lepszych i już.

    Przykro mi było gdy rozpisywałaś się jaka to Jagoda jest "chora". Ona jak wiele, wiele pierworodnych dzieci miała problemy ze stawami i jaka wiele dzieciaków wykazywała opóźnienie w rozwoju, które da się nadrobić. A co powiesz na mamy, którym rdzą się dzieci z zespołem downa? Wiesz, że one też swoje dzieci rehabilituję? Wiesz, że ich rehabilitacja często przynosi skutki tylko do pewnego momentu bo dzieci są obciążone wadą genetyczną. Potrafisz sobie wyobrazić co znaczy jak twoje nowo narodzone dziecko ma wadę serca? I do tego trzeba je operować natychmiast?
    Piszesz tak dużo o ulewaniu, uwierz mi, że wiele mam ma z tym problem ale uwierz mi też, że mają dużo poważniejsze problemy na tym etapie również. Ciesz się, że masz ZDROWE dziecko! Ile postów napisałaś o pięknym macierzyństwie? W ilu przebija radość z bycia mamą? Czy u CIebie tego na prawdę nie ma, czy po prostu tego nie dostrzegasz?

    Zauważyłam też inną rzecz, częściej matki te niezadowolone mają "trudne związki", niesatysfakcjonujące i z kłopotami z komunikacją z partnerem. Szkoda, że do swojego męża straciłaś już siły, nawet jeśli to trochę w przenośni. Jeśli na prawdę nie jesteście w stanie się dogadać, żeby nie brał dziecka przed telewizor to macie duże kłopoty w komunikacji. Jednak szanujący się partnerzy rozmawiają i to rozmawiają do skutku tak, żeby ich oczekiwania mogły być spełnione bo jak inaczej być zadowolonym.

    Ja osobiście proponuję przed snem wymieniać rzeczy z których się było zadowlolonym i za nie podziękować, niech to będzie uśmiech dziecka, to, że ładnie wyglądałaś w danym dniu, że wyszedł CI pyszny obiad. I rzeczy za które jesteś wdzięczna partnerowi. Może to doda CI siły do kolejnych rozmów z mężem, do pozytywnego spojrzenia na macierzyństwo.

    Chyba, że ten blog w założeniu miał być taki "ponury" - nie którzy takie lubią to ja się nie wtrącam, kwesta gustu. Ponarzekać jest dobrze, wiem to z doświadczenia ale odnoszę wrażenie, że za dużo też może wyrządzić krzywdę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale to wracamy do punktu wyjścia. Ponarzekaj a zostaniesz skrytykowana. Nie wiem może czytam inny blog ale nie wychwyciłam momentu że Jagodowa Mama (wybacz nie wiem jak masz na imię) jest Jagodą rozczarowana. To że pisze, że jej ciężko to jest zupełnie normalne a przytaczanie tutaj problemów typu zespół Downa nie wiem czy jest adekwatne. Oczywistym jest że tego typu problemy są problemami trudnymi. Ale czy to znaczy że inne "problemy" nie istnieją? Dla jednych upośledzenie dziecka jest problemem (i to problem realny) a dla innych problemem są własne emocje i nawet najmniejsze problemy urastają do rangi wielkich. I wracamy do początku czyli..powiesz, że jest źle to Ci napiszą że się niewystarczająco cieszysz albo że z bloga bije biadolenie. Napiszesz, że nie masz sił do męża to Ci zaraz napiszą że nie możesz się dogadać z mężem i zaraz najlepiej wmówią trudności małżeńskie. Ja lubię ten blog bo właśnie nie ma obłudy typu "Jest cudownie, pięknie a płaczę po nocach". Zgadzam się każdej mamie jest ciężko, każda dostaje w kość ale każda ma chwile zwątpienia i nie wierzę że są takie które mają idealnie. Jedne o tym mówią inne nie. Ta wypowiedz jest dla mnie dziwna i taka w złożeniu właśnie na zasadzie "Broń Boże nie mów, że jest Ci zle bo jesteś złą matką". Sorry ale tak to widzę..

    OdpowiedzUsuń
  11. a ja cenię sobie ten blog za to że jagomama pisze jak jest bez sciemy i oby tak dalej..porusza problemy codzienne i zwykłe i ma odawge napisac ze z dzieckiem jest róznie i że mąz czasem ja wkurza bo takie jest życie

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie jestem Jagodą rozczarowana! Broń Boże! Codziennie patrzę na nią jak na cud. I pomimo, że jest na świecie już prawie 5 miesięcy, nadal zastanawiam się, jak to możliwe, że powstała ze mnie i z Macieja, w zasadzie z niczego (oczywiście wiem, jak to działa;), ale i tak nie przestaje mnie to zadziwiać).

    Z problemami jest tak, że innym wydają się banalne, a dla nas są ogromne. Jestem niezmiernie wdzięczna Bogu, że Jagoda nie ma wady serca, czy zespołu Downa. Takie dzieci są w moim otoczeniu. Moja najlepsza przyjaciółka ma córeczkę z HLHS i zawsze kiedy coś na nas spadało zastanawiałam się, jak dała radę. Stawiałam ją sobie za wzór. Ale ona równie jak ja martwiła się problemami Jagody i nigdy ich nie zbagatelizowała. Problemy są różne.

    Wiecie co jest najgorsze? To, gdy przez całą ciąże słyszy się, że wszystko jest w porządku, że dziecko jest na 100% zdrowe. Oczywiście to cudowne wieści. Uczulona na wady serca zainwestowałam nawet w specjalistyczne usg, by to wykluczyć. I tak słyszałam na każdej wizycie, że wszystko jest dobrze. A później wiadomości spadały na nas jak grom z jasnego nieba. Stopy końsko-szpotawe, asymetria bioder. Pierwszy ortopeda powiedział nam, że dziecko nigdy nie będzie w 100% sprawne i musimy wybrać co będziemy leczyć. Chciał ją najpierw wsadzić w szelki na kilka tygodni, a później w gipsy na kolejne kilka. To usłyszałam w dniu, w którym skończyła 2 tygodnie! Nie jest chyba dziwnym, że w takiej chwili, kiedy hormony jeszcze buzują, dziecko jest maleńkie, a my mamy głowę pełną planów na przyszłość, załamujemy się słysząc coś takiego. Ale walczymy z tym. W dniu ukończenia 3 miesięcy usłyszeliśmy, że bez rehabilitacji być może Jagoda nigdy nie zaczęłaby siadać. I to też był dla mnie powód do załamania. Ale o Jagodę i jej zdrowie walczę i nigdy nie przestanę.

    Być może trochę biadolę. I trochę inaczej sobie to wyobrażałam. Ale kocham Jagodę najbardziej na świecie :) Choć czasem mam dość ;)

    A szczerze i bez słodzenia pozostanie! Bo macierzyństwo ma różne kolory..

    OdpowiedzUsuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  14. Chodzi mi o to, że to nie obłuda, że raz jest lepiej a raz gorzej i nie o to mi chodzi, że nie można napisać, że mąż wkurza bo niech podniesie rękę kobieta, której nigdy nie wkurza? Mi bardziej chodzi o całościowy wydźwięk. Nie napisałam, że macierzyństwo to bajka ani też, że jagodowa mama nie pisze "jak jest" bo owszem pisze. Bardziej mi chodzi o to na czym się skupiamy, czemu w większości poświęcamy uwagę. Oczywiście, że nie ma mam, które mają idealnie i tak właśnie napisałam i nawet napisałam, że warto czasem ponarzekać. Mnie o coś innego chodziło. Może nie umiem tego przekazać. "Broń Boże nie mówi że, jest Ci źle bo jesteś złą matką" tak też nie uważam, uważam za to, że koncentrując się w zbyt dużej mierze na negatywach, trudnościach może się okazać, że taka mama sama wpędzi siebie w poczucie pewnego rodzaju bezradności i smutku. ALE to jest moje zdanie, fajnie, że blog do Was przemawia i sprawia Wam radość czytanie go :) O to chodzi, żeby każdy znalazł coś dla siebie. Pozwoliłam sobie zamieścić moje zdanie, zamierzam też szanować zdanie innych i ich odczucia w tym temacie. To takie moje osobiste przemyślenia po prostu :) Dla każdej mamy jej problemy i problemy dziecka są największe na świecie i tak ma być. Pamiętajmy równocześnie, żeby nie tracić z oczu tego co dostaliśmy, że nasze dzieci jednak są zdrowe. To moja opinia. Też uważam, że przejmowanie się w za dużej mierze i na wyrost nikomu nie służy-choć dla każdego na wyrost będzie znaczyło coś innego. Z drugiej strony rozumiem, że ten blog ma mieć właśnie taki wydźwięk " macierzyństwo bez ściemy"- czyli trochę o tym jak jest pod górkę. Może ja jestem po prostu taką osobą, że momentami czuje faktycznie pod górkę ale czuję tez jak jest z górki i jestem zadowolona bardzo z mojego życia. Problemy są mi nie obce ale prawdopodobnie inaczej sama przeżywam je stąd mój komentarz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ja pesymistka jestem ;) I pewnie stąd taki wydźwięk bloga, choć nie taki był zamiar.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...