poniedziałek, 27 lipca 2015

Czy Ty także zgubiłeś szczęście?

Szczęście. Stan, do którego dążymy. Czy da się jednak być permanentnie szczęśliwym? Już dawno zrozumiałam, że nie. Szczęśliwym się bywa.




Bywam szczęśliwa. Tyle, że za mało jest tych chwil. Zgubiłam je gdzieś pomiędzy pracą, codziennymi obowiązkami, a chęcią bycia super mamą. Chęcią. Bo ciągłe wyrzuty sumienia, że wspólnego czasu jest zbyt mało, sprawiły, że pogrążałam się coraz bardziej w swoim pesymizmie. Ostatnio znów te szczęście znalazłam - podczas mojego dwutygodniowego urlopu, który dzisiaj się kończy..

Nie chodzi o to, że nie lubię swojej pracy, bo lubię. Kocham moje przedszkolne dzieci i już za nimi tęsknię. Nawet kiedy nie jestem w pracy myślę o nich, o tym, co robią, czy są zdrowe, czy nic przykrego ich nie spotkało. Ale jest to praca, w której muszę dać z siebie maks. Rodzice moich przedszkolaków często mnie pytają, czy nie mam dość. W pracy 30 małych dzieci i ciągły hałas, a po powrocie do domu znów małe dziecko i znów hałas. Pewnie, że po takim dniu pada się już tylko na twarz. A jeszcze przecież tyle rzeczy do zrobienia.. Mąż w delegacji, musimy sobie radzić same (dziękuję moim rodzicom za pomoc każdego dnia!). W drodze od dziadków do domu załatwiamy zakupy, po to, żeby zaraz biec na plac zabaw i siedzieć tam do wieczora. Sprzątam dopiero w nocy. Wtedy też przygotowuję się do zajęć, tworzę dekoracje do przedszkola i sto tysięcy innych rzeczy, które muszę do niego zrobić. Wtedy też zazwyczaj piszę posty, dlatego wybaczcie, że jest ich tak mało. A że jestem perfekcjonistką to wszystko musi być zrobione na najwyższym poziomie. Czasem po prostu muszę zamknąć oczy i udawać, że bałaganu nie ma ;) Nadchodzi weekend. Czas odpoczynku. Ale dla mnie to czas nadrabiania zaległości z całego tygodnia. I nawet jeśli w ciągu dnia spędzam, wydawałoby się, beztroski czas z Jagodą, to cały czas w głowie krążą myśli o tym, co jeszcze muszę wieczorem zrobić. W takim natłoku myśli i obowiązków łatwo zgubić szczęście.

A teraz je odnalazłam. W ciągu tych dwóch tygodni spędzonych w całości z Jagodą zrozumiałam, że tego właśnie chcę i potrzebuję. Spokojnych poranków bez pośpiechu, kiedy mamy czas we dwie zjeść razem śniadanie. Spacerów i zabaw w piaskownicy. Jej śmiechu. Wiecie ile razy zaskoczyła mnie czymś w czasie urlopu? Dziesiątki razy mnie zaskakiwała. Drobnymi rzeczami, na które teraz miałam czas zwrócić uwagę. Bo po prostu byłam.

Marzenia marzeniami, a życie życiem. Mówią, że pieniądze szczęścia nie dają, ale każdy komu się nie przelewa, powie, że to nieprawda. Pracować trzeba, żeby powiązać koniec z końcem. Móc pojechać na wakacje, czy kupić coś ekstra małej. Wiem, że i tak mam super sytuację, bo Jagoda zostaje z moją mamą i ani przez chwilę nie muszę się martwić, czy ma dobrą opiekę. To bardzo dużo. Ale kiedy jest się dla własnego dziecka numerem dwa, bo najważniejsza jest "baba" to często mam ochotę albo płakać albo rzucić wszystko w ch i być tylko z nią.


Kiedyś koleżanka, matka dwójki dzieci, która z pierwszym była w domu przez 4 lata, a z drugim przez 3 miesiące, powiedziała mi: "Idź do pracy i nie patrz na dziecko. Dzieci są niewdzięczne. To, czy jesteś z nim w domu, czy nie, nic nie zmieni". Gdy mnie ktoś pyta o radę, czy wracać do pracy, czy zostać w domu z maluszkiem odpowiadam: "Jeśli finansowo możesz sobie pozwolić na zostanie w domu - zostań. Do pracy możesz pójść zawsze, a te chwile już nie wrócą".
PS. Ta koleżanka, kiedy jej synek skończył 2,5 roku zostawiła pracę, by jednak być z nim w domu.

Wiem, że nie tylko ja zgubiłam szczęście. Nie tylko matki gubią szczęście. Szczęście może zgubić każdy. Zazwyczaj zmuszając się do robienia czegoś, czego się nie lubi. Skupiając się tylko na obowiązkach, a nie dbając o przyjemności. Zapędzając się w róg złych wyborów. Nie zawsze można to zmienić. Nie można od tak rzucić wszystkiego i oddać się tylko temu, co nas uszczęśliwia (czasem można, trzeba jedynie odważyć się i zaryzykować ;)). Ale zawsze warto, kiedy czujemy, że nie jest nam dobrze, tam gdzie jesteśmy, zatrzymać się i zastanowić, co mogę zrobić, żeby było lepiej. Co jest ważne, ale co jest najważniejsze.





8 komentarzy:

  1. Czytam i wydaje mi się jakbym czytała o sobie... Naprawdę jest tak, że przez wiele domowych spraw można gdzieś zagubić te najważniejsze chwile, które dają najwięcej szczęścia... Niestety tak wygląda życie :/ Mało kto może sobie pozwolić na robienie tylko tego co w danej chwili przynosi mu szczęście. Ty masz o tyle fajną sytuację, że lubisz swoją pracę. Na szczęście w najbliższym czasie i ja będę spędzać czas tak jak najbardziej lubię :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Popieram! jesli jest możliwośc finansowa do pozostania w domu z dzieckiem - zostajesz! Żadna bacia czy najlepsza opiekunka nie zastapi dziecku matki, ale i matce nikt nie odda straconych chwil :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to my matki bardziej przeżywamy te stracone chwile. Bo po Jagodzi widzę, że jest z babcią bardzo szczęśliwa i w sumie tylko dzięki temu jestem spokojna i mam siłę trwać w tej sytuacji.

      Usuń
  3. I ja popieram, gdybym mogła zostać z dzieckiem w domu po urlopie macierzyńskim, nie wahałabym się ani sekundy. Mam jeszcze pół roku wolnego, ale już teraz przeraża mnie myśl powrotu do pracy i rozstania z córką na tak długo (może to poniekąd przez to, że im dłużej mam wolne, tym dobitniej uświadamiam sobie jak bardzo nie lubię mojej pracy). A tekst koleżanki, że "dzieci są niewdzięczne" powalił mnie na kolana, bo przecież nie po to rodzimy dzieci, żeby były nam za coś wdzięczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do dobrego człowiek szybko się przyzwyczaja. Mi nawet 2-tygodniowy urlop pokazał, jak bardzo chciałabym być z Jagodą w domu.
      Co do koleżanki. To była dłuższa rozmowa. Generalnie chodziło jej o to, że dziecko nic nie zyska, bo w przedszkolu nauczy się tyle samo lub więcej. Nie będziemy mieć też z nim lepszej więzi itd. Rozmowa miała miejsce 2 lata temu, ale dokładnie pamiętam właśnie słowo "niewdzięczność".

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...