Pamiętam pierwszy spacer. Jeszcze domu nie zdążyłyśmy opuścić, a Jagoda już zasnęła. Przespała całą drogę, wniesienie do domu i jeszcze pół godziny w pokoju. Kolejne były podobne. Aż nagle wszystko zaczęło się zmieniać. Z dnia na dzień jest coraz gorzej.
Pędzę z wózkiem, jedną ręką pchając, drugą wkładając smoczek. Powinnam mieć jeszcze trzecią do zabawiania grzechotką i czwartą do naciągania wciąż rozkopywanego kocyka. Nic nie działa. Dziecko płacze jakby je przypalali. Spojrzenia przechodniów mówią dosadnie za jaką matkę mnie mają. Najgorsze są oczywiście spojrzenia innych matek. Znacie to? Pewnie każdej z Was choć raz zdarzył się spacer, w czasie którego, chciałyście się zapaść pod ziemię albo chociaż znaleźć na odludziu.
Jagoda już w szpitalu otrzymała miano najgłośniejszego dziecka i z dumą dba, by tytułu tego nie stracić, a że głos ma donośny, a temperament dość nerwowy, wychodzi jej to świetnie. Płacz na spacerach zdarza się kiedy jest zmęczona i nie może zasnąć. Oraz natychmiast kiedy się obudzi.
Co zrobić w takiej sytuacji? Wypróbowałam kilka możliwości.
1. Uciekać do domu. Jak najszybciej udać się w stronę domu. Tam już dziecko jakoś się udobrucha. Po drodze starać się jak najbardziej minimalizować płacz. Gorzej jak do domu daleko..
2. Wyjąć z wózka. Działa zawsze. Tylko dziecko, jak każdy, szybko przyzwyczai się do dobrego i czasem wózek może okazać się w ogóle niepotrzebny na spacerach, bo małego delikwenta będzie trzeba cały czas nosić. Staram się nie stosować. Ewentualnie w sytuacjach ekstremalnych.
3. Zatkać usta butelką. Zazwyczaj mamy przy sobie wodę do picia, zwłaszcza w czasie upałów. Sposób u nas skuteczny na chwilę. Ale przecież nie można całej drogi przechodzić podając dziecku butelkę.
4. Zabawiać. Śpiewam, wydaje dziwne dźwięki, wyciągam grzechotki i zabawki. U nas metoda mało skuteczna.
5. Zainteresować czymś. Podejście kogoś do wózka, podniesienie oparcia, danie czegoś "nowego" do ręki. Często się u nas sprawdza. Zwłaszcza spotkanie znajomych. Jagoda, bardzo towarzyska dziewczyna, zaraz przestaje płakać.
6. Zignorować i udawać, że nikt nie słyszy. Kiedy Jagoda zasypia, wiem, że jedynym sposobem przetrwania płaczu jest ciągłe wkładanie jej smoczka, podawanie przytulanki i po prostu dalsza droga przed siebie.
A Wy, drogie Mamy, macie jakieś sprawdzone sposoby, jak radzić sobie w sytuacji kiedy mały terrorysta krzyczy wniebogłosy?
sobota, 12 lipca 2014
środa, 2 lipca 2014
Rozszerzanie diety przy karmieniu piersią
Dwa dni temu Jagódka skończyła 5 miesięcy. Dziś pierwszy raz podałam jej marchewkę. Ale po kolei.
Krótko przed skończeniem przez Jagodę 4 miesiąca życia przyszedł do nas poradnik Bobovity. Program 5 kroków rozszerzania diety. Przeczytałam od deski do deski. Teoretycznie wszystko jasne, ale jak już wejść w szczegóły to nie do końca. Karmiąc mlekiem modyfikowanym nie ma żadnych wątpliwości. Wszystko rozpisane co do tygodnia. Ale przy dziecku karmionym piersią rozpoczynają się schody..
Według zaleceń dziecko karmione piersią powinno być na mleku matki do ukończenia 6 miesiąca życia. Ale można również rozszerzanie diety przyspieszyć. Od skończenia 4 miesiąca życia powinno jednak otrzymywać gluten w postaci kaszki dodawanej do posiłków. Jakich posiłków pytam? Przeczytałam poradnik jeszcze raz, w końcu napisałam do "eksperta" Bobovity, który przyznał mi rację. Podawanie glutenu kłóci się z ideą wyłącznego karmienia piersią przez pierwsze pół roku. Napisał mi, żebym podawała zupkę jarzynową (a gdzie wprowadzanie pojedynczo każdego z warzyw?) i do tego dodawała kaszkę lub ewentualnie kaszkę bezmleczną rozpuszczoną w niewielkiej ilości wody podawała na łyżeczce i później karmiła piersią. Oczywiście zdecydowałam się na opcję drugą. I tu kolejne schody, bo nigdzie nie mogłam znaleźć kaszki bezmlecznej. Jak to później przemyślałam to w sumie logiczne, że nie ma jej w sklepach, bo po co kupować osobno kaszkę i mleko modyfikowane, jak można mieć to w jednym opakowaniu. Ale że ja miałam robić ją na wodzie znów miałam problem. Zdecydowałam się więc na tradycyjną kaszkę mannę. Gotowałam pół łyżeczki w niewielkiej ilości wody, podawałam Jagodzie łyżeczką i karmiłam piersią.
Krótko przed skończeniem przez Jagodę 4 miesiąca życia przyszedł do nas poradnik Bobovity. Program 5 kroków rozszerzania diety. Przeczytałam od deski do deski. Teoretycznie wszystko jasne, ale jak już wejść w szczegóły to nie do końca. Karmiąc mlekiem modyfikowanym nie ma żadnych wątpliwości. Wszystko rozpisane co do tygodnia. Ale przy dziecku karmionym piersią rozpoczynają się schody..
Według zaleceń dziecko karmione piersią powinno być na mleku matki do ukończenia 6 miesiąca życia. Ale można również rozszerzanie diety przyspieszyć. Od skończenia 4 miesiąca życia powinno jednak otrzymywać gluten w postaci kaszki dodawanej do posiłków. Jakich posiłków pytam? Przeczytałam poradnik jeszcze raz, w końcu napisałam do "eksperta" Bobovity, który przyznał mi rację. Podawanie glutenu kłóci się z ideą wyłącznego karmienia piersią przez pierwsze pół roku. Napisał mi, żebym podawała zupkę jarzynową (a gdzie wprowadzanie pojedynczo każdego z warzyw?) i do tego dodawała kaszkę lub ewentualnie kaszkę bezmleczną rozpuszczoną w niewielkiej ilości wody podawała na łyżeczce i później karmiła piersią. Oczywiście zdecydowałam się na opcję drugą. I tu kolejne schody, bo nigdzie nie mogłam znaleźć kaszki bezmlecznej. Jak to później przemyślałam to w sumie logiczne, że nie ma jej w sklepach, bo po co kupować osobno kaszkę i mleko modyfikowane, jak można mieć to w jednym opakowaniu. Ale że ja miałam robić ją na wodzie znów miałam problem. Zdecydowałam się więc na tradycyjną kaszkę mannę. Gotowałam pół łyżeczki w niewielkiej ilości wody, podawałam Jagodzie łyżeczką i karmiłam piersią.
Jagoda jedząca kaszkę
Dalej nie rozszerzając diety zaczęłam dawać Jagodzie marchewkę i jabłuszko "do polizania". Tylko po to, żeby poznawała ich smak. Oczywiście była zachwycona :)
"Liżąca" marchewkę Jagoda
W międzyczasie nasilała się chęć Jagody do "normalnego" jedzenia. Niemal chciała nam je ściągać z talerzy. Po wczorajszej konsultacji z pediatrą dziś podałam jej pierwszą marchewkę. Oczywiście mój mały Jadek był zachwycony :)
Nasza pierwsza marcheweczka
Teraz powoli będziemy dalej eksperymentować z warzywkami, później owocami i kaszkami. Nie chcę się jednak spieszyć. Wiem, że mamy na to czas. Powiem jednak szczerze, że jako osoba karmiąca piersią czułam się nieco pominięta we wszelkich poradnikach. Niby jest to forma promowana, ale wszystkie wzorce przygotowane są szczegółowo pod dzieci na mleku modyfikowanym i z moich rozmów z mamami wynika, że to nie tylko moje odczucie. Kolejny dylemat - jak zacząć podawać dziecku inne posiłki niż mleko dopiero gdy skończy pół roku skoro wtedy należy już dziecku podawać mięso? A kiedy wtedy podać to, co powinno być po drodze? Nie chciałam jednak robić wszystkiego w pośpiechu i zacząć dawać Jagodzie inne posiłki zaraz w dniu, w którym skończyła 4 miesiące, bo chyba nie bez powodu zaleca się karmić piersią do szóstego.
Wiele jest dylematów w życiu matki. Zwłaszcza, gdy zostaje się nią po raz pierwszy. Zewsząd zasypują nas sprzeczne informacje. Podejmujemy decyzję odnośnie szczepień, sposobu żywienia dziecka. Wszystko to może zarzutować na jego późniejszym życiu. Staram się przemyśleć dobrze każdą decyzję. Pewnie analizuję wręcz do przesady. Wy także? ;)
PS. Dziś mamy pierwsze Jagodowe imieninki :)
sobota, 28 czerwca 2014
Kiedy uciekł nam ten czas?
W czasie spacerów z dzieckiem, które jeszcze nie mówi, nie ucieka z wózka i większość czasu przesypia (choć by zasnęło trzeba już się ostro natrudzić, a budzi je każdy dźwięk), ma się dużo czasu na rozmyślania.
Skierowałyśmy się wczoraj do parku. Często to robimy jeśli pogoda pozwala (bo jak upał to droga do parku bez cienia, jak deszczowo to za daleko, żeby uciec przed ulewą do domu, a jak wietrznie to ciągnie mocno od jeziora). W parku po zakończeniu roku pełno roześmianej, zaczynające wakacje młodzieży. Idę tak sobie i myślę kiedy minął ten czas. Bo pamiętam jak dziś czasy, gdy po zakończeniu roku, też grupą większą lub mniejszą kierowaliśmy się do parku. Czasem zaszywaliśmy się gdzieś w głębi, czasem rozkładaliśmy na pomoście w promieniach słońca. Zawsze razem. Z głowami pełnymi ideałów i planów na przyszłość.
Mijam teraz taką samą młodzież. Mijam ją co dnia. Zakochane pary gimnazjalistów, wracających ze szkoły licealistów, plotkujące na murku koleżanki, pędzących na rowerach chłopaków. Wydają mi się zupełnie inni niż ja. Czasem patrzę z pobłażaniem na ich sprzeczki, czy objęcia. I wiecie? Czuję się stara. Czuję, że dla nich jestem stara, kiedy tak przemykam z wózkiem obok nich. Mam wrażenie, że patrzą na mnie, jak na kogoś z innego świata. A przecież niedawno byłam taka jak oni..
Zerkam na moją córkę śpiącą w wózku. I przypominam sobie, że już wtedy była moim największym marzeniem :)
Skierowałyśmy się wczoraj do parku. Często to robimy jeśli pogoda pozwala (bo jak upał to droga do parku bez cienia, jak deszczowo to za daleko, żeby uciec przed ulewą do domu, a jak wietrznie to ciągnie mocno od jeziora). W parku po zakończeniu roku pełno roześmianej, zaczynające wakacje młodzieży. Idę tak sobie i myślę kiedy minął ten czas. Bo pamiętam jak dziś czasy, gdy po zakończeniu roku, też grupą większą lub mniejszą kierowaliśmy się do parku. Czasem zaszywaliśmy się gdzieś w głębi, czasem rozkładaliśmy na pomoście w promieniach słońca. Zawsze razem. Z głowami pełnymi ideałów i planów na przyszłość.
Mijam teraz taką samą młodzież. Mijam ją co dnia. Zakochane pary gimnazjalistów, wracających ze szkoły licealistów, plotkujące na murku koleżanki, pędzących na rowerach chłopaków. Wydają mi się zupełnie inni niż ja. Czasem patrzę z pobłażaniem na ich sprzeczki, czy objęcia. I wiecie? Czuję się stara. Czuję, że dla nich jestem stara, kiedy tak przemykam z wózkiem obok nich. Mam wrażenie, że patrzą na mnie, jak na kogoś z innego świata. A przecież niedawno byłam taka jak oni..
Zerkam na moją córkę śpiącą w wózku. I przypominam sobie, że już wtedy była moim największym marzeniem :)
Jagodowa na facebooku
Drogie nasz czytelniczki. Od dziś zapraszamy Was także na facebooka. Zachęcamy do polubienia naszego profilu https://www.facebook.com/jagodowamama :)
czwartek, 26 czerwca 2014
Czas tylko dla rodziców
W sobotę miało miejsce nasze drugie wieczorne wspólne wyjście z domu. Mała została z moimi rodzicami, a więc 100% zaufania. Wiedziałam, że krzywda jej się nie stanie i rodzice wszystkiego dopilnują. Zostawiłam mleko, uszykowane ubranka do spania i wszelkie instrukcje. I pojechaliśmy na koncert Myslovitz. Swoją drogą smutny koncert - nie ma Myslovitz bez Artura Rojka. Jest tylko "Myslovitz".
Niby chcemy czasem gdzieś wyjść, niby przytłacza nas monotonia. A jednak co chwilę któreś z nas spoglądało na zegarek. "Chyba już ją wykąpali", "Myślisz, że bez problemu zjadła?", "Ciekawe, czy już śpi", "Tęsknię za Jagódkiem". Cieszyło mnie, że nie tylko ja jestem zbzikowana na jej punkcie, ale mąż także.
Kiedy wróciliśmy do domu mała słodko spała. Ponoć była nawet grzeczna (co wieczorami rzadko się zdarza) i wcale nie płakała.
Chcę czasu dla siebie, ale jednak tęsknię za moją Maludą. Nawet, gdy ktoś zabiera ją na spacer zastanawiam się, czy śpi, czy nie płacze. Kiedy długo ich nie ma, chodzę do okna i jej wypatruję. Jestem zbzikowaną matką. Wy także? ;)
Niby chcemy czasem gdzieś wyjść, niby przytłacza nas monotonia. A jednak co chwilę któreś z nas spoglądało na zegarek. "Chyba już ją wykąpali", "Myślisz, że bez problemu zjadła?", "Ciekawe, czy już śpi", "Tęsknię za Jagódkiem". Cieszyło mnie, że nie tylko ja jestem zbzikowana na jej punkcie, ale mąż także.
Kiedy wróciliśmy do domu mała słodko spała. Ponoć była nawet grzeczna (co wieczorami rzadko się zdarza) i wcale nie płakała.
Chcę czasu dla siebie, ale jednak tęsknię za moją Maludą. Nawet, gdy ktoś zabiera ją na spacer zastanawiam się, czy śpi, czy nie płacze. Kiedy długo ich nie ma, chodzę do okna i jej wypatruję. Jestem zbzikowaną matką. Wy także? ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






