http://jagodowamama.blogspot.com/search/label/Dzieckohttp://jagodowamama.blogspot.com/search/label/Mamahttp://jagodowamama.blogspot.com/search/label/Lifestylehttp://jagodowamama.blogspot.com/search/label/Wychowaniehttp://jagodowamama.blogspot.com/search/label/Zabawahttp://jagodowamama.blogspot.com/search/label/Rozw%C3%B3jhttp://jagodowamama.blogspot.com/search/label/Dom

czwartek, 21 sierpnia 2014

Co wolno dziewczynce, co chłopcu

Ostatnio jedna z czytelniczek zapytała mnie, czy wychowuję Jagodę zgodnie z filozofią gender, ponieważ często nazywam ją Jagodkiem. I nie. Jest to jedynie jedno ze zdrobnień, jakie wpadło mi do głowy. Ale pytanie stało się zaczątkiem tej notki.

Czytałam kiedyś książkę "Różowy mózg, niebieski mózg" (którą notabene polecam), w której autorka udowadnia, że różnice w budowie mózgu dziewczynek i chłopców są stosunkowo niewielkie. Dlaczego więc jedna z płci bardziej korzysta z jednej półkuli, a druga z przeciwnej? Dlaczego chłopcy są lepsi technicznie, a dziewczynki językowo? Autorka podaje szereg przykładów, jak my, jako rodzice, ale i społeczeństwo, wpływamy na te uwarunkowania. Jednym słowem zależy to głównie od wychowania i wpływu społecznego.

Dlaczego chłopcy są bardziej sprawni technicznie? Bo dostają klocki, narzędzia, zabawki wymagające logicznego myślenia i kombinowania. Dziewczynki bawiąc się lalkami wykształcają w sobie od małego instynkt macierzyński i empatię. Mówią. Rozmawiają z lalkami i za lalki. Ot dlaczego są bardziej rozwinięte językowo. Mało tego, umiejętności zdobywane w czasie zabawy przekładają się na całą edukację naszych dzieci. Przykładów różnic jest znacznie więcej. Możecie o nich poczytać w przytoczonej przeze mnie książce.

Choć daleko mi do nazwania się zwolenniczką filozofii gender, chciałabym, żeby to Jagoda wybrała, co rzeczywiście ją interesuje. Nie widzę więc powodu, żeby nie miała mieć samochodów, klocków, mieczy i co tam jeszcze jej się zamarzy. Nie uważam też, że nie powinna chodzić w niebieskich ubrankach. Dlaczego miałaby się bawić w dom zamiast w wyścigi samochodowe? Chcę, żeby moje dziecko mogło decydować, czym chce się bawić i żeby nie miała do wyboru tylko lalek, czy kucyków.

Myśląc o tym zauważyłam, że w kwestii wyboru zabawek to chłopcy są bardziej dyskryminowani. Dziewczynka z samochodzikiem, czy klockami jest ok. Może dziwnie spojrzelibyśmy na taką niosącą zabawkę-pistolet albo robota, ale widok ten raczej by nas nie zszokował. Ale chłopiec prowadzący wózek dla lalek? Oj, coś z nim musi być nie tak.. Ostatnio spotkałam takiego chłopca. On prowadził wózek swojej koleżanki, ona jechała na jego rowerku biegowym. Oboje przeszczęśliwi. Więc.. dlaczego nie?

Nie uważam, żeby płeć była wynikiem wyboru. Rodzimy się mężczyzną lub kobietą z jakiegoś powodu. Ale z drugiej strony nie uważam też, że powinniśmy się tą płcią tak ograniczać. Wybierajmy to, co nas interesuje, niezależnie, czy jest to hobby bardziej męskie, czy kobiece (dlaczego facet nie miałby robić na drutach?) i pozwólmy na to dzieciom. Może im to tylko wyjść na plus i spowodować, że w przyszłości będą bardziej wszechstronne, co będziemy mogli zobaczyć już na początkowych szczeblach ich edukacji.

Jagoda w iście dziewczyńskim wydaniu. Ale na co dzień biegamy w spodniach ;)

niedziela, 17 sierpnia 2014

Magia

Obiektywnie patrząc należę do matek średnio wyspanych. Jagoda nie budzi się co dwie godziny, ale nie przesypia też ciągiem kilku godzin. Ze smutkiem muszę stwierdzić, że im dalej tym gorzej. Mając jakieś dwa miesiące nie budziła się w nocy na jedzenie, teraz już to robi. Mało tego robi to coraz wcześniej. Kiedyś nocne pobudki prawie się nie zdarzały, teraz mamy takich kilka lub kilkanaście każdej nocy. To wszystko sprawia, że nie uważam siebie za osobę wyspaną. Dlatego gdy znów słyszę jej płacz proszę w myślach "Jagodzia, jeszcze chwilkę, jeszcze pół godzinki..". Podchodzę wtedy do łóżeczka, a ona uśmiecha się szeroko, najszerzej jak potrafi. Oczka jej błyszczą. Zaczyna z radości ruszać rączkami i nóżkami. I wiecie co? To jest dla mnie magia. Nasza prywatna magia o poranku. I choć nadal jestem śpiąca, choć nadal marzę tylko o ciepłym łóżku, nie sposób się nie uśmiechnąć na jej widok. Choć kawy nie piję myślę, że ta jagodowa radość dodaje znacznie więcej energii niż filiżanka kawy.

Ukochany widok - słodko śpiąca Jagódka :)

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Uwaga na lekarzy!

O tym, że dobry lekarz to skarb wiemy. Ale nieczęsto zastanawiamy się jaką krzywdę może wyrządzić zły lekarz..

Dokładnie w dniu ukończenia przez Jagodę 2 tygodni, pojechaliśmy z nią na wizytę do ortopedy pracującego przy szpitalu, w którym przyszła na świat. Wizyta została umówiona już w pierwszym dniu jej życia, kiedy to właśnie ten ortopeda zdiagnozował u niej stópkę końsko-szpotawą.

Pierwsza doba życia. Prawa stópka uznana za stopę końsko-szpotawą

Przerażona pytałam o tę stopę każdego pediatry, który oglądał Jagodę i każdy powtarzał to samo. Że to nic poważnego, że wystarczą ćwiczenia, żeby się nie martwić.

Nadszedł dzień wizyty. Oczywiście zdążyłam już poczytać o metodach leczenia, także wiedziałam już czego mogę się spodziewać, a po rozmowie z fizjoterapeutą, który pokazywał mi jak ćwiczyć z Jagodą (od 2 dnia życia była już rehabilitowana) wiedziałam także, że istnieją inne sposoby leczenia poza gipsami. Pan doktor spojrzał tylko szybko na stópki i stwierdził "musimy założyć gipsy. Będzie je nosić jakieś 6 tygodni, później natniemy ścięgno Achillesa i jeszcze kilka razy założymy gipsy". Gipsy te miały sięgać od czubków palców aż po pieluszkę! Pytałam dlaczego na obie stopy, skoro stwierdził w szpitalu, że z lewą jest wszystko dobrze. "Lewa też jest zła" - odpowiedział. Uznał, że skoro już jesteśmy zrobimy też usg bioderek, po którym zawyrokował "jest poważna dysplazja. Musimy jej założyć szelki ortopedyczne". Chciał obie rzeczy zakładać już, natychmiast, ale uznał, że jedno wyklucza drugie, więc może poczekamy jeszcze 2 tygodnie i przyjdziemy do niego na wizytę prywatną (!). Na wizytę się umówiłam, choć wiedziałam już, że na nią nie pojadę.. Oczywiście nie obyło się bez łez, już na korytarzu. Pan doktor nie omieszkał mnie bowiem nie poinformować, że będzie to oznaczało dla Jagody poważne problemy z chodzeniem, że nie będzie mogła uprawiać sportów i że nawet jeśli wyleczymy dysplazję to nigdy nie będzie w pełni sprawna.

Po chwilowym załamaniu przyszedł czas na walkę. Zaczęłam szukać najlepszych ortopedów dziecięcych. Znalazłam też takich specjalizujących się właśnie w stopach końsko-szpotawych. Mieliśmy wybrać się do profesora. I wtedy zobaczyłam zdjęcie innego ortopedy, z tej samej kliniki, również specjalisty od stóp końsko-szpotawych. Zobaczyłam to zdjęcie i poczułam nadzieję. Wiedziałam, że nam pomoże. Jako, że Jagoda taka malutka, pomimo dwumiesięcznych kolejek, przyjął nas już po kilku dniach.

"To nie jest stopa końsko-szpotawa" - powiedział ze swoim śmiesznym akcentem (jest Libijczykiem) i uśmiechnął się do nas. Nie dowierzałam. A on tłumaczył mi na czym polega różnica między stopą końsko-szpotawą, a zrotowaną (jaką miała Jagoda). Powiedział, że owszem, gips będzie konieczny, ale tylko do kolan. Dwa, trzy razy. I koniec! Przyszedł czas na usg bioderek. "Jest dysplazja, ale nie jest źle. Wystarczy szeroko pieluszkować". I znów niedowierzanie. Znów moje pytania, czy na pewno. "Na pewno" - znów się uśmiechał.

Jagoda wróciła do domu z gipsami na obu stópkach. Rodzina i przyjaciele nie wiedzieli jak zareagować. Pocieszali nas. Nie dowierzali, że taka maleńka istotka może mieć zagipsowane nogi. Ale ja byłam spokojna. Naprawdę krótkie gipsy i szerokie pieluszkowanie były niczym w porównaniu z tym, na co zdążyłam się już psychicznie przygotować przez pierwszego lekarza.

2-tygodniowa Jagódka już z gipsami

Niczym białe kozaczki. Ale wtedy do śmiechu nam nie było :(


Po tygodniu pojechaliśmy na zmianę opatrunków gipsowych. I kolejna dobra wiadomość. Kolejne gipsy nie będą na razie konieczne. Pan doktor pokazał mi jak ćwiczyć z Jagodą. Po dwóch tygodniach wyznaczył kolejną wizytę. I na każdej kolejnej okazywało się, że stópki nie wracają do początkowego położenia, że dysplazja bioder zmniejsza się.

Po co ten wpis? Trochę ku przestrodze, trochę by nie tracić nadziei, żeby walczyć i ufać sobie. Gdybyśmy nie zdecydowali się na dodatkową konsultację Jagodę czekałoby długie, kilkumiesięczne leczenie, które byłoby całkowicie zbędne. Mało tego, mogłoby jej zaszkodzić, a już na pewno znacznie opóźniłoby jej rozwój.

Usg bioderek jest często bagatelizowane. Ja również traktowałam je jako coś, co musimy "zaliczyć" w ogóle nie biorąc pod uwagę, że coś może być nie tak. Ale może! Dlatego warto nawet do tej pozornie błahej czynności również wybrać dobrego specjalistę, którego ocenie będziemy mogli zaufać. U nas problem został wyolbrzymiony, ale w klinice rozmawiałam z różnymi mamami, np. z mamą, u której córki nie stwierdzono dysplazji, ale ona czuła, że coś jest nie tak. Po dodatkowej konsultacji okazało się, że córka ma najgorszy stopień dysplazji. Ale zdążyło już minąć kilka cennych miesięcy, co znacznie wydłużyło i utrudniło leczenie.

Lekarze są lepsi i gorsi. Gdy chodzi o nasze dziecko nie warto polegać na jednej opinii. My bardzo szybko przekonaliśmy się, jak błędne one mogą być.

czwartek, 7 sierpnia 2014

O wybieraniu imion dla dzieci

Wybór imienia. Wydawać by się mogło, że to nic trudnego. Każdy ma jakieś preferencje i listę imion, która mu się zwyczajnie podoba. Ale. Nie jest to przecież decyzja błaha. Imię wybieramy na całe życie (pewnie wielu z Was nie wie, ale można je zmienić w czasie pół roku od nadania) i to nasze dziecko będzie się z dumą przedstawiać lub spuszczać głowę. U nas akurat decyzja nie była szczególnie ciężka, ale mam koleżanki, które bardzo długo nie mogły się na nic zdecydować, a im dłużej myślały nad imieniem idealnym, tym większy miały w głowie mętlik. Dlatego dziś trochę o wyborze imion.

Imię popularne, czy niszowe?
Wielu z nas przy wyborze imienia kieruje się jego popularnością. Duża część osób wybiera imiona, które aktualnie są "na topie". Inni chcą się od tego odciąć i nadać dziecku imię, które nie będzie się powtarzało w klasie kilkakrotnie.
W 2013 roku najczęściej nadawanymi imionami dla dziewczynek były: Lena, Julia, Zuzanna, Maja, Zofia, Amelia, Hanna, Aleksandra, Wiktoria i Natalia. Jeśli chodzi o imiona męskie najwięcej urodziło się Jakubów, Kacprów, Filipów, Szymonów, Janów, Antonich, Michałów, Wojciechów, Mateuszów i Bartoszów. https://www.msw.gov.pl/pl/aktualnosci/11689,Lena-i-Jakub-to-najpopularniejsze-imiona-mijajacego-roku.html

Imię pasujące do nazwiska
Bardzo często rodzice wybierając imię dbają o to, by pasowało ono do ich nazwiska. Pewne połączenia mogą brzmieć dziwnie lub śmiesznie. Niestety, w przypadku dziewczynek (rzadko chłopców) idealnie dopasowane do nazwiska imię będzie noszone tylko przez około 1/4 życia. Czy jest więc sens takiego dopasowywania? Uważam, że tak. Okres, w którym dziecko może być najbardziej szykanowane ze względu na swoje imię to czas szkolny.

Imię pasujące do imion rodzeństwa
Szczerze mówiąc nad tą kwestią nie zastanawiałam się aż do czasu, kiedy na profilu mojej koleżanki, wybuchła dyskusja na temat imienia dla drugiego dziecka. Część osób uważała, że jeśli starsze dziecko nosi imię ze szczytu listy popularności, to imię dla drugiego też powinno być z pierwszej dziesiątki. I z tym osobiście się nie zgadzam. Ale już z tym, że imiona powinny być podobnego pochodzenia, tak. Połączenia typu Ziemowit i Jessica (albo co gorsza Dżesika) albo Stanisław i Olivier mało do siebie pasują.

Pochodzenie imion
Wielu rodzicom zależy na tym, by imię miało konkretne pochodzenie, np. korzenie starosłowiańskie  (Ziemiowit, Dobrawa itp.), wschodnie (Igor, Natasza, Borys), amerykańskie (Kevin, Alan, Jessica), czy skandynawskie (Olaf, Dagmara). Do łask wracają imiona retro (naszych dziadków), takie jak Stanisław, Antonii, Franciszek, Stefania, Helena oraz imiona vintage (pokolenia naszych rodziców), jak Barbara, Krystyna, Jerzy, Ryszard..

Chwilowa moda, fascynacja
Niektórzy wybierają imiona pod wpływem chwili. Serialu, który akurat się ogląda, piosenkarza, którego się słucha. Stąd lata, w których popularne były imiona jak Britney, czy Pamela. Nadawania imion pod wpływem chwilowej mody na coś zazwyczaj najbardziej się żałuje. Serial odchodzi w zapomnienie, imię zostaje na zawsze.

Imiona, które kojarzą się nam z konkretnymi osobami
To chyba najczęstszy motyw wyboru imienia. Jakieś imię wpada nam do głowy i zaraz myślimy kogo o tym imieniu znamy, czy go lubimy czy nie, czy cechy osób o tym imieniu się pokrywają i czy nam one odpowiadają. Stąd też temat częstych żartów nauczycieli, którzy mówią, że ciężko im wybrać jakieś imię, bo każde kojarzy im się z jakimś uczniem :)

Znaczenia imion
Niektórzy wybierając imię dla dziecka zapoznają się dokładnie z jego opisem. Podobno imię predysponuje nas do posiadania pewnych cech charakteru, które są wspólne dla osób je noszących.

Zdrobnienia
Dla wielu osób ważne jest, żeby imię posiadało swoje zdrobnienie. Ciężko przecież 3-letnie dziecko nazywać tak samo jak 50-latka. Problemy pojawiają się przy imionach, które ciężko zdrobnić. Ale od czego jest kreatywność rodziców? :)

Jak my wybieraliśmy imię?
Skąd imię Jagoda? Wybór wcale nie był łatwy. O ile imię dla chłopca było ustalone jeszcze przed rozpoczęciem starań, o tyle w kwestii imienia dla dziewczynki nie było zgodności, a liczba pomysłów na nie wciąż rosła. Nie chciałam, żeby było to imię ze szczytu listy popularności (dlatego odrzuciłam Zofię, choć imię to marzyło mi się od lat, zanim jeszcze w ogóle stało się popularne), ale też nie chciałam, żeby było dziwaczne i rzadko spotykane. O imieniu Jagoda nie myślałam nigdy. Raz w drodze na uczelnię wpadło mi do głowy, sama nie wiem skąd. Podzieliłam się tą propozycją z mężem, później z rodzicami i siostrą. Imię wszystkim się spodobało i tak już zostało :)


A czym Wy kierowaliście się wybierając imiona dla swoich maluszków? Wybór był łatwy, czy zastanawialiście się godzinami nad najpiękniejszym imieniem?

I jeszcze na koniec tekst powtarzany zawsze przez mojego proboszcza. "Rodzice wybrali nam najpiękniejsze imiona". Jakiekolwiek by one nie były, dla nich były one najbardziej odpowiednie :)

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Wakacyjki

Wakacje mają to do siebie, że zawsze trwają za krótko. Nawet te z dzieckiem, choć bywały momenty, że żałowałam, że pojechaliśmy. Mimo to żal było wyjeżdżać. Jak zawsze.

Zauważyłam, że dzieci dzielą się na trzy grupy. Dzieci aniołki, które rodzice zabierali w spacerówkach, czy gondolach na plażę i kiedy my kolejny już raz kursowaliśmy na molo po obejściu połowy miejscowości, dzieci te nadal spały w swoich wózeczkach. I szczerze, dzieci takich spotykaliśmy najwięcej. Dzieci, jak Jagoda, które sporo marudziły, raczej nie chciały być na plaży, ale zdarzały się też z nimi chwile błogiego spokoju (nawet Jagoda raz przespała godzinę na plaży!). I ostatnia grupa, na szczęście najmniej liczna, płaczące niemal cały czas, których matki klnąc niekoniecznie pod nosem stawały na rzęsach, by uspokoić je choć na chwilę.

Nasze wakacje nie były plażingiem ani smażingiem. Robiliśmy dziennie mnóstwo kilometrów kursując uliczkami Niechorza, najchętniej tymi, znajdującymi się na uboczu i zacienionymi. Ale i tak uważam, że było warto. Czy odpoczęliśmy? Nie. Ale przecież w domu też byśmy nie odpoczęli ;)

A Jagoda? Geny ma zdecydowanie po nas. Na morze mogła patrzeć godzinami. Zachwycona była także piaskiem na plaży :)

Debiut w chustowaniu

Piaaasek :)

Ta mina!

Nad morzem, nad morzem fajnie jest :)
Jabłuszko na plaży

Z tatą :)

Jagodzia zaprzyjaźniła się z jeżykami na podwórku ;)

Taras widokowy Rewal
Tata-mors

Tak głównie spędzaliśmy czas - spacery

Widoki :)

Zachód słońca :)

Śmieszek ukochany :)

Wygłupy na kocyku

Zachód słońca - czas na zabawę

Razem :)

Selfi musi być :)

Pierwszy zachód słońca Jagody :)



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...