http://jagodowamama.blogspot.com/search/label/Dzieckohttp://jagodowamama.blogspot.com/search/label/Mamahttp://jagodowamama.blogspot.com/search/label/Lifestylehttp://jagodowamama.blogspot.com/search/label/Wychowaniehttp://jagodowamama.blogspot.com/search/label/Zabawahttp://jagodowamama.blogspot.com/search/label/Rozw%C3%B3jhttp://jagodowamama.blogspot.com/search/label/Dom

niedziela, 22 czerwca 2014

Rola ojca w życiu niemowlęcia

Mój mąż pracuje zazwyczaj 10 godzin dziennie. Czasem dłużej. Pracuje także w soboty. Około godziny zajmuje mu droga do i z pracy. Kolejną godzinę zjedzenie obiadu i kąpiel. Podsumowując nie ma go dla nas od 6 rano do 7 wieczorem. To ja chodzę z Jagodą na spacery, do lekarzy, ćwiczę z nią, karmię, przebieram.. Można by powiedzieć, że w życiu Jagódki prawie go nie ma. A jednak jest!

Jagodzie wystarczy jedno spojrzenie na tatę by się uśmiechnąć. Kilka śmiesznych min, by zacząć się śmiać. Jedno jego słowo by całkowicie rozpłynąć się w miłości do niego. I to jest właśnie rola taty w jej życiu. Te wygłupy i śmiechy. Ta radość :)




Tatusiowie! Najlepsze życzenia z okazji Waszego jutrzejszego święta :) Wy także jesteście ważni!


Zawsze będziecie ich pierwszą miłością ;)

wtorek, 17 czerwca 2014

Dzień z życia mamy a idealne macierzyństwo

Post miał być wczoraj, ale wieczorem sił zabrakło. Bo nasz wczorajszy dzień wyglądał tak..

Pobudki co kilka minut od północy do drugiej. Później sen do 6 rano. Dla mnie jedyny sen. Nakarmienie, a później marudzenie Jagody. Bieganie co chwilę do łóżeczka skończyło się zabraniem do łóżka. Półgodzinna drzemka Jagody - zdążyłam wstawić pranie. Dalsza część marudzenia. Rehabilitacja. Rozwieszenie prania. Spacer. Marudzenie. Obsikanie wszystkiego podczas zmieniania pieluchy. Po wzięciu na ręce w celu zmiany podkładu zrobienie kupy na mnie, na siebie, na podłogę, na ubranka. Spacer i krzyczenie w niebogłosy. Znów wyszłam na złą matkę. Prasowanie. Jedzonko z marudzeniem i kolejny spacer z częstymi pobudkami i płaczem. Kąpiel i zasypianie na szczęście bez większych problemów.

Tak nam mija dzień za dniem (oczywiście nie codziennie zostaje obsrana z góry do dołu). I czasem myślę sobie, że przecież to nie tak miało być! Nie to widziałam w telewizji, nie o tym czytałam w książkach, nawet nie o tym uczyłam się na studiach. Przecież dziecko miało spać, jeść, a kiedy tego nie robi śmiać się radośnie. Spacery miały być bajką. Wspólnie spędzany czas idyllą, w czasie której przytulamy się, uśmiechamy i razem oglądamy książeczki.. W upalne dni miałyśmy rozkładać koc w parku i znów się śmiać. Nie było mowy o płaczu!

Matki w amerykańskich filmach spotykają się z przyjaciółkami, a ich dzieci siedzą grzecznie w wózeczkach. Chodzą z nimi na jogę! Ja boję się z Jagodą wejść na szybkie zakupy do sklepu w obawie przed atakiem histerycznego płaczu.

Dlaczego wizja macierzyństwa tak bardzo odbiega od rzeczywistości? Dlaczego nic nas na nią nie przygotowuje? Ani media, ani rodzina, ani nawet szkoła rodzenia? Dlaczego kobiety boją się mówić, że nie jest tak idealnie? Dlaczego wchodząc na facebooka widzę zdjęcia uśmiechniętych dzieci koleżanek i posty, w których zachwycają się swoimi dziećmi? Czy nie można powiedzieć: kocham swoje dziecko, ale czasem mam dosyć?

piątek, 13 czerwca 2014

Nasze must have pierwszych 4 miesięcy

Czas biegnie nieubłaganie. Z dumą patrzę, jak moja kruszynka, z leżącego, jak je zostawiłam berbecia, zmienia się w zmieniającą pozycje i coraz bardziej ciekawą świata dziewczynkę.
Przez te pierwsze 4 miesiące było wiele rzeczy ułatwiających nam życie. Nie napiszę tu o przedmiotach typu laktator, chusteczki nawilżane, czy wózek, bo to niezbędniki. Wspomnę o kilku "gadżetach", które nie są konieczne, ale niezmiernie ułatwiły nam pierwsze wspólne cztery miesiące.

1. Poduszka do karmienia

Ze szpitala wróciłam z bolącym kręgosłupem. Jagodę karmiło mi się źle, a przy tym była cycozwisem i uwielbiała spędzać godziny przy piersi. Zastanawiałam się, czy kupować, czy na pewno tej firmy. Bo przecież można się bez tego obejść, a wydatków było wiele. Nie żałuje ani złotówki. Z poduszki korzystamy przy każdym karmieniu. Przydaje się także, gdy kładziemy Jagodzię na brzuszku. Firma Motherhood już kolejny raz spełniła moje oczekiwania.


2. Pieluszka do szerokiego pieluszkowania
Jagoda nie jest odosobniona. Wiele maluszków ma problemy z dysplazją bioder. Mamy, które musiały szeroko pieluszkować wiedzą, jakie jest to niewygodne. Ortopeda leczący Jagodę polecił nam zakup usztywnianej flanelowej pieluszki. Zakładana szybko pod ubranie lub na wierzch (my zawsze zakładaliśmy na wierzch, żeby nie drażniła małej). Zapinana na rzepy. Regulowana. Zdecydowanie polecamy! (My posiadałyśmy wzór w różowe serduszka).


3. Monitor oddechu
Jako mama przewrażliwiona nie wyobrażałam sobie, by go nie zakupić. To on pozwalał mi spać spokojnie w nocy. Monitorka używamy także w ciągu dnia. Zdecydowaliśmy się na mobilny monitor Snuza montowany przy pieluszce. Dzięki temu wiedziałam, że moje dziecko jest monitorowane cały czas, nie tylko w łóżeczku.




4. Kroplomierz
Jagoda od początku przyjmowała sporo leków. Trochę na kolki, trochę na ulewanie. Pojedyncze kropelki otrzymywała na łyżeczce jednak kiedy trzeba było podać już kilka mililitrów kroplomierz sprawdzał się świetnie! Umożliwia odmierzenie odpowiedniej ilości leku i aplikację bezpośrednio do buzi.




5. Karulelka i mata edukacyjna
Dwie rzeczy, które choć na trochę zajmują uwagę naszej córeczki. Przy karuzelce zasypia każdego wieczoru. Wiszące na macie zabawki nadal stymulują ją do aktywności. I maty i karuzele są różne. Uważam jednak, że warto zainwestować. My jesteśmy niezmiernie zadowoleni z wyboru dlatego polecamy produkty firmy Tiny Love.





Tak, jak napisałam wcześniej, bez każdej z tej rzeczy moglibyśmy żyć. Ale o ile trudniej, dłużej, czy mniej przyjemnie by było ;)

Post nie jest postem sponsorowanym. Polecamy Wam to, co u nas się sprawdziło. Jako przyszła mama ze wszystkich stron byłam zasypywana reklamami produktów, które "muszę mieć". Okazuje się, że nie wszystkie był nam przydatne. Te, które się sprawdziły polecamy dalej :)

czwartek, 29 maja 2014

Mamo, dlaczego mi to robisz?

No i zniknęłam. Nie był to łatwy czas dla nas..

Zaczęło się niepozornie. Od zaciśniętych piąstek. One pierwsze zwróciły moją uwagę. I leżenie w pozycji banana. A później brak podporu przy leżeniu na brzuszku. Pediatra orzekła: wzmożone napięcie mięśniowe i asymetria ułożeniowa. Kazała skontaktować się z fizjoterapeutką. Oczywiście we własnym zakresie i na własny koszt.

Fizjoterapeutka przyjechała do nas w dniu, w którym Jagodzia skończyła 3 miesiące. To miał być piękny dzień. Dzień, w którym mieliśmy przestać szeroko pieluszować w ciągu dnia. Dzień wolny taty w pracy. Nasz dzień. Dzień, który zmienił wszystko.
Nasze dziecko w dniu ukończenia trzeciego miesiąca życia, było na poziomie rozwojowym 6-tygodniowego niemowlęcia. Podejrzenie: problemy neurologiczne, może nawet dziecięce porażenie mózgowe. Zalecenie: ćwiczenia metodą Voyty 4 razy dziennie. Ćwiczenia, przy których moja córka zdzierała gardło. Przy których patrzyła na mnie przez łzy, jakby chciała powiedzieć: "mamo, dlaczego mi to robisz?". Serce pękało mi za każdym razem. Bolało. Najbardziej wtedy, gdy uśmiechała się do mnie przy rozbieraniu niczego nieświadoma, a ja wiedziałam, że za chwilę znów będziemy musiały ćwiczyć.

Przez niecałą dobę mogłam mówić, że mam zdrowe dziecko. Później okazało się, że ma stópkę końsko-szpotawą, którą leczyliśmy przy pomocy gipsów. Rehabilitację zaczęła mając 1 dzień życia. Przy wizycie u ortopedy okazało się także, że Jagódka ma dysplazję bioder. Konieczne było szerokie pieluszkowanie 24 godziny na dobę. Pojawiły się kolki i silne ulewania. A później bum. Problemy neurologiczne, choć myślałam, że gorzej już być nie może.

Ludzie widywali mnie z wózkiem. Zaglądali do środka. Widzieli pulchną twarzyczkę i mówili "najważniejsze, że zdrowe". Bo pod kocykiem nie widać gipsów, albo wygięcia w banana.. Mówili tak, a ja miałam ochotę krzyczeć. Bo właśnie jechałam do domu, by znów ćwiczyć.. Ale przecież nic nie było widać..

Na dzień dzisiejszy Jagoda robi postępy. Pewne umiejętności ma już nawet na poziomie 6 miesięcznego dziecka. Ćwiczymy 3-4 razy dziennie. Raz lub dwa razy w tygodniu ćwiczy z nami fizjoterapeutka. Po usg przezciemiączkowym wiemy już, że z mózgiem jest wszystko w porządku (uf!), a więc wszystko powinno być do naprawienia. Wiele pomógł osteopata. Ale o tym kiedy indziej..

Nie da się opisać, co czułam słysząc, że z moim dzieckiem tak wiele rzeczy jest nie tak. Czekając na termin usg, pomimo, że prywatnie i w trybie pilnym. Nie życzę tego żadnej z mam. To prawda, że nie ma większego skarbu niż zdrowe dziecko.

niedziela, 13 kwietnia 2014

Bezdech przychodzi cicho..

Mówili mi, że jestem przewrażliwiona. Że nie mam na co wydawać pieniędzy. Mi monitor oddechu wydawał się czymś niezbędnym. Myślałam "te 400zł jest niczym jeśli może uratować życie mojemu dziecku". Wczoraj w nocy uratowało..
O 5 rano zbudził mnie wydobywający się z monitora co dwie sekundy dźwięk. Jeszcze bez paniki pobiegłam do łóżeczka. W końcu to nie był ciągły, przeraźliwy alarm informujący o tym, że dziecko nie oddycha. Chwilę zajęło mi rozpoczęcie trzeźwego myślenia po wybudzeniu. Nie pamiętałam dokładnie, co taki przerywany sygnał oznacza. Znalazłam instrukcję i zamarłam. Migająca czerwona kontrolka i wydobywający się co 2 sekundy dźwięk oznacza, że oddech dziecka trzykrotnie został przywrócony po wysłanej przez monitor wibracji. Moje dziecko trzy razy w nocy przestało oddychać!
Nie słyszałam nic, choć budzę się na każde jej jęknięcie. Nie uwierzę więc w zapewnienia mam, że gdyby coś się działo to zdążyłyby się obudzić. Bezdech jest cichy. Przerażająco cichy.
Nie wiem, czy wczorajsza sytuacja jest winą katarku, jaki mała ma od tygodnia, czy zaczyna się dziać coś złego. Dzisiejsza noc na szczęście minęła nam szczęśliwie. Mam nadzieję, że kolejne też takie będą. Że to tylko jednorazowe.. Choć jestem przerażona.

Wydawało mi się, że bezdech jest problemem niszowym. Że zdarza się niezwykle rzadko. Do czasu aż przeczytałam poświęcony temu post na makóweczkach i zobaczyłam historie mam, których monitory oddechu wydawały przeraźliwe dźwięki informujące, że dziecko przestało oddychać. Do czasu aż nasz monitor się odezwał..
Monitory oddechu są drogie. Ale mogą okazać się bezcenne. Na rynku są ich dwa rodzaje. Mobilne, montowane przy pieluszce (my taki posiadamy) oraz maty montowane w łóżeczku. Ciężko ocenić, który z nich jest lepszy. Ale każdy z nich może uratować życie naszych dzieci.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...